Zawsze kiedy mija czwartek - mija mój wyczekiwany niemalże z bólem weekend.. co prawda od niedawna usilnie staram się zmienić 5 dniowy tydzień pracy w 3 długie dni - w ten sposób zyskuję 2 dni na możliwość wykonywania tego co naprawdę bardzo lubię.. niestety w związku z moim długim chorobowym, zmiana musi przechodzić pewne etapy.. w związku z czym ten system zapewne zostanie wcielony w życie, nie wcześniej aniżeli w kwietniu :( może w końcu znów uda mi się zapisać na zajęcia z ceramiki??!! mam taką nadzieję, bowiem bardzo stęskniłam się za miękką strukturą gliny, która przeistacza się pod wpływem moich rąk w najróżniejsze formy.. bardzo to relaksujące a zarazem inspirujące..
..Wczoraj mała Laura skończyła rok! Z tej okazji upiekłam kolejny tort z serii czekoladowych wypieków..
TORT CZEKOLADOWO - MAŚLANY
Biszkopt:
4 jajka
3łyżki gorącej wody
150g cukru
1 opakowanie cukru waniliowego
100g mąki
25g mąki ziemniaczanej
2 płaskie łyżki proszku do pieczenia
Krem maślany:
1 opakowanie budyniu czekoladowego
75 cukru
500ml mleka
100g gorzkiej czekolady
300g masła w temp. pokojowej
Tort czekoladowo - maślany jest wyjątkowo prostą i pyszną formą czekoladowej pokusy....
Rozpoczynamy od przygotowania biszkoptu, który to, jak każda gospodyni wie - należy przyrządzić ubijając jajka wraz z wodą (wg powyższego przepisu), a następnie dodając cukier. Ubijamy do momentu uzyskania gęstej konsystencji, którą to mieszamy z przesianą mąką (zarówno pszenną, jak i ziemniaczaną oraz proszkiem do pieczenia). Ciasto przekładamy do natłuszczonej oraz wyłożonej papierem do pieczenia formy).
Ciasto wypiekamy w temp. 160S około 25-30 min.
Upieczone, po czym przestudzone ciasto przekrawamy a następnie smarujemy np. marmoladą malinową (ja skorzystałam z konfitury porzeczkowej mojej mamy), następnie smarujemy kremem maślanym.
Krem maślany przygotowujemy ucierając masło mikserem, dodając przestudzony, wcześniej przygotowany budyń, w którym rozpuściliśmy uprzednio kawałki czekolady.
Prosto i nieskomplikowanie..
.
Moje wypiekanie bywa często tajemniczym eksperymentowaniem.. nie zawsze wynika to bezpośrednio z mojej intencji twórczej - wręcz przeciwnie.. zakładając, iż posiadam wszystkie składniki, zabieram się do pieczenia.. po czym okazuje się, ze brakuje mi jakiegoś składnika :(
nie zawsze jest to koniec świata - bowiem dany składnik można przecież zastąpić innym!
Tym razem głęboko przekonana, iż posiadam budyń oraz gorzką czekoladę, którą to kupowałam podczas ostatnich zakupów - niestety musiałam zmodyfikować odrobinę powyższy krem.
Zamiast budyniu - dodałam dwa opakowania czekoladowego custard (150g opakowanie), (tutejsza wersja budyniu, który zresztą baaaardzo lubię :) ).
A czekoladę zastąpiłam 100g nutelli - efekt końcowy okazał się bardzo smakowity - jak powiedział Przemek ...! hmm.. może niechaj pozostanie to w sferze niedopowiedzianych słów ;)
Tym niemniej naprawdę smakowity! Podobnie biszkopt - pomimo tego, iż zazwyczaj korzystam z wypróbowanego przepisu - ten okazał się równie smaczny, delikatny z nutką wilgotności...
Zapraszam - częstujcie się moi drodzy!!! W końcu to urodzinowy tort Laury!!!
...wczorajszego wieczoru oglądaliśmy film "Vicky Cristina Barcelona" - a dziś wsłuchana w muzykę - przymknąwszy powieki, spaceruję uliczkami Barcelony - słonecznej, pełnej niespiesznej nostalgii.. stęskniłam się za włóczęgą wśród ciepłych uliczek, pachnących przeszłością.. uliczek pełnych tysięcy okiennic, kryjących tajemnice intrygujących wnętrz..
..kilka dni temu Damian obdarzył mnie surowym sercem oraz bukietem róż.. róże niestety zaczęły zatracać swoją aksamitną delikatność - przeistaczając się purpurową szorstkość, która kryje w sobie piękno przemijania..
..aby uchronić je przed przedwczesnym pożegnaiem - pozwoliłam zasuszyć się płatkom, przyozdabiając nimi wiklinowe serce...
..na koniec moje ulubione krzesło w dwóch ujęciach...
Ciepłe promienie słońca przywitały dzisiejszy dzień.. Resztki białego puchu zupełnie stopniały.. powrót zimy był zaledwie maleńką falą napływającą z oddalonego oceanu.. Słońce, ciepłe powietrze.. oraz wszelkie medykamenty, postawiły mnie dziś na nogi! Postanowiłam wyjść na przeciw wiośnie i zabrałam się za delikatne.. balkonowe porządki :) Większość prac wykonywałam w domu.. biedna Mocca musiała opuścić swoje stałe lokum - bowiem ciągle upierała się aby swymi łapkami ofiarować mi pomoc :) Przesadziłam rozkwitające żonkile, uprzątnęłam uschnięte gałęzie pelargonii, przycięłam lawendę.. po czym cała energia gdzieś uleciała.. ale na balkonie znów odświętnie :)
Po krótkim odpoczynku, postanowiłam odrobinkę podłubać... co prawda, nadal nie ma we mnie bogatej weny twórczej, ale postanowiłam pobawić się muszelkami, które hurtowo zalegają w mojej szafie..
..miał powstać muszelkowy wianek, taki zwyczajny, podobny do tego, który robiłam wcześniej.. ale powstało serce :)
Po tym wszystkim znów musiałam się położyć - tym razem z Moccą na kolanach, przyglądamy się jasnym promykom - bezwiednie muskającym zielone listki bluszczu...
Niespodziewanie jasny dzień, przerodził się w wszechobecną ciemność.. ..U progu nocnych tajemnic - muzyka z krainy magii..
Zima tego roku rozpieszcza nas swoją śnieżno-białą aurą!
Trudno uwierzyć, iż śnieg nadal pokrywa otaczający nas świat, a zważywszy, iż wkrótce już święta - magiczne to i niebywałe!!
Po raz ostatni już zawitałam tutaj przedświątecznie (powrócę jeszcze na moment z życzeniami dla Was!).
Zamykając już etap przygotowań świątecznych - ostatnie wianki i inne tworki, które zrodziły się w trakcie tworzenia drobnych upominków dla najbliższych...
.. Zielony wianek z ostrokrzewia, wzbogacony kilkoma szyszkami i gwiazdkami oraz dzwoneczkami z masy solnej..
..kolejny - tym razem wykorzystałam słomiany wianek jako bazę, który obkleiłam plasterkami imitującymi drewienka.. do tego zielona gałązka, pobielane szyszki, plasterek pomarańczy oraz masosolne dzwoneczki :) A efekt.. nie wiem jak Wam, ale mi się naprawdę spodobał..
...I jeszcze jeden - ten lubię chyba najbardziej - uplecione gałązki, ostrokrzew, pomarańcz, mała gwiazdeczka oraz mój ulubiony cynamon!
... Ostatni z wianków - to ten, który zrobiłam jeszcze w październiku - został samotny nikomu jeszcze nie przeznaczony.. dodając listki ostrokrzewu wraz z małymi modrzewiowymi szyszkami - nabrał zupełnie innego charakteru. W takiej szacie podoba mi się bardziej, a i wiem już dla kogo będzie przeznaczony :)
... ostatnie świec impresje...
..Kartki dla najbliższych...
Od świąt dzieli nas zaledwie krok...
Dziś w końcu zabrałam się za wypieki.. piernik litewski, który wypiekam od kilku lat -upieczony..
.. na pierniczki może troszkę już za późno - ale mimo wszystko wyrobiłam dziś ciasto (skorzystałam z przepisu Jolanny - nie mogę się doczekać efektu końcowego.. jutro wielka inauguracja :)).
.. Zakwas przygotowany.. przygotowania kulinarne w toku - jednym słowem nie mogę się doczekać aby smakować to wszystko co zazwyczaj jemy tylko w ten jeden dzień w roku..
... A wewnątrz - czekam na chwile wyciszenia, chwile, kiedy ucichną wszystkie kuchenne odgłosy i spojrzę z cichością w zakamarki mojej duszy.. przemilczę wszystkie zasłyszane gwary i pozostanę przez moment z własną samotnością..
Otworzę swoje serce jak otwiera się okiennice, aby zaczerpnąć otaczającego mnie piękna..
Spojrzę z radością na granatowe niebo, na którym widnieje gwiazda - ta jedyna i niepowtarzalna - gwiazda mojego szczęścia... by chwilę później, podzielić się z Wami tą chwilą radości...
Kończąc wraz kolędą góralską - Dobrej nocy Wam życzę i dziękuję za Wasze odwiedziny zarówno te milczące, jak i z każdym serdecznym słowem!!
Piękno roztacza swe uroki niemalże za każdym zakrętem... Jest wszędzie tam gdzie serce unosi swe skrzydła w tęsknocie, spragnionej poczucia niezwykłości.. Pojawia się niespodziewanie.. po nagłej zatrważającej wichurze - tak było dziś, kiedy podczas spaceru do ogrodu botanicznego, niebo spowiły czarne chmury.. W ostatniej chwili udało nam się schronić w nowo - wybudowanym budynku zapraszającym w progi krainy pięknych roślin.. starych drzew.. alejek pachnących świerkiem.. Niespodziewana ulewa, przerodziła się w zawieję śnieżną, która skutecznie zatrzymała nas na dłuższy czas w ciepłym wnętrzu - który oprócz restauracji oraz sklepu, został wyposażony w ciekawe wystawy, krótki film z pięknym przesłaniem refleksyjnym.. jak i mały zakątek przeznaczony dla dzieci, które wraz z prowadzącym mogą przygotować własnoręcznie małe upominki, wykorzystując dary przyrody.. Bardzo sympatyczne miejsce! Kiedy nawałnica ucichła - delikatnie opadające płatki śniegu radośnie wirowały w powietrzu - a takie przeobrażenie było jedynie zachętą do odbycia spaceru wśród tutejszych drzew.. Spacer nie był długi, jednak piękny.. magiczny!
Takie śnieżne pejzaże nie często goszczą w Edinburghu - tym bardziej napełniają rodością..
Wspominałam już o braku czasu braku spokojnej zadumy... wiem, że nie mi jednej ale przyznam, iż brakowało mi już tej niespiesznej przestrzeni.. ciągle jeszcze dużo do zrobienia przede mną, ale nie spieszę się zbytnio.. Od tygodnia cieszymy się wspólnym byciem razem z Damiana mamą - czas mija wolniej, spokojniej... Byłyśmy znów na tradycyjnych zakupach :) po naszych ulubionych charity shops.. gdzie i tym razem udało nam się wyszukać kilka perełek.. Zdradzę Wam tylko, iż dopuściłam się małego szaleństwa i zakupiłam nawet dwa piękne krzesła (dla mnie piękne!! Damian zdecydowanie nie podziela mego zachwytu, jednak ostatecznie.. być może w obawie przed moim posępnym milczeniem - stwierdził, że skoro tak bardzo chcę - mogę je zakupić!) Krzesła jak dla mnie są cudowne i idealnie komponują się do naszego salonu, wymagają tylko zmiany obicia siedzenia, które z łatwością mogę dokonać :) Niedawno zostałam zaproszona na przedświąteczny wieczór do moich znajomych - chcąc przygotować choć maleńki podarek, pomyślałam, iż wino oraz paczuszka słodkości będzie bardzo małym, ale przyjemnym drobiazgiem.. wino udekorowałam podobnie jak kiedyś, tym razem jednak w szatę świąteczną.. gałązka z modrzewiowymi szyszkami, plasterek pomarańczy, cynamon.. oraz tradycyjny bluszcz.. efekt końcowy wyjątkowo uroczy :)
..Wieczorami, kiedy nadrabiamy zaległości filmowe - delektujemy się moimi nalewkami.. udało mi się zrobić tylko dwie - ale zarówno, jedna jak i druga - pychotka!
Bakalie umyć, osuszyć i ułożyć w dużym słoju warstwami, każdą przesypując orzechami oraz rodzynkami i skrapiając wódką oraz koniakiem. Zalać rumem, szczelnie zakorkować i odstawić w chłodne, ciemne miejsce na co najmniej 2 miesiące. Po tym czasie zlać z owoców płyn, przesączyć przez gęste sito.. przelać do butelek, zakorkować po czym odstawić na minimum miesiąc.
Wypieki świąteczne przede mną.. jednak kilka dni temu gościłam moich szkockich przyjaciół, a z tej okazji upiekłam szybki piernik wylewany..
Dawno go nie robiłam i przyznaję, iż miło zaskoczył mnie swoim smakiem :)
Polecam!
Piernik Wylewany!
3 szkl mąki
1/2 kostki margaryny lub masła
2 jajka
słoiczek dżemu (ja skorzystałam z pysznego porzeczkowego mojej mamy!)
Duże opakowanie przyprawy do pierników
3 łyżeczki sody
2 łyżeczki kakao
szklanka mleka
Margarynę, jajka i cukier ucieramy bardzo dokładnie. Następnie mieszamy mąkę, przyprawy do pierników, sodę oraz kakao, po czym dodajemy do utartej margaryny. Mieszając dolewamy mleko. Ostatecznie do masy dodajemy dżem.
Ciasto ucieramy raz jeszcze dokładnie i z radością w sercu :)
Wylane na blaszkę, pieczemy około godzinę.
Upieczone, polewamy smakowitą czekoladową polewą... gorzką czekoladę zazwyczaj mieszam ze śmietaną kremówką, ucieram do momentu zagotowania, aż powstanie gęsta, aksamitna polewa..
Naprawdę pyszna!
...Piękno przeplatane bólem...
Mamy jednak siebie i razem możemy przetrwać wszelkie trudności..
Bardzo lubię ten utwór.. wczorajszego wieczoru, przez kilka minut moje serce zamarło w okrutnym bólu strachu.. strachu przed utratą kogoś bardzo bliskiego - był to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności, ale bardzo skutecznie, po raz kolejny uświadomił mi jak łatwo możemy utracić tych których kochamy..
Kochajmy póki czas!!!
Życzę Wam pięknego, słonecznego tygodnia,
który zaprowadzi nas prosto w ramiona zbliżających się świąt!
Wraz z końcem moich wolnych dni nadchodzi koniec świątecznych przeobrażeń.. w mojej głowie jeszcze wiele pomysłów, ale realizacja ich jest niestety niemożliwa w dni kiedy chodzę do pracy :(
Całą środę czyściliśmy, dekorowaliśmy, zawieszaliśmy ramy, świąteczne wieńce i zawieszki - ku naszej radości w końcu zapanował ład! :) Zrobiło się naprawdę świątecznie, pachnąco i miło..
Przyznam, iż ostatni etap naszego małego remontu, był bardzo sympatyczny - wykańczanie i dekorowanie zawsze sprawia mi ogromną frajdę a i tym razem nie było inaczej :)
...aczkolwiek cieszę się, iż jest już koniec!!
Przemiłe uczucie, kiedy w ciszy zasiadamy na kanapie wraz z ciepłą herbatą.. przyglądając się płynącym po niebie podniebnym ptakom mknącym ku nieznanej nam rzeczywistości.. która niezmiennie czeka na nas wraz z obietnicą odkrycia cząstki tajemnicy świata...
Nasza sypialnia w nowej szacie - odkąd Damian przystał na pomysł pomalowania jednej ze ścian w naszym korytarzu - w mojej głowie zaświtał pomysł aby podobnie pomalować ścianę w sypialni :)
Uwielbiam ten kolor - marokańska czerwień, dodaje mi moc i nieokreśloną siłę.. nastraja energetycznie, a wieczory stają się bardziej przytulne.. oczyma wyobraźni przenoszę się w kraje palone gorącym słońcem...
Ze względu na zbliżające się święta - również i tutaj zagościły szyszki i anioły.. na ścianie zawisł szyszkowy wieniec, a na miejscu dzwonów - szyszkowa girlanda.. moja miłość i niegasnący zachwyt szyszkami panoszy się w wielu kątach naszego mieszkania o tej porze roku - ale czyż można oprzeć się ich magicznemu urokowi??
..Ja niestety nie potrafię...
W końcu zamieniliśmy ramy ze zdjęciami - małe przywędrowały do sypialni, a duże powędrowały do salonu..
Ostatnim razem wspominałam o moich reniferkach - girlanda w roli głównej właśnie z nimi, zawisła na jednym z okien..
Nasza przystań odmłodniała :)
W prawdziwie świątecznym nastroju czekamy na ten szczególny czas... dziś jednak zupełnie nie świątecznie przygotowałam zupę kalafiorową z serem cheddar, którego tutaj w Szkocji jest pod dostatkiem (rzekłabym od wyboru do koloru!!)... zmarznięci po odbytym spacerze, z przyjemnością delektowaliśmy się jej wyjątkowym smakiem :)
Przedświąteczne przeobrażenia nadal trwają.. wręcz rozkwitają każdego dnia :)
Dzisiaj o poranku, pośpiesznie zrobiłam jeszcze jeden wieniec :) planowałam inny, ale pod wpływem impulsu, postanowiłam wykorzystać mój kocankowy wianek - dodając do niego szyszki oraz masosolne gwiazdki wraz z dzwoneczkami.
Zdjęcie zrobiłam w ogromnym pośpiechu (zrobiłam tylko jedno zdjęcie na którym wygląda on.. odrobinę nieproporcjonalnie :( .. spóźnienie do pracy groziło mi niezmiernie, czas naglił a ja chciałam zabrać wianek jeszcze dziś..), początkowo zamierzałam udekorować nim jedną z sal w której opiekuję się moimi pacjentami.. ostatecznie jednak powędrował do domu moich szkockich przyjaciół..
...A w szpitalu - szaleństwo dekorowania rozpoczęte - ja w całym tym zamieszaniu - biegałam po gałązki ostrokrzewu, bluszczu oraz delikatnego modrzewia.. przygotowałam dwie girlandy z szyszek i bluszczu, udekorowane bomkami o barwie głębokiej czerwieni.. kilka wazonowych kompozycji -aż ostatecznie, zostałam mianowana dyrektorem do spraw dekoracyjnych ;)
- oczywiście to żart, jednakże bardzo miły - a co najważniejsze wszystkim dopisywały bardzo optymistyczne nastroje - pomimo zupełnie niezimowej aury - święta czujemy coraz wyraźniej : )
..Podczas ostatnich wolnych dni, przygotowałam również niewielki wianek - tym razem wykorzystałam gałązki ostrokrzewia, które to darzę ogromną sympatią.. pomimo kolczastej natury : )
...Z miłości do świec wszelkich - przyodziałam w cynamonową szatę kolejną świecę...
.. A oto i mój mały reniferek - jest ich więcej, jednak pozostałe zostały zaprzęgnięte w girlandę, którą pokażę Wam następnym razem - kochani - malowanie zakończone!! Hurrraaa!!!
Jutro porządki a i świąteczny nastrój zagości w naszym domu :)
Kilka dni temu, po raz pierwszy miałam przyjemność obejrzenia "Śniadania u Tiffaniego" - czyż Holly nie jest urocza?! Z ogromną przyjemnością delektowałam się jej sposobem w jaki wypowiadała kolejne zdania.. Jej akcent.. prawdziwa uczta estetyczna..
A piosenka, którą śpiewa - mogę słuchać.. słuchać i jeszcze raz słuchać.. i tak bez końca...
Minęły dwa długie dni - przepełnione zapachami, nowymi pomysłami, malowaniem, szlifowaniem, ogólnym chaosem oraz dzisiejszym porannym leniuchowaniem...
Tak wiele wydarzyło się podczas naszych dwóch wolnych dni - aż trudno mi uwierzyć, iż wszystko pomieściło się zaledwie w 48 godzinach :)
Damian od dawna planował malowanie sypialni - a wczorajszy dzień, wydał mu się najbardziej odpowiedni..
Jednakże zanim nastąpiło malowanie, postanowił odświeżyć nasze meble.. zatem pół dnia szlifował pieczołowicie każdy mebel, po czym mi przypadło dokładne ich woskowanie :) .. po którym zabrałam się za masosolne wypieki.. tym razem napiekłam odpowiednią ilość gwiazdek różnej wielkości, choinek oraz reniferków - naoglądałam się ich tak wiele (zwłaszcza reniferki Asi, w których zakochałam się na umór - skłoniły mnie do działania ;) Postanowiłam upiec kilka również dla siebie)... pokażę je Wam następnym razem :)
W międzyczasie w piekarniku suszyły się pięknie pachnące pomarańcze, które kilka godzin później wykorzystałam przy robieniu kolejnego wieńca..
Nasze nieduże mieszkanie przesączone zostało aromatem pomarańczy.. szlifowanym drewnem, woskiem do mebli ... a każda wolna przestrzeń zapełniona szufladami, komodami, jak i mniejszym asortymentem - szyszkami, gałązkami.. jednym słowem - Chaos!!
Tak było do dziś późnych godzin wieczornych...wciąż jeszcze trwają prace odświeżania naszej sypialni, ale przynajmniej ja zakończyłam moje szyszkowe przeobrażenia :)
Tym razem myśląc o białym puchu opadającym z nieba w świąteczny wieczór - przygotowałam wieniec pokryty białą mgiełką.
...szyszki muśnięte białą farbą akrylową, podobnie masosolne gwiazdki, gałązki oraz odrobina rafii..
...Skromna choinkowa serpentyna...
... gałązkowa choineczka ...
.. a na koniec - maleńki drobiazg - na kawałku drewienka, szyszka przewiązana rafią, udekorowana suszoną pomarańczą oraz masosolną gwiazdeczką..
Dzień przeminął niespodzianie, jutro kolejny dzień mojej szpitalnej rzeczywistości.. tam również jak co roku czas świątecznych przygotowań - bardzo to lubię :) zawsze zebrawszy w naszym szpitalnym parku wszelkiego rodzaju zdobycze, z ogromną przyjemnością przygotowuję naturalne stroiki, które upiększają pokoje naszych pacjentów.. Święta to piękny czas - czas przygotowań związany z dekorowaniem naszych wnętrz, wypiekami, upominkami dla tych których kochamy.. to czas zadumy i przemyśleń.. czas kiedy mamy szansę zatrzymać się na moment aby spojrzeć głęboko w nasze dusze..
To również czas pojednania - nie tylko z samym sobą ale też z tymi, których codzienność skłoniła do niechcianych nieporozumień..
Oby miłość zagościła w Waszych domach i sercach Waszych już dziś.. nie czekając na nieznaną przyszłość !!