Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My wee Mocca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My wee Mocca. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 października 2011

Human Planet..

"Human Planet is series of stories about how humans
struggle to make  a living in virtually every habitat to be found
in the world.."
- Brian Leith


Od czasów internetu, świat zdaje się skurczył, otworzyły się bramy, które pozwalają nam dotrzeć w miejsca o których możemy jedynie marzyć.. jeśli marzymy tak intensywnie, a nasze pragnienia przezwyciężają nasze ograniczenia, możemy spakować plecak i podążać tam, gdzie serce dotarło znacznie wcześniej... Prawdą jednak jest, iż nie każdy z nas może pozwolić sobie na podróże, wyprawy, o których nigdy się nie zapomina.. dlatego pewnie tak chętnie czytamy książki i pozwalamy się wieść przez świat, tym, którzy mieli taką sposobność aby dotrzeć w miejsca, o których nawet nie śniliśmy..
Trudno czasem sobie wyobrazić, jak bardzo ciężkie może być życie w miejscach takich jak pustynia, czy wysokie góry Himalajów, gdzie małe dzieci, aby dotrzeć do szkoły, muszą pokonać kilkadziesiąt kilometrów po oblodzonej rzece, która w chwili pęknięcia lodu, staje się śmiertelnym zagrożeniem.. a noce spędzone w ciemnych grotach, ocieplonych jedynie nielicznym opałem, który udało się zebrać podczas tej siermiężnej drogi, są jedyną kryjówką przez zimnem, jaki towarzyszy ciemnym nocom.. 
Czasem zastanawiam się, czy można porównywać ciężar i trud z jakim zmaga się człowiek, w różnych zakątkach świata, aby przeżyć godnie lub.. jakkolwiek swoje życie.. aby po prostu przeżyć!!
Nie odwiedziłam tylu krajów ile pragnęłaby tego moja tułacza dusza, jednak widziałam wystarczająco, aby poczuć choć przez krótką chwilę, zarówno życie człowieka żyjącego tuż obok mnie, jak i tych, z odległych rzeczywistości.. oczywiście zobaczyłam zaledwie namiastkę świata, który pomimo wielu niebezpieczeństw, intryguje, zachwyca i woła o to aby go odkryć.. poczuć to co czują Jego mieszkańcy...
Właśnie tego doświadczyłam przez krótką, a jednak wydającą się niekończącą się chwilę, wczorajszego wieczoru, dzięki świetnemu fotografowi Timothy Allen, z którym odbyło się spotkanie na Edinburghskim Uniwersytecie. Polecam gorąco odwiedzenie Jego strony z fantastycznymi zdjęciami!  Mając to szczęście, iż mogłam nie tylko obejrzeć Jego zdjęcia, ale też  i wysłuchać historii ludzi, których Timothy miał sposobność spotkać podczas rozlicznych podróży, i ja zawędrowałam w miejsca, o których dotąd nie słyszałam, lub tych do których od kilku już lat pragnę dotrzeć..

Timothy Allen był oficjalnym fotografem biorącym udział w projekcie, jaki realizowany był przez BBC pt: Human Planet. Ta niezwykła realizacja, to podróż po 40 krajach świata, po zakątkach, w których życie wydaje się ekstremalnie trudne, a jednocześnie niezwykłe i porażające.
Począwszy od miast, poprzez niekończące się pustynie, dżungle oraz rozległe obszary górzystej Mongolii, tudzież przepiękne Filipińskie plaże, poznajemy zwykłe, ale jednocześnie jakże niezwykłe życie tamtejszych mieszkańców.
Fascynującym zdaje się fakt, jak bardzo potrafimy przystosować się, aby przeżyć w miejscach teoretycznie niemożliwych do przeżycia.

Niemalże dwie godziny z zapartym tchem słuchałam opowieści z  fascynujących zakątków naszego globu, a po spotkaniu zamieniwszy kilka zdań z Timothym, nie mogłam oprzeć się pokusie, aby zakupić album będący zapisem zarówno w obrazie, jak i słowie z tej niezwykłej wędrówki przez świat człowieka, będącego niezłomną częścią wszechświata.
W mojej głowie zrodziła się nowa lista miejsc, do których pragnęłabym dotrzeć.. nic to nowego, a jednak wiem na pewno, iż dałabym wiele, aby móc odbyć treking w odległym Ladakh, położonym w wysokich partiach gór pomiędzy pasmem Himalajów a górami Karakorum.

Tych miejsc, jednak jest znacznie więcej.. jak Mongolia, czy Mali, Nowa Gwinea.. marzenia, pragnienia.. wszytko przed nami.. 

Ja tymczasem wracając do mojej jesiennej rzeczywistości, zanurzam się w barwach ciepłych rudości i słonecznych żółci oraz pomarańczy..



Odkąd rozpoczęłam szkołę, każdą niemalże chwilę spędzam na dzierganiu, rysowaniu oraz eksperymentowaniu w tzw tworzeniu : ) Moim niezawodnym towarzyszem jest Mocca, która uwielbia wręcz wylegiwać się na każdej z moich prac, niefortunnie położonych na kanapie lub gdziekolwiek, gdzie moje kocie zdoła dotrzeć.
Kiedy wróciłam wczoraj z zajęć, położyłam rozpoczęte prace na kanapie, co oczywiście było idealnym rozwiązaniem dla Mocci :) Musielibyście widzieć jej zabawny skok, a następnie przymilne oswajanie powierzchni.. Nie wiem jak Wasze kocięta, jednak  Mocca uwielbia wręcz pozować, dawno nie robiłam jej zdjęć, jednak wczoraj była tak pocieszna, iż nie omieszkałam pstryknąć kilku ujęć.. 





Na zakończenie, zachęcam  Was jeszcze raz do odwiedzenia strony Timothiego oraz na krótki film będący zapowiedzią wspomnianej przeze mnie serii "Human Planet"!

..photo by Timothy Allen


Pięknego dnia Wam życzę!

niedziela, 2 października 2011

Barwy jesieni..

"Rumieńce lata pobladły.
Liść złoty z wiatrem mknie.."
- Maria Pawlikowska - Jasnorzewska


Piątkowy poranek niczym letni, słoneczny dzień zawirował nad Edinburghiem..
Pragnienie poczucia tych ostatnich chwil, przypominających lato a jednocześnie splatających w swych ramionach, to co najpiękniejsze w jesieni - złociste barwy liści, nasycone granaty dojrzewających jerzyn, zawiodły mnie w miejsce, które mogłabym odwiedzać o każdej porze roku..
Ciche alejki w parku XVI -wiecznego Louriston Castle, zawsze emanują spokojem i napawają pozytywną energią. Bez względu na porę roku jest to zakątek, który pozwala zapomnieć o gnającej w szalonym tempie codzienności, przenosząc się w zupełnie inny wymiar..

..mam nadzieję, że i Wy na moment przeniesiecie się ze mną w przestrzeń, w której właśnie króluje jesień..







Ku mojemu zaskoczeniu, na jednej z alejek, wygrzewały się soczyste jeżyny..








She is like the Autumn..

Pięknej Jesieni Wam życzę..
Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie!

niedziela, 12 września 2010

Muzyka, przyjaźń, życiodajna siła..

Noc już późna, lecz sen nie nadchodzi..
Przesiewam napływające myśli, niczym ziarna życiodajnego zboża.. noga boli, a w brzuchu czuję motyle.. tęskno mi za domem, bowiem dziś moi rodzice obchodzili swoje wyjątkowe święto - 40 lat wspólnego życia!!!
Czyż nie jest to magiczna cyfra.. pełna chwil przesyconych śmiechem, radością, miłością, czułością.. zapewne i chwil trudnych, ale wspólnie przeżytych!
Kiedy byłam małym dzieckiem uwielbiałam wieczory, kiedy nastawała ciemność absolutna.. pozbawieni prądu, zapalaliśmy świece.. a moi rodzice rozpoczynali swoje opowieści.. tak wiele ich było, a każda kolejna równie fascynująca.
Kilka lat temu, moja mama opowiedziała mi pewną historię..
W czasach, kiedy moje babcie były młodymi dziewczętami, mama mojego taty, zmuszona była opuścić swój dom, ukrywając się przez jakiś czas.
Dotarłszy do małej wioski, postanowiła spędzić czas bliżej mi nie znany, wśród zbóż nie narażając się na spotkanie z niepowołanymi osobami.
Jednakże (prawdo podobnie na szczęście), moja babcia została odkryta przez młodą kobietę.
Ta jednak okazała się dobrym aniołem, przynosząc mojej babci chleb i świeże mleko.
Był to trudny czas okupacji, na szczęście los okazał się łaskawy, pozwalając babci szczęśliwie powrócić do domu...
Kiedy moi rodzice poznali się, a po pewnym czasie postanowili pobrać, mama mojego taty opowiedziała tę historię mojej drugiej babci, bowiem pamiętała, iż ukrywała się w okolicy domu rodzinnego mojej mamy.
Kiedy kończyła swoją opowieść, ku zaskoczeniu wszystkich - mama mojej mamy, powiedziała, iż to Ona była tą młodą wówczas kobietą!
Zwykły zbieg okoliczności, czy przeznaczenie?
Nie zwykłam wierzyć w zbiegi okoliczności, dlatego historia ta wydała mi się prawdziwie niezwykła.
Kiedyś przeczytałam wiersz Wisławy Szymborskiej.. być może dobrze go znacie??


Milość od pierwszego wejrzenia

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagle. Piękna jest taka pewność,
ale niepewność jest piękniejsza.
Sądzą, że skoro nie znali się wcześnej, nic między nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?
Chciałabym ich zapytać, czy nie pamietają -
może w drzwiach obrotowych kiedyś twarzą w twarz?
jakieś ,,przepraszam'' w ścisku? głos ,,pomyłka'' w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamietają.
Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił się nimi przypadek.
Jeszcze nie całkiem gotów zamienić się dla nich w los,
zbliżal ich i oddalał,
zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.
Były znaki, sygnały,
coż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramie?
Było coś zgubionego i podniesionego. Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?
Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł
się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni. Był może pewnej nocy jednakowy sen, natychmiast po zbudzeniu zamazany.
Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.

Niestety, pomimo wcześniejszych planów, do Polski nie mogłam dotrzeć aby wyściskać z sił całych moich kochanych rodziców..mój brat osobisty ;) wraz ze swoją żoną przygotowali piękne przyjęcie z muzyką płynącą z akordeonu, rodziną i przyjaciółmi.. oraz niezmiennie pysznym ciastem mojej mamy :)
Braciszku - dziękuję!!
A Wam kochani rodzice, dziękuję..
za miłość
za śmiech
za wspólne wędrowanie
za zapach pieczonego ciasta i zupy mleczne o poranku..
za wylegiwanie się na hamaku
i wspólne jagód zbieranie
za zapach książek
i niezapomniane co tygodniowe spacery leśne..
za toń jeziorną,
i wspólne tańce przy muzyce Anny Jantar..
za tysiące opowieści o życiu i ludziach obecnych w Waszym życiu..
za cudowne dzieciństwo pełne kwiatów, warzyw i owoców..
psiaka Puszka i innych cudnych zwierząt..
za wiele, wiele niezliczonych cudów!!!
Przesyłam tysiące buziaków!!

ps. być może w mojej babcinej opowieści, istnieje pewna niespójność faktów.. mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone - opowieść tę, usłyszałam kilka lat temu, nigdy nie spisałam, więc istnieje prawdopodobieńswo pomyłki w kwestii drobnych szczegółów..

Dziękuję Wam ślicznie za przesłane mi komentarze.. serdeczności wszelkie i Waszą obecność!

Pozdrawiam i pięknego dnia jutro Wam życzę!

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Poranne opowieści z balkonem w tle..



03.06.10


..Późnym porankiem, zbudzona mruczeniem Mocci, doznałam uczucia zbliżonego do poczucia winy.. spałam zbyt długo, zupełnie jakbym przeoczyła coś ważnego, wyjątkowego..


Mocca śpiąc u mych stóp, najwyraźniej nie doznaje takich uczuć - żyje swoim rytmem, niezależnym od jakichkolwiek okoliczności, śpi kilka godzin, po czym wstaje aby cieszyć się chwilą doczesną. Zjada swoje posiłki maleńkimi porcjami, popija świeżą wodę, wyleguje się na słońcu, tudzież biega jak szalona za kolorową piłeczką..


Odkąd jej życiowa przestrzeń powiększyła się o zazieleniony balkon - uwielbia spędzać popołudnia wśród soczyście zielonego igliwia lub z największym zainteresowaniem przyglądać się temu co dzieje się na umiarkowanie ruchliwej drodze pomiędzy blokami.


Przygląda się przelatującym mewom tudzież poluje na nieliczne muchy.. a kiedy nachodzi ją ochota na pieszczoty - przymilnie wyciąga swe długie ciało w oczekiwaniu na porcję głaskania, nie zapominając o drapaniu.. czasem podchodzi do mnie, kiedy czytam książkę, dotykając mnie swoim szorstkim, różowym noskiem.. jest urocza, trudno uwierzyć mi, iż wcześniej nie było jej z nami...

Moje poczucie winy zanika wraz z upływającymi minutami, które zaplatam w turkusowe korale..


..turkusowe niebo malowane białymi obłokami, turkusowa bluzka zwiewnie opływająca moje ciało.. turkusowy szal oraz kolczyki..
Łagodnie sączące się dźwięki muzyki, unoszą mnie w turkusowej przestrzeni..

A na balkonie rozgościły się kolory słońca, soczystej trawy oraz Marokańskiej czerwieni.. do Maroka coraz bliżej - jeszcze tylko kilkanaście dni..












Cdn..
Pięknego dnia Wam zyczę!!!




poniedziałek, 10 maja 2010

Kiedy jasne słońce wita nas o świcie...

"..Ludzie zawsze przybywają punktualnie tam, gdzie są oczekiwani."
- Paulo Cielho
Wczorajszy poranek był zjawiskowo piękny...
Popijając świeżo zaparzoną kawę z zachwytem wpatrywałam się w jasne promienie, muskające zroszone rosą listki bluszczu.. poetycko pięknie, byłoby cudnie trwać w tej chwili nie musząc podążać ku codziennym obowiązkom.
Obowiązki jednak wzywają..
Opuściwszy zatem nasze osiedle, wraz z moim czerwonym towarzyszem drogi, pognałam pustą szosą przed siebie..
Dzień, podobny do innych - o poranku podążam do szpitala tą samą drogą, raz w słońcu, raz w deszczu.. Wsłuchuję się w świergoczące ptaki, obserwuję rozkwitające drzewa, a kiedy niebo czerwieni się od wschodzącego słońca, moje serce doznaje przemiany, jaka ma miejsce w czasie narodzin piękna..
Zapewne byłby to właśnie taki poranek, gdyby nie wyjątkowo jasne słońce..
Zastanawiałam się czy wspomnieć o tym co przytrafiło mi się wczorajszego poranka - aby nie martwić moich najbliższych, przemilczałam moją kolejną niefortunną przygodę..
Pomyślałam jednak, ze napiszę w dużym skrócie o tym, ku przestrodze innym rowerzystom!
Otóż, kiedy pokonałam kilka zaledwie metrów, słońce wręcz oślepiło mnie swoim blaskiem, do tego stopnia, iż zaczęłam zastanawiać się jak długo tak jeszcze będę jechać i jak dobrze, że w sobotni poranek ulice zazwyczaj są puste.. jednak dosłownie po krótkiej chwili poczułam silne uderzenie w głowę, po czym wylądowałam na jezdni, a dokładnie na kolanach. Przez dłuższą chwilę nie byłam w stanie się podnieść, kiedy jednak w końcu pozbierałam swoje obolałe kości, byłam w ogromnym szoku, nie mogłam wręcz uwierzyć, iż stoi przede mną ogromny samochód ciężarowy!
Jak to możliwe, że nie widziałam go wcześniej?! Zupełnie jakby był niewidzialny i dopiero w chwili zderzenia ze mną ukazał się w całej okazałości!!
Nie wiem dokładnie o czym jeszcze myślałam w tamtej chwili, jednak podniosłam się w końcu i pojechałam do szpitala. Tam okazało się, że moje kolana są tak boleśnie obite, iż praktycznie nie mogę chodzić. Poza tym, emocje które prawdo podobnie zaczęły w końcu opadać, spowodowały, iż moje nogi nie dość, że były strasznie obolałe, to jeszcze wątłe jak z waty. W końcu odesłano mnie do domu.. Dziś czuję się już lepiej, choć przyznam, że trudno mi do chwili obecnej uwierzyć, że coś takiego mi się przytrafiło!
Ja naprawdę nie widziałam tego samochodu!
Damian stwierdził, ze NHS wyda specjalną klauzurę dla mnie - bowiem ostatnimi czasy częściej ulegam wypadkom, aniżeli choruję na grypę! Moi znajomi stwierdzili, że nie powinnam jeździć rowerem, choć ja utrzymuję, iż nie chodzi o to aby czegoś unikać, zwłaszcza jeśli naprawdę to kochamy!
Jednak pamiętajmy o środkach bezpieczeństwa - w przypadku jazdy rowerem - przede wszystkim zakładajmy kask!
Już nie pierwszy raz przekonałam się jak bardzo jest on istotny!
Gdybym kasku nie miała tym razem na głowie - byłaby ona zdruzgotana, bowiem uderzyłam z dużą siłą w tył ciężarówki.
Zakończyło się to tylko tym, iż przez dłuższy czas bolał mnie kark, ale gdybym kasku nie miała?? Kto wie, jak by się to skończyło.
Kiedy wróciłam do domu Mocca wylegiwała się w swoim ulubionym miejscu - naszej sypialni.. kiedy ja położyłam się na kanapie, aby spędzić tam cały dzień wczorajszy jak i dzisiejszy - niespodziewanie Mocca przyszła do mnie, po czym wtuliła się w moje obolałe nogi - a muszę Wam powiedzieć, że nie robi tego od dawna (oprócz nocy), jednak pamiętam, że kiedy w styczniu potrącił mnie rowerzysta, Mocca również miała w zwyczaju kłaść się na moje nogi, zupełnie jakby wyciągała złą energię. Czy koty rzeczywiście wyczuwają nasze boleści?
Korzystając z niespodziewanie wolnego czasu, skończyłam czytać "Pielgrzyma" - książkę kończy zdanie, które zacytowałam na samym początku - niesamowicie trafne i nawiązujące do tego co przytrafią się w moim życiu..
Kiedy rok temu złamałam nogę, była już noc, droga była zupełnie opustoszała a noc zapowiadała się wyjątkowo zimna. Ja niestety podtrzymując złamaną nogę, nie byłam w stanie wyjąć telefonu, zatem prwdopodobieństwo uzyskania pomocy czy też powiadomienia Damiana, była znikoma.. jednak niespodziewanie pewna dobra kobieta, pojawiła się w tym wyludnionym miejscu i pomimo tego, iż nie sądziła, że na ziemi leży osoba - zatrzymała się, ponieważ tak nakazała jej intuicja. Myślę, że miałam dużo szczęścia, bowiem dzięki tej osobie, która znalazła się - dla mnie, w najbardziej odpowiednim momencie, otrzymałam pomoc najlepszą jaką mogłam oczekiwać!
Prawdo podobnie i Wy miewacie podobne doświadczenia - chętnie posłucham Waszych opowieści jeśli zechcielibyście się ze mną nimi podzielić!
Korzystając z pięknej pogody, sfotografowałam ostatni florystyczny splot.. gałązek i kilku muszelek oplecionych bluszczem..


Piękny poranek, zakończył się cudownym zachodem słońca...


Przez ostatnie kilka dni przytrafiają mi się dziwaczne historyjki.. między innymi nie mogłam przesłać choćby kilku słów zaglądając do Was a i odpowiedzieć na przesłane dla mnie komentarze.
Dziękuję Wam za serdeczne słowa - zwłaszcza po moich ostatnich dwóch wpisach!
Wszystko jednak wskazuje na to, iż znów wszystko zaczyna działać normalnie :)

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i pięknego poranka życzę!!


...Nawiązując do rodzących się pragnień..

środa, 5 maja 2010

Smak minionych podróży oraz florystyczne impresje..

O poranku otrzymałam maleńką paczuszkę - to niespodzianka jaką wysłała dla mnie Oleńka - 3 torebeczki z egzotycznie pachnącymi mieszankami przypraw!
Zapach odległych Indii, osnute białym śniegiem himalajskie szczyty oraz nepalskie wędrówki, nagle powróciły niczym wczorajsze marzenia..
Jak wiele tęsknot powraca otulając nas swoją słodyczą?

Spędziłam wczoraj długi dzień w szpitalu.. wbrew moim ostatnim odczuciom - był to dobry dzień. Myślałam długo o tym co napisałam poprzedniej nocy - bywa, iż moje emocje rodzą myśli i słowa, które ukazują wnętrze pełne rozterek, tęsknot za tym czego nie robię a robić pragnę.. zasypiałam w złym nastroju, a poranek nie zmienił tego stanu, pomimo nieśmiałych promieni słońca..
Zatapiając się w poczuciu słabości, przez moment pozwoliłam aby czarne chmury osnuły moje wnętrze.. nie powinnam pisać w takich chwilach, bowiem każda minuta rodząca się w ramionach dnia przynosi nowe refleksje, jaśniejsze spojrzenie na otaczającą mnie rzeczywistość..
Pozwala dostrzec nowe perspektywy i możliwości..
Udziela wskazówek którą drogą podążać, pomimo rodzących się wątpliwości.
Kiedy skupiłam się nad małym florystycznym przeobrażeniem, którego efekty możecie ocenić poniżej - pojawiły się pierwsze uczucia pozytywnej energii - uzdrawiającej niczym źródlana woda..
Powróciłam przez moment w miejsca, które odwiedziliśmy - Majorkę, z której przywiozłam zasuszone liście przypominające kwiat (który po okresie, kiedy królował w misie z innymi zdobyczami, stał się elementem, z którym nie do końca wiedziałam co mam zrobić).. tutejsze góry Grampiany, które odwiedziliśmy podczas niedawnej wycieczki - nieopodal jeziora nad którym zasypiały pokryte śniegiem stateczne szczyty, napotkałam pokaźną ilość suchych gałęzi - ich wiotka i delikatna postura skusiła mnie do tego, aby zabrać je do domu - aby w przyszłości wykorzystać w tworzeniu florystycznych impresji..
Układając bukiet z zebranych dobrodziejstw, wykorzystałam również zasuszone papryczki, czekające na swoją wielką chwilę..
Nie jest to wielkie arcydzieło, jednak bardzo lubię momenty, kiedy z poszczególnych elementów powstaje harmonijna całość.
Papryczki ożywiły surową posturę stroika, dodając mu odrobiny pikanterii - podobnie jak te w dzisiejszych potrawach, które ugotowałam dzięki Oleńce!
Chęć na egzotykę smaku nadal wywołuje we mnie dreszcz motywujący do działania..
Niespodzianka w postaci różnorodnych przypraw - stała się doskonałym pretekstem do ugotowania czegoś naprawdę egzotycznego!
Xacutti curry!
- to kompozycja wiórków kokosowych, imbiru, czosnku, cebuli, pasty curry, świeżej papryczki chilli oraz kilku innych dodatków.
Wykorzystując ową mieszankę, sporządziłam dwa różne dania, przedtem jednak zagotowałam ją z 300 ml wody wraz 60ml mleczka kokosowego. Następnie podzieliłam na dwie części.
Do jednej z nich dodałam pokrojone w kostkę 2 słodkie ziemniaki oraz różyczki z połowy niewielkiego kalafiora. Gotując je do momentu kiedy osiągnęły stan chrupiącej miękkości. Mieszając je delikatnie w międzyczasie, ostatecznie połączyłam z 4 łyżkami rozdrobnionych pomidorów oraz 2 łyżkami cukru trzcinowego.
Gotowane przez kolejne 5-10min osiągnęły stan aksamitnej plejady smaków - bogactwo różnorodności, spójnie tworzące pełną egzotyki całość.
Druga część posłużyła mi jako bazę do potrawy podobnej do tej, którą przygotowałam ostatnim razem - różniąca się jednak zdecydowanie poszczególnymi przyprawami. Poza tym aby uzyskać zdecydowanie wyrazistszy smak kokosa, dodałam jeszcze raz około 150 ml mleka kokosowego.
Listki świeżego szpinaku zanurzyłam w gotującej się, pachnącej Hawajami mlecznej konsystencji, a po około 10min, szpinak połączyłam z kawałkami żółtego sera - przy czym polecany jest tradycyjny ponir.
Doprawiwszy odrobiną soli oraz cukru - uzyskałam potrawę, która idealnie komponuje się wraz z jaśminowym ryżem!
Kolejna magiczna mieszanka, to:
Tarka Dhal Curry - pomarańczowa soczewica wraz z papryczką chilli, różnymi przyprawami oraz świeżymi listkami currry - pikantna z nutą dalekiego Nepalu..
Czas poświęcony na przygotowanie dań, stał się wędrówką ku miejsc do których w przyszłości pragnęłabym powrócić - dziś aromat zarówno palącego się kadzidełka jak i poszczególnych przypraw - zawirował w naszym wnętrzu, niczym chorągiewki powiewające na wietrze..
Olu - dziękuję Ci raz jeszcze za tę ucztę smakowo -estetyczną!!!
Wszystkich zainteresowanych mieszankami, zapraszam na stronę sklepu:
A jeśli mielibyście ochotę raz jeszcze, powędrować ze mną szlakiem angielskiego wybrzeża - zapraszam Was serdecznie tutaj!



Bywają chwile, kiedy miewam tylko złudzenia...
..Innym razem wierzę, pomimo wszystko we własne marzenia!!!

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie!!

piątek, 2 kwietnia 2010

Poranne zachwyty, spacer wzdłuż rzeki Almond oraz życzenia świąteczne!

Rodzący się poranek, przywitał mnie jasną poświatą wschodzącego słońca wraz z delikatnym śpiewem ptaków..

Drzewa, małe krokusy oraz trawa pokryte białą peleryną szronu, spoglądały zziębnięte w błękit jasnego nieba... a ja opuszczając szpitalne mury, wtapiając się w poranną symfonię dźwięków i kolorów, podążam w kierunku domu.. lubię w ciszy przemykać pomiędzy uśpionymi jeszcze uliczkami, zaglądać ukradkiem w rodzące się wraz z nadchodzącą wiosną zielone ogródki, malowane kolorowym kwieciem..
..a kiedy docieram do ścieżki rowerowej, moim oczom ukazuje się przepiękne pasmo gór, pokryte białą kołderką (zdjęcie powyżej zrobiłam wczoraj z nad brzegu morza, szczyty, które zobaczyłam dziś -lśniły w białej, zjawiskowo pięknej poświacie),, zderzenie dwóch pór roku - dookoła mnie wiosna wraz z rodzącymi się baziami, krokusami, żonkilami a nawet tulipanami.. a w oddali zima w swej śnieżno-białej szacie!

Niespodziewanie na ścieżkę wybiegają małe króliczki - moi mali ulubieńcy, których ponad rok temu spotykałam w tym miejscu niemalże każdego dnia.. Wśród zgiełku i codziennej gonitwy - są one dla mnie symbolem ulotnego szczęścia, które pojawia się i znika niepostrzeżenie, na które jednak z niecierpliwością czekam, aby w chwili spotkania, napełnić nim spragnione serce..
Po długich dniach depresyjnej szarugi, nastał nowy, piękny, pełen słońca dzień!

Korzystając z tak pięknej pogody, wybraliśmy się wczorajszego dnia z Damianem na krótki spacer wzdłuż rzeki Almond - wpływa ona do zatoki nad brzegiem maleńkiej wioski Cramond (dawnej wioski - dziś to nieodłączna część Edinburgha), miejsce do którego mogę nieustannie wracać z niegasnącym uczuciem błogości i spokoju..


Szlak wiodący brzegiem rzeki, nieodparcie przypomina mi okolice Słowackiego Raju - jeśli mieliście okazję przemierzać ścieżki wiodące wzdłuż rzek, wodospadów, skalistych urwisk tej malowniczej krainy - łatwo będzie Wam wyobrazić sobie miejsce o którym piszę.. oczywiście to tylko maleńka namiastka, jednak równie piękna i pełna uroku..
Zdaję sobie sprawę, iż czas przedświateczny to czas przygotowań - ja dla odmiany zabieram Was na chwilę zapomnienia.. kontemplacji nad życiem jakie toczy się w okół, a ramiona Jego otulają nas tym co niezwykłe i wieczne jak Matka Ziemia..














...dzisiejsze bazie, napotkane w drodze do domu - przedświąteczne iskierki rodzącego się życia..
..niestety króliczki nie dały się sfotografować :(



..Maleńki akcent Wielkanocnej przemiany... serce przyodziane w Świąteczną szatę..


Kończąc - chciałabym złożyć Wam moi mili - najserdeczniejsze życzenia Świąteczne!
Niechaj będzie to dla Was czas refleksji i dobroci.
A nade wszystko miłości!!!
Ja sama, chciałabym Wam najserdeczniej podziękować za życzenia, którymi zostałam przez Was obdarzona! Dziękuję Wam pięknie!!
...Słowa nieśmiertelnej Desideraty wydają się w tym nadchodzącym czasie, wyjątkowo cenne i porządane - dlatego w ciszy nadchodzącej już nocy - Wam wszystkim, którzy mnie odwiedzacie - dedykuję!!!



Max Ehrmann
Desiderata

Go placidly amid the noise and haste,
and remember what peace there may be in silence.
As far as possible without surrender
be on good terms with all persons.
Speak your truth quietly and clearly;
and listen to others,
even the dull and the ignorant;
they too have their story.

Avoid loud and aggressive persons,
they are vexations to the spirit.
If you compare yourself with others,
you may become vain and bitter;
for always there will be greater and lesser persons than yourself.
Enjoy your achievements as well as your plans.

Keep interested in your own career, however humble;
it is a real possession in the changing fortunes of time.
Exercise caution in your business affairs;
for the world is full of trickery.
But let this not blind you to what virtue there is;
many persons strive for high ideals;
and everywhere life is full of heroism.

Be yourself.
Especially, do not feign affection.
Neither be cynical about love;
for in the face of all aridity and disenchantment
it is as perennial as the grass.

Take kindly the counsel of the years,
gracefully surrendering the things of youth.
Nurture strength of spirit to shield you in sudden misfortune.
But do not distress yourself with dark imaginings.
Many fears are born of fatigue and loneliness.
Beyond a wholesome discipline,
be gentle with yourself.

You are a child of the universe,
no less than the trees and the stars;
you have a right to be here.
And whether or not it is clear to you,
no doubt the universe is unfolding as it should.

Therefore be at peace with God,
whatever you conceive Him to be,
and whatever your labors and aspirations,
in the noisy confusion of life keep peace with your soul.

With all its sham, drudgery, and broken dreams,
it is still a beautiful world.
Be cheerful.
Strive to be happy.

Max Ehrmann, Desiderata,
Copyright 1952.

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin