Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyróżnienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyróżnienie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 marca 2011

Los nasz, w rękach naszych.. a ciężary na naszych plecach..

..Szmer płynącej rzeki rozproszył wieczorne szepty
mrok swoimi ramionami
otula niespełnione obietnice losu..









Wieczorową porą wracałam autobusem do domu..
Mała dziewczynka rzekła do swej mamy: "wiesz co mamusiu.. kocham Cię!"
Dzieci potrafią zaskoczyć nas swoją szczerością oraz otwartością serca.. bywają jak promyki słońca w ciemny, pełen smutku dzień..
Kilka dni temu, piekłam ciasto urodzinowe dla małej Laury -  kolejny rok minął niepostrzerzenie!
Dziś Laura jest małą, jednak pociesznie szczebiocącą dziewczynką - cudownie wtulającą się w ramionach które pragną przyjąć Jej słodycz.
Jej  życie, to niezapisana jeszcze karta, pełna niespodzianek, zachwytów oraz niezbadanych wyroków losu..
Którą drogą będzie podążać i dokąd zawędruje?
Czy podda się płynącej fali, pozwalając by życie zaledwie zaspokoiło Jej podstawowe potrzeby?
Czy też wybierze drogę trudniejszą, jednak przesyconą kreatywnością i walką o własne miejsce na ziemi?
Czy będzie wytrwale podążać w kierunku swoich marzeń, bez względu na trud jaki będzie trzeba włożyć, aby marzenia te zdobyć?
Czy ominą Ją porażki losu oraz ból niespełnionych obietnic?
Czyż noc otuli Ją swoją pieszczotą, w chwilach zwątpienia i braku pewności? 
Jej los, drzemie w małych słodkich dłoniach.. lecz ciężar i trud jaki rodzi się wraz z rodzącym się życiem - nieść będzie sama na swych dorastających plecach..


Życie nie zawsze, daje nam szansę na beztroskę, każdy z nas dobrze o tym wie i być może czuje ciężar trudu, jaki związany jest z walką o bezpieczną codzienność.. a ona ma tak wiele wymiarów..
Rodzimy się, dorastamy, odkrywamy własne pragnienia.. tworzymy świat w swoim własnym wymiarze i poczuciu szczęścia.
Wszystko to jednak, jakże kruche i nieprzewidywalne zdaje się w obliczu tego, co los szykuje za naszymi plecami...
A może to my sami, dokładamy cegiełki do piramidy naszego życia? Czasem nieświadomie, bezwiednie, często jednak zgadzając się na cichą zmowę naszych niemych wrogów - pozwalamy niszczyć dar, którym zostaliśmy obdarowani.

Smutek spaceruje ścieżkami mego serca..
Widzę słońce rozświetlające każdy nowy dzień, budzące się do życia kwiaty, a nawet pąki drzew, jednak w tym samym czasie uczestniczę w dramacie zrodzonym  na skutek naszej ludzkiej ułomności.. słabości.. a może i przede wszystkim lęku i samotności..
Nałóg, który stał się nieodzownym towarzyszyszem przez wiele lat, w końcu, w dużej mierze przyczynił się do utraty zdrowia, władzy nad własnym życiem..

Kiedy rok temu poznałam D. był on niezmiernie sympatycznym i promieniście ciepłym człowiekiem.
Witał mnie z uśmiechem a żegnając powtarzał, iż jestem niczym słońce - piszę o tym, pomimo tego, iż nie zawsze bywa to prawdą, jednak zawsze uśmiechem, odpowiadam za uśmiech, i wiem, że nasze spotkanie wniosło w nasze życie wiele ciepła i pozytywnej energii.
Po trzech miesiącach, D. opuścił nasz oddział, aby zamieszkać w swoim nowym domu.. tuż przed odjazdem,  przyjechał się ze mną pożegnać, powiedział, że może jeszcze kiedyś się spotkamy - nie wiemy kiedy, bowiem tajemnicą jest los zapisany w księgach naszego życia..
Na pamiątkę podarowałam Mu kartkę z moich rodzinnych stron.. ten mały gest wzruszył D. jak małe dziecko otrzymawszy ulubioną słodycz.

Od tamtego czasu minął dokładnie rok.. kilka miesięcy temu, kiedy pytałam pielęgniarkę, czy nie wie co się dzieje z D.? Dowiedziałam się tylko, iż niestety znów zaprzyjaźnił się ze swoim wieloletnim towarzyszem nałogiem, od którego zdawało się, iż udało mu się skutecznie odejść.. niestety nie..
Ponad miesiąc temu, przyjęliśmy nowego pacjenta - początkowo nie poznałam Go, choć wydał mi się niezmiernie znajomy.. po chwili poczułam zimny dreszcz - nowy pacjent okazał się D.
Trudno ogarnąć wzbierającą falę bólu, być może zbyt szybko pozwalam aby los drugiego człowieka splatając się z moją własną wstęgą życia, wypełniał zakamarki mego serca.. ale taka już jestem i nie potrafię tego zmienić..
Niestety, tym razem D. nie mówi i zdany jest całkowicie na naszą opiekę..
Dlaczego piszę o tym wszystkim?
Tutaj, gdzie pragnęłam aby było to miejsce wypełnione pozytywną energią? Pięknem, które doświadczam oraz światłem spływającym na mnie z nieba.. zachwytem rodzącego się poranka i zwykłą radością, jaka wypełnia mą duszę, po  upieczeniu ciasta, które można skosztować w gronie przyjaciół..
Tak wiele jest piękna i optymistycznej  energii - jednak po równoległym torze, podąża druga strona życia, która boli i uwiera..
Nie zawsze chcemy o niej mówić, często lepiej ją przemilczeć..

Mój przyjaciel, jest uzależniony od alkoholu, trudne to i niezmiernie bolesne, bowiem Jego umysł i dusza to miejsce przepełnione troską o innych i żywą ciekawością świata.. 
A mimo to, zapomina o sobie samym, nie troszcząc się o siebie wcale.. pozwala aby Jego chore ciało ulegało niszczącej sile nałogu.
Tak wiem,  nałóg jest chorobą, z którą trudno walczyć - jednak można z nią walczyć, a co najważniejsze wygrać!

Zatem dlaczego piszę o tym wszystkim?  
Wczoraj, zapytałam D. czy mnie pamięta? Dlaczego? Doprawdy nie wiem.. prawdopodobnie pragnęłam ujrzeć uśmiech na Jego twarzy, tak jak dawniej..
Stan D. jest zdecydowanie ciężki, jednak kiedy zaczynam mówić do Niego odwraca głowę i przygląda mi się uważnie.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, iż być może rozpoznaje niektóre osoby po głosie, zadałam mu to samo pytanie, popatrzył na mnie z niewiele mówiącym wzrokiem, jednak kiedy powiedziałam, iż jestem z Anią z Polski - na Jego twarzy pojawił się ciężki grymas..  po chwili jednak odwrócił swą niemą  twarz, pozostawiając mnie z tysiącem pytań.
Cóż wypełnia umysł D? Ileż pamięta, i czy cokolwiek pamięta?
Każdego tygodnia, kiedy powracam do szpitala,  w wolnych chwilach staram się do Niego mówić, niewiele to zazwyczaj wnosi, bowiem zdarza się, iż miewam poczucie, że D. wolałby gdybym nic nie mówiła.. Jednak tak naprawdę, nie mam pojęcia jak bardzo jest On obecny, a w jakiej części żyje On w innym świecie?
W sobotę, podczas golenia, wydarzyło się coś co poruszyło i wniosło iskierkę nadziei - przechodząca pielęgniarka, zapytała D. czy ufa mi, pozwalając abym to ja Go goliła - ku mojemu zaskoczeniu, na Jego twarzy pojawił się radosny uśmiech!
Być może właśnie dlatego, wczorajszego popołudnia znów zapytałam D. czy mnie pamięta..
Tym razem D. schwycił ma dłoń, swoją sprawną ręką, po czym patrząc na mnie rozpłakał się, tak strasznie boleśnie.. nie spodziewałam się takiej reakcji i przyznam, iż ciężko to odchorowuję - pragnęłam czegoś zupełnie innego.. dotknęłam jednak bólu D. który spłynął po mojej duszy, niczym mój własny ból.
Znów ujrzałam mojego przyjaciela, który pozwala aby taki los i Jego spotkał.. nie musi.. to oczywiście nie wyrocznia, jednak świadomie zwiększa szansę na to co spotkało D.

Kiedy wieczorem, borykałam się z natłokiem myśli, zadzwoniłam do mojej bliskiej znajomej, która jest pielęgniarką - mówiąc Jej o minionym zdarzeniu, szlochałam jak małe dziecko.. do tej pory, udawało mi się zawsze wywoływać uśmiech na twarzy naszych pacjentów - tym razem jednak ujrzałam łzy, przesycone niemym bólem...  
Moja znajoma powiedziała, iż mimo wszystko to dobrze.. dobrze, że próbuję do Niego mówić, bowiem nikt inny tego nie robi..  a być może przywołuje Go to znów, do życia..
Ja jednak toczę wewnętrzną walkę, bowiem pragnęłabym aby D. znów zaczął mówić, jednak wiem, iż nigdy nie będzie już niezależny od innych osób, a  to sprawia, iż nie jestem pewna, czy chęć wywołania uśmiechu na Jego twarzy, jest równoznaczna z szansą na słuszną chęć przywrócenia go ponownie do życia.. życia jakie czeka Go po tak silnym wylewie...
Z powodu tej właśnie walki oraz tysiąca myśli jakie napływają do mojej głowy - dzisiejszy post..
Wybaczcie, iż w tak smutnej oprawie..
Zdjecia, które wybrałam, w pewien sposób odzwierciedlają moje wewnętrzne przemyślenia - poza tym od miesiąca mój komputer walczy z nadmiarem danych - zupełnie jak mój umysł...
On jednak nie pozwala mi na jakiekolwiek poważniejsze działania - wliczając w to jakąkolwiek obróbkę zdjęć, nie mówiąc o tym, iż na nowe nie ma po prostu miejsca.. ubolewam strasznie, ponieważ od dawna, oprócz zdjęć robionych na potrzeby collegu - innych nie robię, dlatego też poniekąd nie piszę i nie dodaję kolejnych wpisów na moich innych blogach.. a tutaj.. czasu wolnego mam tak naprawdę jak na lekarstwo, choć nasz remont kuchni dobiega końca ,a to oznacza, iż skończy się syzyfowe sprzątanie, które  niewiele daje a czas zabiera - kuchnia w końcu przypomina kuchnię i powoli zaczynam cieszyć się z niej w pełni znaczeniu tego słowa.. W dni kiedy nie przebywam w pracy, mogę w końcu przygotowywać normalne posiłki.. niebawem upiekę swoje pierwsze ciasto i jeśli tylko doczekam się pomocy Damiana, będę mogła podzielić się nim (w symboliczny sposób oczywiście) również z Wami! A jutro czeka nas wizyta u naszych dobrych znajomych wraz z  Irańską kolacją. Ciekawa jestem niezmiernie, bowiem Minoo zapowiedziała, iż przygotuje dla nas niespodziankę - potrawę jakiej na pewno jeszcze nie kosztowaliśmy wcześniej!

Dziękuję, że zaglądacie i czytacie moje słowa - Wasze sprawiają, iż odczuwam niezmiernie przyjemne ciepełko w okolicach serca! 
I pomimo tego, iż ostatnio bardzo mało piszę a i mało mnie u Was - myślami jestem blisko, zupełnie jak u przyjaciół, do których pragnie się powracać...
Dziękuję Uli i Małgosi , które obdarowały mnie sympatycznymi wyróżnieniami i choć od dawna nie uczestniczę w przekazywaniu ich kolejnym osobom, to jednak przyznaję, iż wyróżnienia te stanowią pewien symbol - uznania i akceptacji, Waszej obecności w moim cynamonowym świecie, jak i innych zakątkach, które próbuję tworzyć z większą lub mniejszą efektywnością.. i za to bardzo Wam dziękuję! Za Waszą obecność, która wzbogaca moje życie!
Dlatego też Wasze słowa pozostawiane tutaj - kreując nasz wspólny świat, wypełniają przestrzeń, o której jeszcze dwa lata temu nie sądziłam, iż może istnieć.. pojawić się w moim życiu..
Dziękuję Wam za to!!!

















Być może część z Was miała już okazję widzieć te zdjęcia, jeśli nie - mam nadzieję, że przeniosą Was one w świat pięknego, choć przesyconego trudem codziennej rzeczywistości Nepalu - tęsknie za nim i za ludźmi, których napotkaliśmy w drodze, a którzy obdarzyli nas niezmierną serdecznością i niemalże zawsze - Pozdraw pełnym ciepła uśmiechem! 

A dla Tych, którzy jeszcze nie mieli okazji widzieć Baraki - fragment filmu! Polecam gorąco cały!

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie!!


sobota, 30 stycznia 2010

Nocne podsumowanie dnia...

Dzień spędzony w gronie przyjaciół, to dzień pachnący ciastem..
Moje plany co do dzisiejszej soboty, od kilku dni miały zupełnie inny wymiar - planowałam ręczne robótki, masosolne anioło-tworzenie.. siłownia, spacer..
Niestety, po ostatnim wyjeździe w góry moje zatoki niespodziewanie znów odezwały się z nieprzyjazną przypadłością.. kiedyś chorowałam bardzo często, jednak jak się okazało szkocki klimat bardzo mi służy - odkąd tutaj mieszkamy tylko raz strasznie mi dokuczyły.. aż do wczorajszego dnia :(
Całą noc nie przespałam - w związku z czym rano, wyjście na siłownię zostało przesunięte w czasie.. spacer - owszem - pogoda była cudna, ale zimno i wietrznie, choć nie to zaważyło na jego rezygnacji..
Niespodziewanie wizytę zapowiedzieli moi dobrzy znajomi - zatem plany zostały zupełnie zmienione..
Kiedy goście nadchodzą w domu musi pachnieć ciastem!!
Była to wyśmienita okazja aby zacząć realizować jedno z moich słodkich postanowień :)
Niestety słabość do ciast mam ogromną - moje ulubione to szarlotki na ciepło (zwłaszcza te, które do dziś pamiętam bardzo wyraźnie - serwowane dawno temu w Morskim Oku...
..Było to około 14 lat temu - moja znajoma pracowała wówczas bardzo często w tamtejszym schronisku.. tak po prostu, aby obcować w tak wyjątkowym miejscu, wśród najwyższych szczytów naszych gór, wśród wspinaczy, ludzi kochających góry.. pomimo tego, iż zazdrość nie leży w mojej naturze - pamiętam, iż tego zawsze w skrytości Jej zazdrościłam..
Jednak pewnego dnia, odwiedziłam Ją, a ponieważ spędziłam tam dwa dni - miałam możliwość zasmakować choćby w namiastce, klimatu i atmosfery tego bajecznego miejsca - nie jako turysta, ale jako osoba która.. prasuje podusine powłoczki :)
Prasowałam je całą sobotę - a muszę Wam zdradzić, iż tak pięknej pracy, jeszcze chyba nigdy nie doświadczyłam.. w małym okienku moim oczom co jakiś czas ukazywały się najwyższe szczyty opływane przez poranne chmury..
Moją pracę umilały mi skrawki ciepłej jeszcze szarlotki (wypiekane w starym piecu, zawsze były najlepszym kąskiem) oraz gorąca herbata z cytryną.. niezapomniane doznania smakowe, wizualne, muzyczne (serwowane z lokalnej stacji radiowej).. jednym słowem uczta estetyczno - smakowa, jaka zdarza się nieczęsto!!
Wyjątkowych wspomnień związanych z tym miejscem, kryje się wiele w mojej duszy - bo i często tam bywałam, jednak to, należy do tych naprawdę wyjątkowych...
..Kontynuując smakowe upodobania - moim kolejnym ulubionym smakołykiem jest ciasto marchewkowe oraz czekoladowe...
Tymi, delektuję się często tutaj w Szkocji, choć i sama jeśli tylko mam okazję z przyjemnością wypiekam..
W czasie świąt, zostałam obdarowana przez naszą dobrą znajomą - magiczną księgą ciast czekoladowych!! Wszystkie (a jest ich 91) wyglądają tak smakowicie, iż postanowiłam sukcesywnie wypiekać jedno, po drugim :)
Dziś rozpoczęłam mój czekoladowy korowód..
Wybrałam soczyste ciasto czekoladowe:
150g mlecznej lub gorzkiej czekolady
4 jajka
250g masła lub margaryny
200g cukru
1 opakowanie cukru waniliowego
szczypta soli
200g mąki
30g mąki ziemniaczanej
30g kakao
3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
3-4 łyżki rumu lub mleka
Zanim rozpoczniemy pieczenie ciasta, należy drobno pokruszyć czekoladę, aby później tak przygotowaną dodać do gotowej masy.
Przygotowanie masy czekoladowej, rozpoczynamy od zmiksowania masła lub margaryny, tak aby uzyskać jednolitą, puszystą masę. Następnie dodajemy cukier oraz sól. Po czym kolejno 4 żółtka.
W oddzielnym naczyniu mieszamy mąki, kakao oraz proszek do pieczenia, po czym w dwóch porcjach (jak podaje autor), dodajemy do masy maślanej, na przemian z rumem lub mlekiem. (ja dodałam swoją nalewkę z suszonych owoców, na bazie rumu).
Ostatecznie dodajemy ubite białka oraz kawałki czekolady, które delikatnie rozprowadzamy z masą. Przełożone do formy ciasto, pieczemy około 60min. (Po 15 min, należy zrobić podłużne nacięcie).

Upieczone i wystudzone, smarujemy polewą czekoladową!
Ciasto, rzeczywiście jest soczyste i naprawdę pyszne - dzięki kawałkom czekolady, smakowicie rozpływa się w ustach :)
Polecam!!
Kończąc to moje nocne pisanie, chciałabym jeszcze wspomnieć o kolejnych przesympatycznych podarunkach, jakimi mnie obdarzacie!
Dziękuję Ivonno oraz Kaprysiu!! Jest mi naprawdę bardzo miło, iż skierowałyście je również do mnie!!
Proszę, wybaczcie, że nie przekażę nikomu personalnie - nie dziś - przyznaję, ze od jakiegoś czasu odwiedzam Was w tempie błyskawicznym, nie zawsze pozostawiam komentarze, jednakże wynika to tylko z tak podstawowej przyczyny, jaką jest brak czasu..
Tym niemniej dziś, proszę przyjmijcie poniższe wyróżnienia wszyscy, którzy tworzycie - słowem, zdolnymi rączętami, wyczulonym okiem fotografa.. cokolwiek to oznacza!!
Chciałabym również podziękować Wam za wszystkie Wasze komentarze, słowa pełne serdeczności, często tez uznania z Waszej strony - wybaczcie, ze nie odpisuję na nie - w każdym razie ostatnimi czasy - jednak z ogromną przyjemnością czytam je i myślę o Was!!
Jest mi również bardzo miło, widząc nowe osoby goszczące tutaj - mam nadzieję, że mój skrawek tej wirtualnej przestrzeni, będzie miejscem, do którego jeszcze nie raz z przyjemnością powrócicie!!
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam bardzo serdecznie!!!
A dla Ivonny, która obdarzyła mnie takimi oto wyróżnieniami:


...oraz
Kaprysi






Przesyłam szczególne podziękowania i serdeczne uściski!!!

niedziela, 17 stycznia 2010

Chleb, muffinki, wyróżnienia oraz... kilka myśli mych nieskładnych...


Piękny dziś był dzień..*
Słoneczny i ciepły.. wymarzony na popołudniowy spacer!
Wspomniałam dziś o tym po śniadaniu - jakiż nietakt z mojej strony!! Jeden z moich pacjentów nie ma jednej nogi - oczywiście nie potraktował tego poważnie, ale zapytał mnie z uśmiechem, czy staram się być dowcipna :(

..Kiedy spojrzałam na niego zdałam sobie sprawę, jakież popełniłam fopa!!
.. to On powiedział mi dwa dni temu, iż jestem jego "favourite sweet-heart" :) a ja wykazałam się taką ignorancją!!

Cóż - pogoda naprawdę była cudna - kiedy wracałam do domu, wszędzie pachniało wiosną.. tylko patrzeć jak znów zakwitną krokusy a już niebawem moje ulubione żonkile!
Jeszcze dwa dni temu góra Artura pokryta była śniegiem, a dziś zieleń trawy przywoływała świeżość i optymizm..
Za dwa dni minie dokładnie rok od dnia kiedy złamałam nogę - to już rok, a przecież nadal odczuwam skutki tego niefrasobliwego upadku.. niebywałe, ale to właśnie to zdarzenie miało wpływ na to, iż zaczęłam prowadzić mego bloga.. pomimo mojej ograniczonej aktywności ruchowej - miniony rok był, niezwykle bogaty.. czasem trudny, nawet bardzo, jednak zawsze towarzyszyły mu piękne chwile!
Poznałam tak wiele serdecznych osób... pomimo tego, iż nie wyruszyłam w wymarzoną podróż dookoła świata!
Cieszę się, że jesteście i że ja mogę Was odwiedzać (choć przyznam, że czasu ostatnio mam na to bardzo mało.. tym niemniej zawsze powracam do Was z przyjemnością.. nawet jeśli nie pozostawiam po sobie żadnego śladu..).
...Właśnie spojrzałam w niebo - niebywałe jak szybko i nagle dzień zakończył swój bieg, a noc otuliła świat!
Na horyzoncie jaśnieje księżyc - jest taki szczuplutki.. a mimo to zniewala swoim czarem...
Pomyślałam, jakże niezwykłe jest to, iż w tym samym czasie wiele bliskich mi osób może spoglądać w niebo z równie głębokim zachwytem - a to oznacza, iż mimo odległości łączy nas magiczna więź..

Wierzycie w cuda? takie małe, codzienne, które przytrafiają się nie spodziewanie!

Ja przed chwileczką zostałam zaskoczona dwoma!
Po powrocie do domu, byłam tak zmęczona, iż leżałam przez dłuższą chwilę wtulona w ciepły koc i myślałam o tym jakie to smutne, że nie posiadam wystarczająco dużo sił, energii i czasu, aby realizować to wszystko czego pragnę... poza tym strasznie zaniedbałam kontakt z bliskimi mi osobami.. od kilku dni myślę o nich bardzo intensywnie - i wiecie co się stało? Przed chwileczką zadzwoniła do mych drzwi moja znajoma (dziś leżąc na kanapie pomyślałam, iż siła moich myśli musi w końcu zadziałać i może do mnie zadzwoni - ja niestety od dłuższego czasu nie mam doładowanego konta :( ... siła moich myśli podziałała - przywiodła moją znajomą tutaj w całej swej okazałości :) .. to maleńki cud.. kolejny to wiadomość od mojej znajomej - do której zazwyczaj ja dzwonię, a Ona pisze - niestety od dłuższego czasu ja nie dzwoniłam, ona nie pisała... ale właśnie otrzymałam od Niej wiadomość!
Być może to nic nadzwyczajnego, jednak dziś nabrało to dla mnie wymiaru cudu :)
Obiecałam Wam przepis na chleb... zatem dzielę się z Wami, jakże prostym a pysznym przepisem!

Chleb pełno-ziarnisty!

5 łyżek zakwasu (odłożony z wcześniej gotowego ciasta)
1kg mąki żytniej
1/2 kg mąki pszennej
4 łyżki soli (choć wydaje mi się, iż wystarczyły by 3)
1 szklanka płatków owsianych (ja dodałam musli)
1/2 szkl ziaren słonecznika
1/2 szkl ziaren dyni
1/2 szkl siemienia lnianego, sezamu
3 szklanki wody
3 szklanki maślanki
Drewnianą łyżką wyrobić ciasto. Odstawić na 12 godzin do wyrośnięcia. Następnie piec w 200*C przez godzinę.
Gotowe ciasto jest ciężkie i wilgotne, ale przede wszystkim smaczne! Przygotowując ciasto, zorientowałam się, że nie posiadam maślanki - dodałam tylko wodę, ale mimo to chleb smakuje dobrze.
Zjadamy go głównie z delikatnie solonym masłem - taki smakuje mi najbardziej, bowiem bogactwo ziaren różnorakich, staje się ucztą smakową samą w sobie!


Upiekłam również moje pierwsze muffinki :)

Miałam ogromną na nie ochotę i choć przez dłuższą chwilę nie potrafiłam dokonać wyboru, w końcu zdecydowałam się na marchewkowo - ananasowe.

Bardzo lubię ciasto marchewkowe, być może stąd ten wybór.. jeśli i Wy je lubicie - polecam również takież muffinki :)

Spiced Carrot Cake Muffins!

Przepis na 12 sztuk:

2 łyż. oleju roślinnego oraz dodatkowo odrobinę do natłuszczenia

100g mąki pszennej

100g mąki razowej

1łyż. sody

1/4 łyż. soli

1 łyż. cynamonu

1/2 łyż. imbiru

2 łyżki cukru pudru

2 białka

5 łyżek mleka (odtłuszczonego)

225g rozdrobnionego ananasa (z puszki)

250g marchwi

40g rodzynek

40g rozdrobnionych orzechów włoskich

Wszystkie suche składniki mieszamy dokładnie. W oddzielnej misce mieszamy białka, mleko oraz olej, po czym dodajemy rozdrobnionego ananasa, następnie startą na drobnych oczkach marchewkę, rodzynki oraz orzechy. Delikatnie mieszamy owocową miksturę wraz z miksturą mączną. Nie należy przejmować się jeśli masa będzie odrobinę grudkowata..

Kolejnym etapem jest przełożenie masy do 12 foremek - powinny być wypełnione w 2/3 wysokości. Pieczemy mufinki w nagrzanym do 190* C piekarniku, przez około 25 min. Muffinki muszą być zarumienione na złocisty kolor.

Upieczone, możemy przybrać masą serową :

250g serka typu philadelphia lub mascarpone

1 1/2 łyżki cukru pudru

1 1/2 łyżeczki olejku waniliowego

1 1/2 łyżeczki cynamonu

Dokładnie wymieszane składniki, nakładamy na wypieczone muffinki, posypując je dodatkowo cynamonem...

Smacznego!!!




Niedawno otrzymałam od Was kolejne wyróżnienia - czerwienię się jak mała zawstydzona dziewczynka.. ale jest mi równie miło, jak wówczas, kiedy moi pacjenci obdarzają mnie różnymi komplementami :)


Dziękuję Jolanno!!!


I Tobie
Matyldo bardzo dziękuję!!!

Wyróżnienia przesyłam Wam wszystkim, którzy mnie odwiedzacie i których ja odwiedzam!!!


Kończąc już moje długie pisanie, mam do Was prośbę!
Od dawna jednym z moich małych pragnień było to abyśmy mieli kota.. w środę moje pragnienie zostanie zrealizowane - będzie to maleńka słodka kotka :)
Problem polega na tym, iż zdałam sobie sprawę, że pomimo tego ,iż od tak dawna czekałam na ten moment - nigdy nie zastanawiałam się nad imieniem - myśleliśmy o kocie, ale moja koleżanka ma na wydanie kotkę!
Może Wy mogłybyście mi pomóc i macie pomysły na kocie imię... odwdzięczę się maleńką niespodzianką! :)
*Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, a ponieważ, wczoraj wieczorem nie zdążyłam dokończyć pisania przed powrotem Damiana.... dziś życzę Wam pięknego słonecznego dnia!!


środa, 16 grudnia 2009

Wyróżnienia...

Zbliżają się święta a wraz z nimi czas niespodzianek, którymi dziś chciałabym Was obdarzyć :)
Przez ostatnie dwa tygodnie ekstremalnie brakowało mi czasu na chwile spokojnego zatrzymania - a ponieważ zostałam obdarzona przez Was przesympatycznymi darami jakimi są Wasze wyróżnienia - każdego dnia zbierałam się aby przekazać je dalej... i nic, tylko sił mi na to brakowało :(


Dziś odzyskawszy siły witalne, postanowiłam nadrobić choćby w małym stopniu moje zaległości...

Od
Agi, która zatrzymuje bajeczne, niepowtarzalne chwile w swoim mistrzowskim kadrze - otrzymałam wyróżnienie Best Blog Award, które z ogromną przyjemnością przekazuję....

-
Magdalenie z Color Sepia

-
Magodzie z Chaty Magoda

-
Asi z Green Canoe

-
Elisse z Utkane z marzeń

-
Alicji z Arte Ego

-
Kasandrze z Mój Dom - Moja Ostoja

-
Jolannie z Między ziemią a niebem





Kolejną niespodziankę otrzymałam od Apuni, do której trafiłam dzięki wyróżnieniu, jakim mnie obdarzyła - a która zafascynowała mnie swoją kreatywnością i bardzo interesującą twórczością!

Ten kolejny prezent, przekazuję:

- Adze z AGAW. Blog

- Nettice z Nostalgią w tle

- Icie z Jagodowego zagajnika

- Szkatułce z Wyobraźnią

- llooce z Marzę, więc jestem




..Różaną niespodzianką obdarowała mnie Szkatułka z Wyobraźnią - moja podróżnicza pokrewna dusza - tworząca piękne małe cudeńka...

-
Bloga Niedzielnego
-
Anny M. z Image
-
Anny z FotoŚwiat
-
Matyldy z Sekretnika Matyldy
-
Labarnerie z Mojego Wygnanka
-
Jadze z Domu u Jagi





Od
Basi, którą również poznałam dzięki otrzymanemu wyróżnieniu, a która tworzy piękne hafciane piękności...


-
Mili z Domilkowego domku
- Kropelce z Miejsca dla Kropelki
- Apuni
- Alizee z Domu Alizee
-
Kamili z Floralnych przeobrażeń
- Penelopy z Atelier Penelopy

Dziewczyny - baaaaardzoooooo dziękuję Wam za Wasze uznanie - jest mi przeogromnie miło, a każde serdeczne słowo przesyłane w moją stronę - rozgrzewa moje serce!!!



...Dzisiejszego ranka, spadł piękny srebrzysty śnieg - prawdziwa zawieja... niestety rozgrzana ziemia, w mgnieniu oka roztapiała białe płatki opadającego z nieba puchu..
W przypływie tęsknoty za śnieżnym pejzażem... piękna pieśń wigilijna dla Was moi drodzy goście!!!!

;

Dziękuję raz jeszcze i życzę Wam pięknego dnia!!!


czwartek, 5 listopada 2009

Coraz bliżej zimy... oraz podziękowanie!

Chociaż w Polsce zima już zawitała - u nas tak naprawdę ciągle jeszcze jesień.. czasem deszczowa, ale też z odrobiną słońca!!
Niestety, kiedy przyglądam się pasmu drzew z mojego balkonu - każdego dnia widzę jak jesień powolnym krokiem odchodzi - coraz mniej liści na drzewach, a i te, które pozostały, nie są już tak kolorowe i pełne soczystej rudości..
Spiżarki zapełnione przetworami, przygotowane na długie zimowe wieczory.. już teraz z przyjemnością zjadamy naleśniki z dżemami, przywiezionymi z Polski, które jak co roku przygotowała moja mama :)
Ja sama usmażyłam zaledwie kilka słoiczków - ale i to wystarczy... być może skuszę się jeszcze na kilka dyniowych przetworów - tymczasem jednak, przystrajam słoiczki ostatnimi tego roku jesiennymi liśćmi!
Niedawno odkryłam ten przesympatyczny sposób i muszę przyznać, iż tak bardzo mi się spodobał, iż wszystkie słoiczki ubrałam w takież kubraczki :)


Być może znacie ten sposób - jeśli nie -bardzo proste - należy umyć liście, wysuszyć, następnie posmarować gliceryną - nałożyć na słoiczek, po czym przewiązać gumką oraz nałożyć folię kuchenną, która dokładnie będzie przylegać do słoiczka.
Następnego dnia, delikatnie ściągamy folię wraz z gumką, po czym przystrajamy rafią itp...



Na koniec, chciałabym Wam serdecznie podziękować - za Wasze odwiedziny, komentarze, które zostawiacie dla mnie jak i za przesympatyczne wyróżnienia - otrzymałam je już jakiś czas temu, ale ponieważ tym razem chciałam przesłać je dalej - moje niezdecydowanie troszkę trwało, w międzyczasie, otrzymałam dwa kolejne wyróżnienia, które naprawdę zaskoczyły mnie, ale też sprawiły dużo radości!! :)
Niezdecydowanie, w dalszym ciągu mnie nie opuszcza :( - większość z Was otrzymała już je wcześniej.. aczkolwiek nie ode mnie :)
No dobrze, postaram się dokonać wyboru :)
Od Agnieszki - strasznie dawno temu - jednakże, raz jeszcze bardzo ślicznie dziękuję!!
A wyróżnienie przesyłam do:
Od Kasi - dziękuję raz jeszcze!!!

...Które ślę do:


Ostatecznie od
Aleksandry - podobnie jak ta mała urocza dziewczynka - przepełniona radością, rozmarzyłam się z uśmiechem na twarzy :)
.. by przesłać dalej tę kropelkę radości:
- Asi
- Ani

Kochani!! Uff... troszkę to trwało, a i tak mogłabym przyznawać wyróżnień dużo więcej!!!
Raz jeszcze ja serdecznie dziękuję i pozdrawiam wszystkich moich gości najcieplej jak tylko potrafię!!!

wtorek, 6 października 2009

Kocankowy wianek oraz podziękowanie!

Każdego roku, z niecierpliwością czekam na koniec lata (co nie oznacza, iż lata nie lubię - lubię i to bardzo!!), jednak wraz z jego końcem nadchodzi czas zbierania kocanki piaskowej, którą lubię bardzo! W domu, jeszcze kiedy mieszkałam u rodziców, po obfitych zbiorach, wracałam z długich spacerów z pękiem pięknej, miodowej kocanki, umieszczając je w jednym z siwaków - dzbanów o szarym odcieniu.
Kiedyś kolega poinformował mnie, iż owa kocanka znajduje się pod ochroną - rzeczywiście tak jest, jednak ochrona jest częściowa.. zatem ja celebrując ten szczególny czas, każdego roku nadal wracam do swoich spacerów, łąką usłaną tym słonecznym kwieciem, po czym zrywam, choćby mały bukiet..
Tego roku, spacerując z moją przyjazną duszą - nazrywałyśmy kocanek bardzo wiele.. z radością przywiozłam je do Edinburgha, choć muszę przyznać, iż przez długi czas stały sobie skromnie w wazonie, zupełnie niedocenione przez moje oczy..
Dziś korzystając z dnia wolnego, zainspirowana wiankami Elizy - pomyślałam, że zrobię i ja wianek - właśnie z moich miodowych kocanek!
Wianek, teraz niczym moje osobiste słońce - rozjaśnia miodowym blaskiem, przestrzeń mojej przystani..

..a na balkonie rozgościły się kolorowe dynie..


Szyszkowe szaleństwo! Zbieram szyszki za każdym razem , kiedy mam taką możliwość - będą w przyszłości wykorzystane do zimowo - świątecznych dekoracji :)



Na koniec, chciałabym podziękować Kasandrze!

Jakiś czas temu, otrzymałam od Niej to sympatyczne wyróżnienie!
Dziękuję Moja droga!!
Przesyłam dalej Wam wszystkim, których naprawdę lubię odwiedzać!




Pięknego wieczoru, pełnego zaczarowanych chwil Wam życzę!!!

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin