wtorek, 30 listopada 2010
Zimowe impresje Edinburgha oraz odrobina świątecznych drobiazgów..
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Domowy kiermasz codzienności - temat przewodni - kulinarnia...
Wraz z końcem lata, kończymy nasze wyjazdy pod namiot - z żalem, bowiem tak naprawdę moglibyśmy jeszcze nie raz opuścić naszą miejską przystań, podążając w ciche pustkowia.. choćby na jedną noc.. niestety (biorąc pod uwagę nadchodzący brak czasu, na takie przyjemności), dziś rozpoczynamy naukę. :)

W założeniu dzisiejszego posta, miał być duch kulinarny, jako motyw przewodni..
Dawno nie dzieliłam się z Wami moimi słodkościami tudzież innymi specjałami, które pojawiają się w naszej kuchennej codzienności, zatem dziś odrobina tegoż co utrwaliłam jakiś czas temu w kadrze...
Mocca króluje, oczywiście... :0)Mój mały pieszczoch, często towarzyszy mi w kuchennych wariacjach, przypatrując się z niekłamanym zainteresowaniem...
A ja od kilku dni bzikuję na tle śliwek.. niestety jakiś czas temu zjedliśmy ostatni słoiczek maminych powideł, przywiezionych zeszłego roku, dzięki naszej samochodowej wyprawie do Polski - najlepsze na świecie!! Uwielbiam je i choć zdaję sobie sprawę, iż każdy z Was może to powiedzieć o powidłach swoich mam, tudzież swoich własnych - dla mnie, powidła mojej mamy są najpyszniejsze spośród tych jakie jadałam.
Tym niemniej, postanowiłam w tym roku sama, posmażyć choćby kilka słoiczków na zimowe dni..
Rozpoczęłam od truskawkowej marmolady, zachęcona przepisem proponowanym przez autorkę bloga "Around the kitchen".. kiedy jednak pojawiły się śliwki w bardzo porządanej cenie - rozpoczęłam swoją własną zabawę w odkrywanie nowej konfiguracji smaków.. usmażyłam 3 wersje - pierwsza niestety przesłodzona, (którą szybciutko wzbogaciłam kolejną porcją śliwek, dzięki czemu uzyskałam porządany smak.. doprawiony nutą cynamonu i goździków), przy kolejnych byłam już znacznie otrożniejsza, dodając zaledwie odrobinę cukru trzcinowego...
Ku mojej ogromnej radości efekt końcowy okazał się naprawdę smakowity, i przyznam, że nie jestem pewna która wersja jest moją ulubioną, aczkolwiek nadal mam ochotę na kolejne wysmażanie.. wszak, w zimowe wieczory posmak lata zatrzymany w pysznych powidłach, jest najlepszym antidotum na zimowe szarugi..

Niedawno, w poszukiwaniu "utraconych smaków".. niestety przy niewielkiej zawartości lodówki - postanowiłam upiec jedną z moich ulubionych tart - a właściwie quiche.
A na deser, wyjątkowo szybkie ciasto czekoladowe wzbogacone przeze mnie soczystymi śliwkami... natrafione przypadkowo na blogu Agatyczwartek, 19 sierpnia 2010
Sceny uliczne..



Nie potrafię oprzeć się pokusie, aby znów powrócić do muzyki Z. Preisnera - Marionetki - pięknie, przejmująco.. przenika zakamarki duszy..
Pięknego dnia Wam życzę i pozdrawiam serdecznie!!
środa, 17 lutego 2010
Pralinowe ciasto czekoladowe.. dwa anioły oraz niespodziewana wizyta w teatrze!
Wracając do domu wstąpiłam na przysłowiowe 5 min do domu moich przyjaciół.. którzy wybierali się dzisiejszego wieczoru na The Sound of music. Nagle okazało się, iż mama Gail nie może pójść, w związku z czym jeden bilet pozostał samotny, a jego los mógł zmienić,nikt inny tylko ja :)
Moja tęsknota za muzyką, śpiewem, tańcem, teatrem.. dawno przekroczyła granice cichej akceptacji, co prawda wybieramy się na Nędzników, na których nota bene - czekałam zaledwie 11 lat!! Ale to dopiero w kwietniu!
Kiedy zatem zostałam poinformowana, iż zostaję niejako porwana na przedstawienie - moje wnętrze zostało poruszone dogłębnie!
..Zamykam oczy i znów znajduję się w wytwornej sali, we wnętrzu zdobionym głęboką czerwienią.. dookoła balkony pięknie rzeźbione, na których z niecierpliwością wyczekują złaknieni muzyki pierwsi widzowie..
Pierwsze dźwięki.. pierwsze emocje.. uczucia rodzące się wraz z płynącą muzyką..
Pełna nostalgii chwila...
Zadziwia mnie fakt, jak bardzo los postanawia mnie czasem rozpieszczać - obdarza mnie perełkami, których nie spodziewam się - w każdym razie, nie koniecznie w danym momencie mego życia.. a które mimo wszystko rodzą się w mojej niemej tęsknocie..
Dziś moja dusza została po dwakroć zaskoczona - niespodziwanie znalazłam się w miejscu za którym od dawna bardzo tęskniłam.. do którego oczywiście pozornie łatwo dotrzeć.. jednak nie zawsze bywa to takie proste i oczywiste..
Poza tym - nasze plany związane z tegorocznym wyjazdem, nagle stały się bardzo realne - Ryanair - ogłosił bardzo przyjemną promocję, dzięki czemu zakupiliśmy bilety do Maroka :) Do wyjazdu pozostało jeszcze "troszkę" czasu, ale już teraz wypełnia mnie dreszcz emocji i radość jaka towarzyszy każdej wyprawie! :))
Gail miała rację mówiąc dziś "iż życie rzeczywiście może być nieoczekiwanym i pięknym prezentem!"
...Kilka dni temu z okazji urodzin mojego brata - ja dokonałam maleńkiego, smakowitego wypieku...
TORT PRALINOWY
Ciasto:
150g gorzkiej kuwertury
100g mąki
25g mąki ziemniaczanej
3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
125g cukru
1 opakowanie cukru waniliowego
3 jajka
100g masła
Nadzienie:
500g bitej śmietany
100g kremu orzechowego
300g gorzkiej kuwertury
1-2 łyżki likieru pomarańczowego
Zanim przystąpimy do wypieku samego ciasta, przygotowujemy nadzienie - masę o prawdziwie królewskim smaku!
Śmietanę doprowadzamy do wrzenia, po czym zdejmujemy z ognia po czym dodajemy krem orzechowy wraz z połamaną kuwerturą. Dodajemy likier.. ja likieru nie nie posiadałam, jednak dodałam kilka kropli olejku pomarańczowego oraz likier orzechowy mojego wyrobu..
Całość mieszamy, tak aby uzyskać aksamitną masę.
Autor poleca pozostawić gotową masę na noc do schłodzenia - niestety po raz kolejny nie doczytawszy, musiałam zadowolić się kilkoma godzinami..
Kiedy masa nabiera swojej wyrazistości w lodówce tudzież naprawdę zimnym balkonie.. możemy zabrać się za przygotowanie ciasta!
Rozpoczynamy od połamania kuwertury, którą rozpuszczamy w kąpieli wodnej.
W misce mieszamy przesianą mąkę, mąkę ziemniaczaną wraz z proszkiem do pieczenia. Dodajemy cukier, cukier waniliowy, jajka i masło. Wszystkie składniki ucieramy mikserem przez około 2 min. Na koniec dodajemy rozpuszczoną kuwerturę. Tak przygotowaną masę na ciasto, przekładamy do tortownicy, wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w temp. 160 stopni przez około 30-35 min.
Upieczone ciasto schładzamy, które następnie należy przekroić, aby ostatecznie przełożyć masą śmietanowo-czekoladową!
Masa śmietanowo-czekoladowa...
Przyznam, iż początkowo myślałam, że masę tę należy schłodzić i będzie gotowa.. jednak jak się okazało, aby uzyskać jej królewsko - aksamitny powab, należy uprzednio schłodzoną śmietanę czekoladową, ubić na wspomniany powyżej aksamitny krem!
Aby przełamać odrobinę czekoladowy ton tortu - dodałam również kawałki ananasa, które myślę bardzo sympatycznie współgrały z czekoladową masą..
W pierwotnej wersji, ciasto miało być przybrane ubitą śmietaną, posypaną kakaem - jednak ponieważ ilość masy czekoladowej była tak pokaźna, postanowiłam wykorzystać ją również do przybrania ciasta.
Efekt końcowy już znacie - a z mojej strony, choć muszę przyznać, iż samo ciasto nie jest mistrzostwem świata w poznanych mi dotąd ciastach czekoladowych - mimo wszystko jest bardzo przyjemne.. być może odrobinę za suche - jednakże w towarzystwie kremu czekoladowego z delikatną nutą pomarańczy - przeistacza się w przepyszny smakołyk godny królewskich komnat :)
Smacznego!!!
..oprócz tortu, wypiekłam również dwa anioły - maleńkie upominki.. nie koniecznie dla mojego osobistego brata ;)
czwartek, 10 grudnia 2009
Przedświąteczne przeobrażenia, część III...
Całą środę czyściliśmy, dekorowaliśmy, zawieszaliśmy ramy, świąteczne wieńce i zawieszki - ku naszej radości w końcu zapanował ład! :)
Zrobiło się naprawdę świątecznie, pachnąco i miło..
Przyznam, iż ostatni etap naszego małego remontu, był bardzo sympatyczny - wykańczanie i dekorowanie zawsze sprawia mi ogromną frajdę a i tym razem nie było inaczej :)
...aczkolwiek cieszę się, iż jest już koniec!!
Nasza sypialnia w nowej szacie - odkąd Damian przystał na pomysł pomalowania jednej ze ścian w naszym korytarzu - w mojej głowie zaświtał pomysł aby podobnie pomalować ścianę w sypialni :)
Uwielbiam ten kolor - marokańska czerwień, dodaje mi moc i nieokreśloną siłę.. nastraja energetycznie, a wieczory stają się bardziej przytulne.. oczyma wyobraźni przenoszę się w kraje palone gorącym słońcem...
Ze względu na zbliżające się święta - również i tutaj zagościły szyszki i anioły.. na ścianie zawisł szyszkowy wieniec, a na miejscu dzwonów - szyszkowa girlanda.. moja miłość i niegasnący zachwyt szyszkami panoszy się w wielu kątach naszego mieszkania o tej porze roku - ale czyż można oprzeć się ich magicznemu urokowi??
..Ja niestety nie potrafię...
Pozdrawiam Was serdecznie życząc pięknych snów!!
































