niedziela, 8 listopada 2009

LOSOWANIE!!!


Kochani!
Właściwie rzec powinnam - kochane, bowiem w losowaniu brały udział same kobiety :)
Otóż, losowanie zostało pomyślnie przeprowadzone!! Z góry przepraszam za fatalną jakość zdjęć, ale moje podekscytowanie oraz lęk, iż moja "maszyna losująca" w osobie Damiana, zbyt szybko się rozmyśli, a muszę Wam powiedzieć, że zgodził się tylko pod warunkiem, iż zdjęcie będzie jedynie obejmowało rękę, która losuje :) .. to mogłam obiecać, więc szybciutko zabraliśmy się do losowania!!

..A zdjęcia.. no po prostu fatalne, ale ponieważ dla nas najważniejsza jest treść zawarta na pomarańczowych karteczkach - proszę nie skupiać się na niczym innym :)

Zanim ogłoszę wyniki - chciałabym Wam bardzo serdecznie podziękować za udział w mojej zabawie, za przemiłe słowa! Zważywszy na fakt, iż niemalże każda z Was, sama robi piękne rzeczy z masy solnej - jest to dla mnie tym bardziej przeogromną radością, że zechciałyście wziąć udział w losowaniu o ten mały koszyczkowy drobiazg!!
Poza tym, to naprawdę miłe wiedzieć, że podobają Wam się moje masosolne wytworki :) Dziękuję!!!
Cieszę się również, iż trafiły do mnie nowe osoby - mam nadzieję, że z przyjemnością odwiedzicie mnie jeszcze nie raz!! Każda Wasza wizyta jest prawdziwą radością!

Dobrze... a teraz do dzieła :)
Losy przygotowane..

"Maszyna losująca" zanurzywszy swoją dłoń, wybrała.....

Ta.. dam..



No właśnie...okazało się, iż o los wybrany przez Damiana, zahaczył się jeszcze jeden! (ale, to za chwileczkę!)



A szczęśliwym posiadaczem koszyczka została:



Pomyślałam, że skoro druga karteczka tak bardzo kurczowo trzymała się wybranego losu - będzie on drugim zwycięzcą :)
A oto ona:




Kasiu - niestety jestem na tyle niezdecydowaną osobą, iż postanowiłam poprosić Cię o to, abyś to Ty wskazała mi który warkocz, tudzież maleńki wianek, sprawiłby Ci radość!






Ależ to było miłe!! :)
Mam nadzieję, że zarówno Barbarze, jak i Kasi moje masosolne tworki sprawią odrobinę radości!!
Bardzo proszę Was o przesłanie Waszych adresów, na mojego emaila, a ja najszybciej jak to możliwe, po moim powrocie z Polski (będę już w czwartek) prześlę pocztą przesyłkę :)
Na koniec - bardzoooo ślicznie dziękuję Wam za życzenia!!!
Życząc Wam spokojnego, pełnego pogodnych myśli wieczoru - przesyłam wiele serdeczności!!!


sobota, 7 listopada 2009

Pourodzinowe wspomnienia...

Moje kolejne urodziny minęły i pozostały już po nich, tylko wielobarwne wspomnienia.. a może aż!!
Miałam taki słodki plan, aby pojechać gdzieś na odludzie (czytaj: góry :)), aby wśród odgłosu szumiącego potoku, blasku jasnego księżyca i widoku mistycznych gór wyłaniających się zza chmur, celebrować ten jedyny w roku dzień - dla mnie tym bardziej szczególny, iż urodziłam się dokładnie w tym samym dniu, w którym urodził się mój tata :)
Niestety Damian się rozchorował i z planu nic nie wyszło :(
Mimo to, był to piękny dzień!
Pojechaliśmy na krótką wycieczkę - na drugą stronę zatoki, podążając w kierunku plaży, na której Damian był już wcześniej, a ja widząc tylko zdjęcia - bardzo chciałam również tam dotrzeć..
Po drodze zatrzymaliśmy się w maleńkiej, bardzo malowniczej miejscowości..






...W przeciwieńswie do wielu wyjątkowo szarych tego dnia domostw - te domki emanowały niezwykle pozytywną, malowniczą aurą..



Do celu naszej podróży, dotarliśmy już późnym wieczorem, a ja nie zabrawszy statywu, pomimo tego, iż aparat stawiałam na kamieniu - poruszany był zbyt mocno przez wiatr.. zrobiłam zdjęcia, które zdecydowanie nie nadają się do tego aby pokazywać je światu :(
..a księżyc świecił tak pięknie!!!
..Fale rozkołysane przez wiatr, uderzały o skalisty brzeg, pozostawiając pośród ciemnej samotności, słone krople - niczym łzy płynące z głębi zranionego serca...

Po powrocie, wybraliśmy się do baru jazzowego, gdzie muzyka płynąca z niezwykłą finezją, docierała głęboko do mej duszy, sprawiając, iż rzeczywistość przerodziła się w magiczną krainę, wypełnioną po brzegi dźwiękami głębokiego jak ocean fortepianu, pełnego tajemnic kontrabasu, niezapomnianego saksofonu oraz perkusji, która ożywała wraz z pojawieniem się charyzmatycznego perkusisty...




I tak minął dzień pełen niezapomnianych wrażeń... nie wspomniałam Wam jeszcze o moim urodzinowym burgerze!!
Zazwyczaj nie jadam takich dań.. hmmm.. jednak po całym dniu niejedzenia, byliśmy strasznie wygłodniali i choć w planie mieliśmy kolację w Nepalskiej restauracji, postanowiliśmy zagłuszyć głód czymś szybkim! Okazało się, że biorąc pod uwagę późną już porę - był to tak skuteczny zapychacz, iż na kolejne (prawdopodobnie bardziej wykwintne dania) nie było już miejsca w naszych żołądkach... za to miejsca starczyło na gorącą szarlotkę w bardzo przyjemnej kafejce :)


A następnego dnia, zamiast urodzinowego tortu, ja przygotowałam pourodzinową tartę jabłkowo - cynamonową.. z delikatną nutą pomarańczy, polaną gorzką czekoladą.
Pychotka :)

A jutro - moje pourodzinowe Candy :)
Sama jestem ciekawa do kogo powędruje koszyczek?? :)
Dobrej nocy Wam życzę!!

czwartek, 5 listopada 2009

Coraz bliżej zimy... oraz podziękowanie!

Chociaż w Polsce zima już zawitała - u nas tak naprawdę ciągle jeszcze jesień.. czasem deszczowa, ale też z odrobiną słońca!!
Niestety, kiedy przyglądam się pasmu drzew z mojego balkonu - każdego dnia widzę jak jesień powolnym krokiem odchodzi - coraz mniej liści na drzewach, a i te, które pozostały, nie są już tak kolorowe i pełne soczystej rudości..
Spiżarki zapełnione przetworami, przygotowane na długie zimowe wieczory.. już teraz z przyjemnością zjadamy naleśniki z dżemami, przywiezionymi z Polski, które jak co roku przygotowała moja mama :)
Ja sama usmażyłam zaledwie kilka słoiczków - ale i to wystarczy... być może skuszę się jeszcze na kilka dyniowych przetworów - tymczasem jednak, przystrajam słoiczki ostatnimi tego roku jesiennymi liśćmi!
Niedawno odkryłam ten przesympatyczny sposób i muszę przyznać, iż tak bardzo mi się spodobał, iż wszystkie słoiczki ubrałam w takież kubraczki :)


Być może znacie ten sposób - jeśli nie -bardzo proste - należy umyć liście, wysuszyć, następnie posmarować gliceryną - nałożyć na słoiczek, po czym przewiązać gumką oraz nałożyć folię kuchenną, która dokładnie będzie przylegać do słoiczka.
Następnego dnia, delikatnie ściągamy folię wraz z gumką, po czym przystrajamy rafią itp...



Na koniec, chciałabym Wam serdecznie podziękować - za Wasze odwiedziny, komentarze, które zostawiacie dla mnie jak i za przesympatyczne wyróżnienia - otrzymałam je już jakiś czas temu, ale ponieważ tym razem chciałam przesłać je dalej - moje niezdecydowanie troszkę trwało, w międzyczasie, otrzymałam dwa kolejne wyróżnienia, które naprawdę zaskoczyły mnie, ale też sprawiły dużo radości!! :)
Niezdecydowanie, w dalszym ciągu mnie nie opuszcza :( - większość z Was otrzymała już je wcześniej.. aczkolwiek nie ode mnie :)
No dobrze, postaram się dokonać wyboru :)
Od Agnieszki - strasznie dawno temu - jednakże, raz jeszcze bardzo ślicznie dziękuję!!
A wyróżnienie przesyłam do:
Od Kasi - dziękuję raz jeszcze!!!

...Które ślę do:


Ostatecznie od
Aleksandry - podobnie jak ta mała urocza dziewczynka - przepełniona radością, rozmarzyłam się z uśmiechem na twarzy :)
.. by przesłać dalej tę kropelkę radości:
- Asi
- Ani

Kochani!! Uff... troszkę to trwało, a i tak mogłabym przyznawać wyróżnień dużo więcej!!!
Raz jeszcze ja serdecznie dziękuję i pozdrawiam wszystkich moich gości najcieplej jak tylko potrafię!!!

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin