Obudziłam się dziś z nieprzyjemnym bólem głowy :( Przejrzawszy szybciutko poranną prasówkę, pomknęłam na wygodną kanapę, aby w ciszy zagłębić się w krainę odległej Afryki, widzianą oczyma Kapuścińskiego - jednak po dłuższym czytaniu, choć pisanie Kapuścińskiego wyjątkowo do mnie przemawia, tym razem okazało się, że tematy przez niego poruszane bywają odrobinę za ciężkie na moją zbolałą głowę..
Spoglądając w niebo, myślami zawędrowałam w odległą mi Warmię, gdzie około 15 lat temu, w domu mojego znajomego artysty spędziłam niezapomniane chwile..
Mój znajomy jest malarzem oraz rzeźbiarzem, mieszka w swojej pustelni na warmińskiej ziemi.
Pewnego pięknego dnia, zaprosił mnie oraz kilkoro moich znajomych na długi weekend majowy.
Z przyjemnością zaproszenie przyjęliśmy, co też z ogromnym sentymentem wspominam do dziś :)
Z pobytu tego zachowało się zaledwie tylko jedno zdjęcie w moim albumie, ale odszukałam również wpis - kilka zdań, które zapisałam podczas tamtejszego pobytu..
"..Tutejsze poranki zachwyciły mnie do głębi..
Pełna gracji buczyna kryje w swych ramionach małe ptaszyny, które swym koncertem witają nowy dzień..
Słońca wygląda zza chmur, łagodząc swym ciepłem śmiałe poczynania porannego wiatru.
Niedogaszone ognisko, tli się delikatnie w ostatnich minutach swojej świetności.. roznosząc wraz z dymem wieczorne opowieści..
Ostatnie krople rosy, błyszczą pięknie jak perełki na młodych źdźbłach trawy..
Wszystko pełne harmonii i spokoju!"
Z miejscem tym, wiąże się wiele niezapomnianych wspomnień - jednym z nich to długie godziny spędzone przy palącym się ognisku, a zwłaszcza jeden z poranków (zazwyczaj noc spędzaliśmy zasypiając przy dogaszającym ogniu), kiedy zbudziły nas dziwne odgłosy - jakież było nasze zdziwienie, kiedy na tle wschodzącego słońca, zobaczyliśmy dwa bociany walczące o wyczekującą tuż obok w gnieździe - zniecierpliwioną bocianicę.
Doprawdy, czegoś takie w życiu nie widziałam!
Spektakularne i niezwykłe!
Po długiej walce, przegrany bocian odfrunął ze spuszczoną głową - zwycięzca natomiast - zbliżywszy się do gniazda, z niebywałą czułością końcem swego dzioba, dotykał dzioba swej partnerki.. a my zapatrzeni w tę niecodzienną scenę miłosną - odczuliśmy prawdziwy skrawek nieba :)
To było cudne, naprawdę!!
Innym, ważnym dla mnie wspomnieniem, była możliwość posmakowania życia prawdziwego artysty :)
Zważywszy na fakt, iż wychowałam się w miejscowości, do której studenci Akademii Sztuk Pięknych, przyjeżdżali każdego lata w plener.. a widząc ich niemalże w każdym ładniejszym zakątku, rozstawionych wraz ze swymi sztalugami - wzbudzali nieustanny mój zachwyt i chęć artystą bycia również.. którym niestety nigdy się nie stałam.. choć dusza moja nadal artystą być pragnie :)
Powracając szybciutko do naszego pobytu u Miki - nie omieszkaliśmy skorzystać zarówno z doskonałych walorów plenerowych, jak również doświadczenia naszego znajomego! To dzięki Mice, pierwszy raz w życiu, miałam okazję poczuć zapach lipy - zanurzyć w jej aksamitną materię nad wyraz ostre dłuto.. i stworzyć swoje własne dzieło :)
Doświadczenie niebywałe, znane zapewne wszystkim, którzy choć raz rzeźby w drewnie spróbowali :)
Co nie oznacza, ze rzemiosło to łatwym bywa.. o ile dobrze pamiętam 3 palce boleśnie zraniłam, choć niczym to doprawdy z poczuciem szczęścia, jakie pojawia się w akcie samego tworzenia :)
Tak pogrążona w przyjemnych wspomnieniach, w końcu stwierdziłam, że kanapę swoją opuszczę, i łosia obiecanego już czas jakiś temu Gosi, własnymi łapkami ulepię..
Glina ponoć samoschnąca - zatem być może ominie mnie proces wypalania, zresztą zobaczymy..
Chwilowo łosia nieumalowanego :) w kilku odsłonach prezentuję..




Kolorowych snów Wam życzę!!