wtorek, 9 czerwca 2009

Skrzynka na wino od Daisy!

Kilka dni temu umówiłyśmy się z Daisy na małą wymianę :)
Poczta jak się okazało, funkcjonuje w Wielkiej Brytanii doskonale!!
Wróciwszy dziś z fizjoterapii, dosłownie minutę po moim wejściu - usłyszałam pukanie do drzwi - okazało się, że paczka wysłana przez Daisy wczoraj - właśnie do mnie dotarła!
Przesyłka przesympatyczna - skrzyneczka, doprawdy śliczna!!
Bardzo mi się podoba.. już włożyłam w nią wino i z przyjemnością się jej przyglądam :)
Dodatkowo otrzymałam kamień - jak się okazało obie lubimy je i z pasją zbieramy :)
Zwieńczeniem wszystkiego, były czekoladki - ulubione Daisy - moje również :) a zważywszy na fakt, iż w Belgii będę niebawem - Daisy - smakowity przedsmak mojej podróży!!
Dziękuję Ci bardzooooooooooooo i srdeczności ślę!!!






niedziela, 7 czerwca 2009

Taki sobie łoś..

Obudziłam się dziś z nieprzyjemnym bólem głowy :(
Przejrzawszy szybciutko poranną prasówkę, pomknęłam na wygodną kanapę, aby w ciszy zagłębić się w krainę odległej Afryki, widzianą oczyma Kapuścińskiego - jednak po dłuższym czytaniu, choć pisanie Kapuścińskiego wyjątkowo do mnie przemawia, tym razem okazało się, że tematy przez niego poruszane bywają odrobinę za ciężkie na moją zbolałą głowę..
Spoglądając w niebo, myślami zawędrowałam w odległą mi Warmię, gdzie około 15 lat temu, w domu mojego znajomego artysty spędziłam niezapomniane chwile..
Mój znajomy jest malarzem oraz rzeźbiarzem, mieszka w swojej pustelni na warmińskiej ziemi.
Pewnego pięknego dnia, zaprosił mnie oraz kilkoro moich znajomych na długi weekend majowy.
Z przyjemnością zaproszenie przyjęliśmy, co też z ogromnym sentymentem wspominam do dziś :)
Z pobytu tego zachowało się zaledwie tylko jedno zdjęcie w moim albumie, ale odszukałam również wpis - kilka zdań, które zapisałam podczas tamtejszego pobytu..
"..Tutejsze poranki zachwyciły mnie do głębi..
Pełna gracji buczyna kryje w swych ramionach małe ptaszyny, które swym koncertem witają nowy dzień..
Słońca wygląda zza chmur, łagodząc swym ciepłem śmiałe poczynania porannego wiatru.
Niedogaszone ognisko, tli się delikatnie w ostatnich minutach swojej świetności.. roznosząc wraz z dymem wieczorne opowieści..
Ostatnie krople rosy, błyszczą pięknie jak perełki na młodych źdźbłach trawy..
Wszystko pełne harmonii i spokoju!"
Z miejscem tym, wiąże się wiele niezapomnianych wspomnień - jednym z nich to długie godziny spędzone przy palącym się ognisku, a zwłaszcza jeden z poranków (zazwyczaj noc spędzaliśmy zasypiając przy dogaszającym ogniu), kiedy zbudziły nas dziwne odgłosy - jakież było nasze zdziwienie, kiedy na tle wschodzącego słońca, zobaczyliśmy dwa bociany walczące o wyczekującą tuż obok w gnieździe - zniecierpliwioną bocianicę.
Doprawdy, czegoś takie w życiu nie widziałam!
Spektakularne i niezwykłe!
Po długiej walce, przegrany bocian odfrunął ze spuszczoną głową - zwycięzca natomiast - zbliżywszy się do gniazda, z niebywałą czułością końcem swego dzioba, dotykał dzioba swej partnerki.. a my zapatrzeni w tę niecodzienną scenę miłosną - odczuliśmy prawdziwy skrawek nieba :)
To było cudne, naprawdę!!
Innym, ważnym dla mnie wspomnieniem, była możliwość posmakowania życia prawdziwego artysty :)
Zważywszy na fakt, iż wychowałam się w miejscowości, do której studenci Akademii Sztuk Pięknych, przyjeżdżali każdego lata w plener.. a widząc ich niemalże w każdym ładniejszym zakątku, rozstawionych wraz ze swymi sztalugami - wzbudzali nieustanny mój zachwyt i chęć artystą bycia również.. którym niestety nigdy się nie stałam.. choć dusza moja nadal artystą być pragnie :)
Powracając szybciutko do naszego pobytu u Miki - nie omieszkaliśmy skorzystać zarówno z doskonałych walorów plenerowych, jak również doświadczenia naszego znajomego!
To dzięki Mice, pierwszy raz w życiu, miałam okazję poczuć zapach lipy - zanurzyć w jej aksamitną materię nad wyraz ostre dłuto.. i stworzyć swoje własne dzieło :)
Doświadczenie niebywałe, znane zapewne wszystkim, którzy choć raz rzeźby w drewnie spróbowali :)
Co nie oznacza, ze rzemiosło to łatwym bywa.. o ile dobrze pamiętam 3 palce boleśnie zraniłam, choć niczym to doprawdy z poczuciem szczęścia, jakie pojawia się w akcie samego tworzenia :)
Tak pogrążona w przyjemnych wspomnieniach, w końcu stwierdziłam, że kanapę swoją opuszczę, i łosia obiecanego już czas jakiś temu Gosi, własnymi łapkami ulepię..
Glina ponoć samoschnąca - zatem być może ominie mnie proces wypalania, zresztą zobaczymy..
Chwilowo łosia nieumalowanego :) w kilku odsłonach prezentuję..









Kolorowych snów Wam życzę!!

sobota, 6 czerwca 2009

Coś słodkiego na umilenie dnia..

Na ciasto truskawkowe miałam od dawna ochotę..
Za oknem pogoda nie najgorsza, jednak od rana niebo spowiły ciemne chmury, odstraszając od jakichkolwiek wędrówek..
Postanowiłam zatem umilić sobotnie, pochmurne popołudnie, odrobiną słodkości - ciasto okazało się pychotką - przepis na nie, znalazłam na blogu
Eli, do której lubię zaglądać w poszukiwaniu nowości kulinarnych. Jest nad wyraz proste, nie tuczące :) a nade wszystko pyszne!!

Przepis podaję według receptury Eli..


Lekkie i kremowe ciasto truskawkowe

tortownica 18cm

- 300g truskawek
- sok z polowy cytryny
- 3 lyzki cukru pudru (lub syrop z 2 lyzek cukru i 2 lyzek wody)
- 250g greckiego jogurtu naturalnego
- 3 platki zelatyny
- 1-2 lyzki goracej wody
- 12 ciastek maslanych (Leibniz)
- 2 lyzki miekkiego masla


Zelatyne namoczyc w zimnej wodzie. Ciastka i maslo wlozyc do blendera i zmiksowac na tzw. mokry piasek. Wysypac na dno tortownicy i przygniatajac dlonia rozprowadzic na calej powierzchni. Wstawic do lodowki. Owoce zmiksowac z sokiem z cytryny i cukrem. Nastepnie dodac jogurt i jeszcze raz szybko zmiksowac. Zelatyne odsaczyc i rozpuscic w lyzce goracej wody, dodac do masy jogurtowo-truskawkowej i dokladnie wymieszac. Schlodzony ciasteczkowy spod wyjac z lodowki i wylac na niego owocowa mase. Wstawic do lodowki na ok. 3 godziny.







Przy filiżance kawy i smakowitym truskawkowym rarytasie, pomykam w świat mojej książki...
Pięknego dnia, raz jeszcze Wam życzę!!!

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin