poniedziałek, 11 maja 2009

Proza poetycka... ballada o pięknym dniu!


Za oknem ciemna noc spowiła płaszczem tajemniczości przygotowujące się do snu wszelkie stworzenia... zakrada się niepostrzeżenie cisza przeplatana wątłym śpiewem oddalonych cykad..


Przeglądam utrwalone w kadrze scenki z dzisiejszego dnia, doznając miłego uczucia szczęśliwości..

Minął kolejny dzień przepełniony ciepłymi promieniami słońca - nasze mieszkanie chłonie to światło tak intensywnie, iż o godzinie 20.30 czujemy się jakby był środek południa!

Błogosławieństwo to wielkie w kraju deszczy i mglistych symfonii okalających posmutniały świat.. jednakże w takim dniu jak dziś - rzeczywistość nabiera innego wymiaru - każdy kto żyw opuszcza cztery ściany własnego domostwa, poddając się absolutnej rozkoszy jednoczenia się z naturą!

My również szybciutko spakowaliśmy sprzęt biwakowy : ) aby na naszej pobliskiej polance rozkoszować się pięknym dniem..

Wydawałoby się, że zwykła proza życia nie może przyspożyć człowiekowi miłych doznań zarówno estetycznych jak i duchowych.. proza życia jednak, niejednokrotnie przyodziewa poetycką szatę zabarwioną świeżością i melodycznym posmakiem harmonii..

Nasza ulubiona polanka znajduje się zaledwie 5 min od naszego mieszkania, dzięki czemu każdą wolną chwilę możemy spędzać w otoczeniu drzew, a podążając dalej - wzdłuż kamienistego wybrzeża, przesiąkając morską bryzą i smaganym nieustannie wiatrem..




Kiedy przybyliśmy, polanka emanowała nieprzeniknioną ciszą - dobiegały tylko ptasie świergoty umilając nam popołudniowe leniuchowanie...

Jak ja lubię tę błogość, która każdorazowo bywa jedyną i niepowtarzalną - to taki mały substytut naszych biwakowych wypraw..

Nawet taka chwila może nastroić nas twórczo : ) oczywiście twórczo przez małe "t" jednak zawsze! Kolorowo podane skromne dania - emanują iście królewskim smakiem :) a zapachy unoszące się w powietrzu, łechtały nie tylko nasze nozdrza - co kilkanaście minut, przybiegały rozochocone psiaki, w nadziei na mały kąsek... w końcu jeden z nich - a właściwie jedna - jak poinformował nas właściciel, z ujmującym wdziękiem rozsiadła się tuż przy naszym stole, delektując się podobnie jak my jakże ulotną chwilą! : )




Miłe to było spotkanie, zwłaszcza, iż właściciel poinformował nas, że Jego psinka musiała nas bardzo polubić - zazwyczaj tak się nie zachowuje.. hmm... szkoda, że ona sama nie może nic powiedzieć - zapachy dobiegające z grilla działają zachęcająco nawet na mnie, choć mięs raczej nie jadam...



Kiedy rozkoszowanie nasze dobiegało końca - w oddali zobaczyłam małego króliczka - te małe stworzenia (naprawdę małe!!) są tak dojmująco urocze, iż za każdym razem kiedy je widzę, doznaję uczucia radości niezmiernej!!


Kiedyś, pewna osoba zapytała mnie, co sprawia, iż czuję się szczęśliwa? Dziwne - ale pierwsza myśl, jaka wówczas pojawiła się w mojej głowie - to chwile, kiedy widuję te małe istotki - przy czym ze szczególnym uwzględnieniem kilku małych króliczków, które spotykałam wielokrotnie na ścieżce rowerowej jadąc do pracy lub wracając z niej.. Pewnego dnia zorientowałam się, że odczuwam swego rodzaju tęsknotę, bowiem nie widziałam ich od bardzo dawna - i cóż zobaczyłam wracając do domu?? Oczywiście moje małe króliczątka : ) Moja radość była ogromna co dało mi podstawę do stwierdzenia, iż są one niewątpliwą przyczyną mojej szczęśliwości!!




Niestety, źle ustawiłam czas naświetlania, w związku z czym zdjęcie nie jest najlepsze, ale drugiego nie zdążyłam już zrobić : (

Na koniec naszej sielskiej prozy życia, zabarwionej nieśmiałą dozą poezji, krótki spacer wzdłuż wybrzeża okolonego drzewami..








Pięknych snów Wam życzę!!

Przedsmak nadchodzącego lata - malinowe szaleństwo...

Słońce rozświetliło moją duszę...
W końcu po długiej deszczowej szarudze, zaświeciło słońce!
Cudowne uczucie, kiedy człowiek budzi się, a za oknem zamiast niezmiennych strug deszczu - widzi nieśmiało skradające się do wewnątrz promyki słońca!!
Tak optymistycznie nastrojona, szybciutko wykonałam zestaw porannych ćwiczeń : ) po czym pognałam do kuchni aby zjeść śniadanko.. Kiedy świeci słońce - na myśl przychodzą mi letnie spacery po lesie - ścieżki pachnące mchem i spieczone słońcem maliny!!
Szczęśliwie w mojej lodówce maliny cierpliwie czekały na mnie - niestety nie te pachnące lasem, jednakowoż wyglądające smakowicie!
Nastrojona kolorowo - kolorową miseczkę i kubek dziś prezentuję : )
Tak optymistycznym akcentem, rozpoczęłam kolejny dzień..
Posiliwszy się smakowitym jogurtem, pomyślałam, iż miło byłoby nadać kolorytu naszemu wnętrzu - lubię kwiaty w moim domu, a od kilku dni wazony samotnie stały przycupnięte w kącie wierząc, że pewnego dnia znów wypełni ich wnętrze barwne kwiecie..
W dalszym ciągu ogromną ochotę miałam na subtelne tulipany, jednak w pobliskim sklepie półki zapełnione były goździkami, różami oraz nie znanymi mi innymi kwiatami - zatem wybrałam róże, których kolor niezmiennie mnie zachwyca : )
Będąc w sklepie, postanowiłam, iż przedłużę malinowe przyjemności - i po powrocie upiekę ciasto orzechowo-malinowe!
Zważywszy na fakt, iż spodziewaliśmy się gości - był to doskonały pretekst do poddania się temu słodkiemu szaleństwu...


Ciasto wyszło smakowite, polecam wszystkim w związku z czym podaję przepis!!


Tort śmietanowo - malinowy z orzechami...

Ciasto:
50g orzechów włoskich
4 jaja
120g cukru
100g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
200 g masy marcepanowej
4 łyżki konfitury malinowej

Masa:
300g mrożonych malin
6 łyżeczek żelatyny
80g cukru
2 op. cukru waniliowego
250g twarożku śmietankowego (ja skorzystałam z serka mascarpone)
400ml śmietany kremówki (choć ja użyłam tylko 200ml, co w zupełności wystarczyło)

Dekoracja:
maliny
30g polewy z białej czekolady lub np. wiórki migdałowe
orzechy włoskie


Wykonanie ciasta:
Piekarnik rozgrzać do 170 st.
Orzechy zmielić. Jaja ubijać 10 min z cukrem i 4 łyżkami wody na gęstą masę. Mąkę wymieszać ze zmielonymi orzechami i proszkiem do pieczenia, posypać masę jajeczną, wymieszać.
Ciasto przełożyć do tortownicy (26 cm) wyłożonej pergaminem, piec 25 - 30 min.
Ciasto wystudzić, wyjąć z formy, po usunięciu pergaminu przekroić na 2 placki. Dolny posmarować konfiturą malinową. Marcepan rozwałkować, po czym wykroić placek oraz ułożyć go na cieście z konfiturą. Wokół placka zapiąć obręcz tortownicy.


Masa i dekoracja:
300 g malin rozmrozić (latem oczywiście mogą być świeże maliny!)
Żelatynę namoczyć i rozpuścić według przepisu na opakowaniu. Owoce zmiksować, wymieszać z cukrem, cukrem waniliowym i twarożkiem na kremową masę. Cienką strużką wlać żelatynę, stale mieszając. Masę chłodzić ok. 30 min.
Śmietanę ubić i dodać do tężejącej masy. Połowę kremu wyłożyć na placek z marcepanem. Ułożyć drugi placek i posmarować pozostałym kremem. Tort chłodzić 2 godz.
Ostatecznie, delikatnie zdjąć obręcz.


Tort udekorować malinami, czekoladą & orzechami.. zaparzyć aromatyczną kawę, pachnącą odległą Kolumbią, następnie delektować się tą wyjątkową chwilą : )




Życzę każdemu pięknego dnia... i uciekam - Damian zlecił mi specjalne zadanie - za tydzień wybieramy się pod namiot! Huraaa!! W związku z czym muszę wyszukać piękne malownicze miejsce nieopodal jeziora, lasu z widokiem na góry : )



sobota, 9 maja 2009

Z nostalgią w tle..



Od dwóch dni wypełnia mnie dziwne, trudne do określenia uczucie.. Dlaczego? Ponieważ wiąże się z nim tak wiele sprzeczności - chciałabym wyjść na spacer - ale deszcze i upiorne wiatry zniechęcają mnie skutecznie. Chciałabym spotkać się ze znajomymi, jednocześnie odkładam jakiekolwiek rozmowy na później.. Odczuwam potrzebę zrobienia czegoś konstruktywnego, a jednocześnie jedyną rzeczą jaką robię, to zagłębianie się w kolejnych stronicach czytanej książki.

Poddając się całkowicie jej skomplikowanej, jednak nad wyraz barwnej rzeczywistości, wtapiam się w czytane słowa, bezwiednie stając się jej częścią..

Dzisiejszego poranka jednak z tego czytelniczego letargu wyrwała mnie pewna myśl - nagle zdałam sobie sprawę, jaki kształt i charakter mają moje dziwne uczucia.. przy porannej kawie, przeglądałam posta Elizy (utkane z marzeń), która pisała o bzach, które zakwitły w Jej ogrodzie - to właśnie Jej zdjęcia, ukazujące piękny rozkwiecony ogród - uzmysłowił mi jaką odczuwam tęsknotę za ogrodami - ogrodem moich rodziców! Kiedy byłam w Polsce, pogoda niestety nie sprzyjała miłym leniwym chwilom, beztroskiej bytności wśród ogrodowych pejzaży..

Z nostalgią w sercu zaczęłam przeglądać zdjęcia, które zrobiłam w zeszłym roku będąc u rodziców. Okazało się, że był to maj - czyli niepostrzeżenie minął rok - a ja dokładnie teraz odczuwam wzmożoną tęsknotę i pragnienie przeniesienia się w ciche zakamarki ogrodu, pielęgnowanego z wielkim sercem przez moją mamę!

Ponieważ niestety nie mogę spakować plecaka, wsiąść w samolot i nagle znaleźć się w domu moich rodziców, aby siedząc w altance otoczonej soczystą zielenią.. zapachem mięty - popijać zieloną herbatę i trwać w tej doskonałej rzeczywistości... podążam szlakiem moich myśli i niezawodnej wyobraźni, przenosząc się w miejsce, które jest wyjątkowo bliskie memu sercu!
Zapraszam Was wszystkich na krótki spacer nie tylko po ogrodzie, ale też w miejsca, które przywołują piękne wspomnienia z mojego odległego już dzieciństwa..






Altanka i huśtawka zrobione przez mojego tatę - to ulubione miejsca zarówno dzieci, jak i wszystkich odwiedzających moich rodziców - uwielbiam długie godziny spędzane tam po zmroku - w otoczeniu cichego świergotu ptaków i nocnej poświaty księżyca...








Nieopodal domu moich rodziców, znajduje się opuszczona i zapomniana wieża ciśnień - kiedyś zajrzawszy do niej do środka, ujrzałam schody, które zaprowadziły mnie na samą górę - a tam rozpościerał się cudowny widok - jezioro okolone pięknym lasem.. I choć całe moje dzieciństwo wiąże się tym miejscem, to jednak ta chwila spowodowała, że wszystko dookoła stało się magiczną przestrzenią - zakochałam się w tym miejscu i zapragnęłam aby pewnego dnia, wieża z widokiem na lasy, jezioro - stał się moim domem : )
Prawdopodobnie, pozostanie to tylko moim pragnieniem, jednak zawsze z dużą nostalgią powracam myślami do tego miejsca...


PO jednej stronie las i jezioro - po drugiej tory niknące w leśnym morzu, prowadzące w nieznane..





Leśne ścieżki prowadzące do wód jezior, w których zanurzanie się wśród nieśmiałych fal, możliwość całkowitego zespolenia się z otaczającą mnie wodą, płynąc coraz dalej i dalej - stwarza poczucie nieopisanej wolności...
...Rozmarzyłam się niepoprawnie..



Pięknego, słonecznego dnia życzę wszystkim!


LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin