Krople wody spływają po mych stopach.. Woda płynąca wartkim nurtem, odpływa w dal, pozostawiając za sobą senne koryto rzeki.. z leniwej rzeczki zamienia się w wartki potok, upodobniający się do górskich strumieni..
Na granicy zrównoważonej tafli wody a bulgoczącej toni - stoi dostojny jegomość - zatopiony we własnej ciszy, delektuje się własną bytnością.. Bez względu na przechodzących ludzi, na zmieniające się światło, na szum wody noszący ze sobą pieśń ubraną w szemrzące szepty.. Trwa nieustannie w niezmiennej pozie, na swych patyczastych nogach..
Nieopodal, zgoła odmienny jegomość porzuciwszy swe szaty w zielonych zaroślach, zanurzywszy swe stopy w leniwej toni, wypatruje rzecznych istot.. A może, myśli swych z dawna utraconych.. przyjaciół, którzy nagle odeszli.. Tęsknot niezmierzonych..
Życie, to rzeczywistość.. realna niczym puzzle, które mamy prawo ułożyć..
Jak ta drobna istota, która za lat kilka stanie się dorosłą kobietą, a Jej sny przeistoczą się w drobne niepokoje..
..lub skrawki szczęścia, którymi wypełni swe życie!
Jak ten kwiat, rozkwitający o poranku w zachwycie słońca, bez względu na krople deszczu sączących się z grafitowego nieba..
..Po cóż się spieszyć??
..Kwiaty rozkwitają w niespiesznej ciszy..
Podobnie jak szczęście, które przychodzi bez zapowiedzi...
W środę o poranku miała odbyć się moja operacja - niestety we wtorek niespodziewanie została odwołana.. na czas bliżej nieokreślony...
Przechodzę kwarantannę, która potrwa około 2-3 tygodni.. a po niej, jeśli wyniki będą zadowalające - znów zostanę wpisana na listę oczekujących..
Aby umilić sobie czas, korzystając ze słonecznych uroków dnia, wybraliśmy się ze znajomymi do ogrodu botanicznego.. po powrocie szybkie zakupy a w zamyśle upieczenie czegoś słodkiego, pysznego..
W sklepie zadzwonił telefon - to P. chcąc dowiedzieć się jak poszła operacja - kiedy usłyszał, iż jesteśmy na zakupach, pomyślał, że jesteśmy wariaci do potęgi :) kilka godzin po operacji, a ja biegam z niesprawną nogą, pomiędzy sklepowymi półkami.. kiedy uświadomiliśmy go, jakże mają się sprawy szpitalne, stwierdził iż szkoda że nie wiedział, bowiem moglibyśmy wspólnie wybrać się pod namiot, gdzie On już rozpala ognisko ze swoim bratem..
..przecież jeszcze wczesnym porankiem rozmyślałam o tym aby zawędrować gdzieś w leśno - górskie pejzaże, spędzając noc przy świetle księżyca..
Nie zastanawiając się zatem zbyt długo, postanowiliśmy jeszcze tego samego dnia dołączyć do P & B.. ostatecznie Loch Lomond oddalone jest od Edinburgha zaledwie 1.5 - 2h!
..Spakowawszy szybciutko namiot, karimaty, śpiwory.. oraz stroje kąpielowe, wyruszyliśmy w drogę..
Droga wśród zielonych łąk, złocistych pól mieniących się w zachodzącym słońcu - zawiodła nas nad jezioro otoczone szczytami gór...
Rozpalone ognisko czekało już na nas, uwodząc cudowną wonią oraz blaskiem iskrzącego się drewna..
Spędziliśmy pół nocy wpatrując się w mieniący żar, przysłuchując nocnym cykadom oraz falom rozbijającym się o kamienisty brzeg..
Po marokańskich nocach spędzonych w wysokich górach Atlasu oraz mistycznej pustyni - była to kolejna niezapomniana i wyjątkowa noc..
A o poranku, zbudzeni ciepłymi promieniami słońca.. świętowaliśmy dalej..
Miejsce naszego małego obozowiska otoczone było dostojnymi drzewami oraz polaną pełną purpurowych jagód, wyciągających swe małe główki ku słońcu, zza zielonych listków.. kusząco - tak bardzo, iż nie omieszkałam spędzić przy nich co najmniej godziny..
Nazbierałam dwa sporej wielkości pojemniczki - w zamyśle upieczenia słodkich jagodzianek.. a może tarty, tudzież innej słodkiej przyjemności?!
..Powróciły do mnie wspomnienia z dzieciństwa - nasze rodzinne wyprawy do budzyńskich lasów, długie godziny wśród jagodzianych tudzież pełnych soczystych malin kniei.. purpurowe ręce.. a wieczorami długie godziny przy maleńkich słoiczkach, zapełnianych leśnymi skarbami..
Sok malinowy mojej mamy - był najwyśmienitszym z soków na świecie :)
A zimowe poranki wzbogacone kaszką manną oraz słodkimi jagodami.. umm..
Pychotka!!!
W końcu, tez wyczekiwana kąpiel - odkąd mieszkamy w Szkocji, jeszcze nigdy nie kąpałam się w tutejszych jeziorach... zmarzlak jestem i tyle... :(
Kocham kąpiel w jeziornej toni - jednak preferuję nasze polskie jeziora - tutejsze bywają przerażająco zimne.. a może ja po prostu nie jestem aż tak odważna?!
Tego roku, jednak obiecałam sobie, że w końcu spróbuję!!
Woda okazała się zimna, nawet bardzo.. ale nie tak, aby nie można było pływać..
Loch Lomond, to bardzo duże jezioro - długie! Jego fale, dorównują tym nad morzem, dzięki czemu pływanie wzbogacone jest o dodatkowe emocje.. ciało kołysane napływającymi falami, unosi się nad taflą wody, niczym opadający liść na wietrze...
Przed powrotem do domu, zanurzam swe myśli w jeziornej toni, czerpiąc orzeźwiającą moc płynącą z wrzechświata..
Pozdrawiam Was wszystkich, którzy do mnie zaglądacie - śląc wiele serdeczności!!!
ps. Taneczny mam dziś nastrój, a afrykańskie nutki krążą mi po głowie...
Bywają takie chwile, kiedy czas zatrzymuje swój bieg,
pozwalając być tu i teraz..
Napawa duszę jasnymi promieniami słońca,
a wiatr i morska bryza rozkosznie osuwają się po policzkach..
to chwile pełne szczęścia
przenikające w zakamarki duszy i serca..
Kilka dni temu w Szkocji zaświeciło słońce - szkoda, że nie wcześniej, bowiem planowaliśmy wyjazd w góry pod namiot - ale i tam padało jak z cebra.. zatem pozostaliśmy w domu przyglądając się strugom deszczu, lejącym się z grafitowego nieba.. Następnego dnia, nastąpiła diametralna zmiana - słońce, ciepło, naprawdę wakacyjnie.. jakże chciało nam się opuścić dom, aby napełnić płuca morskim powietrzem! Wybraliśmy się do North Berwick - w miejsce, gdzie zawsze jeśli jest to możliwe - bardzo lubię powracać..
Był to piękny, pełnej płynącej harmonii dzień, unoszący myśli w nieznaną dal.. fale rozbijały się o rozgrzane słońcem skały.. a ja po raz pierwszy w tym roku brodziłam w zimnej wodzie, pozwalając aby napływające fale rozpryskiwały się o moje ciało... przyjemne uczucie..
A po spacerze, siedząc na jednej z ławek, spoglądając w przestrzeń pełną magii.. przyglądając się powolnej wędrówce słońca.. niebu zmieniającemu swoje kolory oraz ptakom lawirującym wśród jasnych obłoków, trwaliśmy w tej cudownej chwili nie spiesząc się z powrotem do domu..
Było niezwykle...
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie - życząc wielu pięknych, niezapomnianych chwil - bo to właśnie one tworzą mozaikę naszego szczęścia!!
ps. za kilka dni kończę mozolny mój korowód szpitalny, a wówczas znów zapraszam na odrobinę Maroka w moim cynamonowym świecie :)