Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogrodowo.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogrodowo.... Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 listopada 2010

W stronę słońca...

Brak słońca zaczął mi boleśnie doskwierać..
Każdy kolejny dzień przepełniony smutną szatą szarości i deszczowej aury, zdecydowanie nie nastrajał pozytywnie.. choć nie narzekam, bowiem dni spędzone przy dźwiękach muzyki, przy dobrej książce lub w towarzystwie przyjaznych dusz, potrafi rozświetlić najciemniejszy z dni..
Jednak, kiedy wczorajszego poranka powitało mnie słońce, moje serce niemalże skakało z radości!
Zaplanowałam długi spacer około południa.. który postanowiłam poprzedzić nieśmiałą próbą mojego malarstwa.. jakież było moje rozczarowanie, kiedy zanim dokończyłam swoje dzieło, słońce gdzieś zawędrowało, niewiadomo gdzie.. niebo znów spowiły czarne chmury, po czym świat ogarnęła nawałnica deszczu.. moje plany po raz kolejny legły w gruzach!
Zatem przeprosiłam swego przyjaciela książkę, zagłębiając się w odległy świat impresjonistów..

Dziś o poranku kolejna niespodzianka, tym razem udało się!
Oczywiście nie długo dane było mi cieszyć się słońcem - natomiast z nieba nie spadła nawet kropla deszczu! A to doprawdy bardzo wiele!
W drodze do Ogrodu Botanicznego, moją uwagę zwróciły małe gałązki, a nawet pojedyncze listki.
Niezwykłe.. tak często tędy przechodzę a dopiero dziś nasunęła mi się myśl, iż te małe roślinki w swej niezwykłej determinacji, aby dotknąć promieni słońca, przeciskają się przez niezmiernie wąskie szpary drewnianego płotu..
Jakież silne musi być ich pragnienie?!
Przywołują mi one na myśl film "prosta historia", pamiętacie ją? Starszy pan, niemalże u schyłku  swego życia nagle postanawia dotrzeć do swego brata. Drogę pokonuje małym traktorkiem, spotykając ludzi, śpiąc przy świetle gwiazd i iskrzącego się ognia.. spotyka młodą kobietę, której prawdopodobnie pomaga w odszukaniu drogi do siebie samej oraz wiary, iż jest ona cennym ogniwem własnej rodziny, od której pragnęła uciec.. w końcu kiedy dociera do swego brata, zaledwie wypowiadają słowa pozdrowienia, po czym milczą - zupełnie jakby sama obecność była nagrodą za trud drogi.. prosta historia, ukazująca siłę jaką kryje w sobie pragnienie płynące z serca oraz determinacja..



Kiedy przechodziłam tą drogą kilka dni temu, zachwyciły mnie drzewa ubrane w rudawe szaty kołysanych przez wiatr liści - dziś większość z nich pozostaje w cichej zgodzie z przemijalnością..
w dostojnym ukłonie żegnają ostatnie kolorowe listki..
   

..A w parku, po szeleszczącej  kołderce, radośnie biegają wiewiórki..


Czerwone korale rozświetlają szarzejące alejki..



..a opuszczone ławeczki wyczekują słonecznych dni..

Nostalgia spowiła moją duszę, zmarznięte dłonie ogrzewam przy kubku pachnącej herbaty, ucztując przy korzenno-dyniowych muffinkach, na które serdecznie Was zapraszam do Picanterii - jeśli tylko macie ochotę!


Kończąc, pozostawiam Was z jednym z obrazów Johna Piper, które ja sama odkryłam niedawno podczas wizyty w Talbot Rice Gallery.. tam absolutnie zachwycił mnie obraz "Interior, Waldron Church", zważywszy jednak na fakt, iż należy on do prywatnej kolekcji Toma Alexandra, w internecie znalazłam jedynie, pracę wstępną, która niestety nie oddaje mistyki oraz absolutnie niezwykłego piękna obrazu..
Ja sama mogę jedynie podzielić się z Wami, własnymi odczuciami, zapisanymi w pośpiechu, wpatrując się z zapartym tchem w to wyjątkowe dzieło..

..Pozornie chaotyczna kompozycja kilku kolorów.. głównie biały, niebieski zaledwie w kilku miejscach pobrzmiewa brąz oraz żółć naznaczona czasem.. sporadycznie szarość emanująca tajemniczością..
Kolory przenikają się nawzajem, tworząc subtelną poświatę niczym poranna mgiełka zabarwiona nieśmiałymi promieniami słońca.
Niezwykle ubogie kreski naznaczają jedynie kontury kolumn, ławek, okien, postaci niknących niespodzianie..
Prawdziwa uczta estetyczna zarówno dla duszy jak i umysłu..

Poniżej "West Walton"

Dobrej nocy Wam życzę!!!

środa, 6 stycznia 2010

Zimowy Edinburgh... oraz moje nocne dumanie...

Pierwszy dzień w pracy w Nowym Roku rozpoczęłam na nowym oddziale!
Nie jest to już odział opieki paliatywnej, nie jest to również, jak informowano nas na początku - oddział dla starszych osób chorych na grypę! Właściwie nie rozumiem dlaczego nazwano go Winter world, skoro naszymi pacjentami zostali po prostu starsi ludzie, czekający na domy opieki.. Tym niemniej dziś powitałam swoich nowych pacjentów - zresztą przesympatycznych! Obdarzających mnie dobrym słowem.. tak naprawdę ta dobroć myślę działa w dwie strony - każdy z nich pragnie serdeczności, nierzadko cierpliwości i zrozumienia.. a jeśli są nią obdarzeni - oddają z nadmiarem to co najlepsze - uśmiech i dobre słowo!
Lubię przyglądać się jak na Ich twarzach pojawia się promyk radości i nie ukrywam, iż niejednokrotnie w chwilach zmęczenia Ich sympatia rozgrzewa moje serce..
Podczas naszych rozmów z Lucynką - odrobinę zamarudziłam, iż brak mi czasu na życie (proszę czytać: wszelkiego rodzaju aktywności niezwiązane z pracą), Lucynka na to słusznie zauważyła, iż moja praca to również moje życie - oczywiście!
Pomijając długi okres, kiedy byłam na zwolnieniu - w pracy spędzam dużą część czasu i choć w teorii nie powinniśmy angażować się emocjonalnie - w moim przypadku bynajmniej jest to niemożliwe!
Zawsze bowiem pojawia się człowiek, który odnajduje specjalne miejsce w moim sercu i nawet jeśli już odchodzi - pozostaje w nim na zawsze..
Pomimo tego, iż od dawna intensywnie myślę o zmianie pracy - kontakt z naszymi pacjentami budzi we mnie ogromne poczucie sensu tego co robię.. tak to czuję, nawet jeśli czasem nie mam po pracy sił na nic.. zmęczenie zawsze mija i pozostają iskierki radości.. jednocześnie jednak miewam poczucie ciężaru, jaki wiąże się z żegnaniem kolejnych osób, które przecież pozostawiają trwały ślad w moim umyśle, sercu.. nieprawdą jest, iż kolejne lata takiej a nie innej pracy sprawiają, iż stajemy się nieczuli i obojętni.. na pewno z biegiem czasu buduje się pewien dystans - jednak na pewno nie obojętność!
Piszę o tym ponieważ często nowo poznane przeze mnie osoby zadają mi to pytanie, a w toku moich szpitalnych refleksji - ta kwestia nierzadko bywa bardzo istotną..
Bez względu na poziom empatii - wszyscy moi szpitalni koledzy, w mniejszym lub większym stopniu przeżywają kolejne rozstania..
A Ci. których już nie ma wśród nas - powracają podczas naszych rozmów... zasiadają wśród nas, jak zasiada się na samotnie czekające ławeczki..

.. Podczas pobytu Damiana Mamy - spędziłam piękny malowniczy czas!
Razem spacerowałyśmy alejkami Ogrodu Botanicznego, zaśnieżonymi uliczkami Edinburgha, wzdłuż zmrożonych plaż.. razem zmarznięte zatrzymywałyśmy się pachnących kafejkach, aby nacieszyć się aromatem kawy oraz smakiem moich ulubionych tutaj muffins.. Do niedawna na pierwszym miejscu królowały te z kawałkami czekolady i jagodami!! Uwielbiam je! Niebiańska rozkosz i uczta dla podniebienia!!
Ostatnio jednak zdecydowałam się skosztować migdałowo - wiśniowe - jak się okazało równie pyszne jak te pierwsze!
Mufinki - to moja skryta namiętność ;) do tego stopnia, iż dwa dni temu pod wpływem impulsu, zakupiłam książkę z przepisami na niezliczoną ilość tychże właśnie smakołyków.. Niebawem rozpocznę wypieki, a wówczas może i w Was zrodzi się pragnienie skosztowania tej słodkiej pokusy! :) .. Póki co zgodziłam się jutro na nadgodziny w związku z czym czeka mnie 13 godzin obcowania w szpitalnych realiach! Ciągle jeszcze towarzyszy temu pewne zamieszanie związane z przybywaniem nowych pacjentów, jednak jedno jest pewne - nudzić się na pewno nie będę!
Szpital przeplata się dziś intensywnie w moich myślach - mam nadzieję, że wybaczycie mi te nocne dywagacje..
Może po prostu pozostawię Was z kilkoma zdjęciami zrobionymi podczas jednego z naszych spacerów...










Dobrej nocy Wam życzę i dziękuję ślicznie za przesłane komentarze!
Wybaczcie - nie napisałam ani słowa - a przecież tak bardzo cieszą mnie Wasze myśli kierowane do mnie!!
Serdeczności przesyłam Wam wszystkim!!




sobota, 19 grudnia 2009

Przedsmak świąt...

Piękno roztacza swe uroki niemalże za każdym zakrętem...
Jest wszędzie tam gdzie serce unosi swe skrzydła w tęsknocie, spragnionej poczucia niezwykłości..
Pojawia się niespodziewanie.. po nagłej zatrważającej wichurze - tak było dziś, kiedy podczas spaceru do ogrodu botanicznego, niebo spowiły czarne chmury..
W ostatniej chwili udało nam się schronić w nowo - wybudowanym budynku zapraszającym w progi krainy pięknych roślin.. starych drzew.. alejek pachnących świerkiem..
Niespodziewana ulewa, przerodziła się w zawieję śnieżną, która skutecznie zatrzymała nas na dłuższy czas w ciepłym wnętrzu - który oprócz restauracji oraz sklepu, został wyposażony w ciekawe wystawy, krótki film z pięknym przesłaniem refleksyjnym.. jak i mały zakątek przeznaczony dla dzieci, które wraz z prowadzącym mogą przygotować własnoręcznie małe upominki, wykorzystując dary przyrody..
Bardzo sympatyczne miejsce!
Kiedy nawałnica ucichła - delikatnie opadające płatki śniegu radośnie wirowały w powietrzu - a takie przeobrażenie było jedynie zachętą do odbycia spaceru wśród tutejszych drzew..
Spacer nie był długi, jednak piękny.. magiczny!

Takie śnieżne pejzaże nie często goszczą w Edinburghu - tym bardziej napełniają rodością..



Wspominałam już o braku czasu braku spokojnej zadumy... wiem, że nie mi jednej ale przyznam, iż brakowało mi już tej niespiesznej przestrzeni.. ciągle jeszcze dużo do zrobienia przede mną, ale nie spieszę się zbytnio..


Od tygodnia cieszymy się wspólnym byciem razem z Damiana mamą - czas mija wolniej, spokojniej...
Byłyśmy znów na tradycyjnych zakupach :) po naszych ulubionych charity shops.. gdzie i tym razem udało nam się wyszukać kilka perełek..
Zdradzę Wam tylko, iż dopuściłam się małego szaleństwa i zakupiłam nawet dwa piękne krzesła (dla mnie piękne!! Damian zdecydowanie nie podziela mego zachwytu, jednak ostatecznie.. być może w obawie przed moim posępnym milczeniem - stwierdził, że skoro tak bardzo chcę - mogę je zakupić!) Krzesła jak dla mnie są cudowne i idealnie komponują się do naszego salonu, wymagają tylko zmiany obicia siedzenia, które z łatwością mogę dokonać :)

Niedawno zostałam zaproszona na przedświąteczny wieczór do moich znajomych - chcąc przygotować choć maleńki podarek, pomyślałam, iż wino oraz paczuszka słodkości będzie bardzo małym, ale przyjemnym drobiazgiem.. wino udekorowałam podobnie jak kiedyś, tym razem jednak w szatę świąteczną.. gałązka z modrzewiowymi szyszkami, plasterek pomarańczy, cynamon.. oraz tradycyjny bluszcz.. efekt końcowy wyjątkowo uroczy :)



..Wieczorami, kiedy nadrabiamy zaległości filmowe - delektujemy się moimi nalewkami.. udało mi się zrobić tylko dwie - ale zarówno, jedna jak i druga - pychotka!



Dla chętnych podaję recepturę powyższego likieru!
Likier z bakalii!
100g: rodzynek, suszonych śliwek, fig, suszonych gruszek, suszonych moreli , jabłek
1 łyżka posiekanych orzechów włoskich
2 szklanki rumu
1/2 szklanki wódki
1/2 szklanki koniaku
Bakalie umyć, osuszyć i ułożyć w dużym słoju warstwami, każdą przesypując orzechami oraz rodzynkami i skrapiając wódką oraz koniakiem. Zalać rumem, szczelnie zakorkować i odstawić w chłodne, ciemne miejsce na co najmniej 2 miesiące. Po tym czasie zlać z owoców płyn, przesączyć przez gęste sito.. przelać do butelek, zakorkować po czym odstawić na minimum miesiąc.



Wypieki świąteczne przede mną.. jednak kilka dni temu gościłam moich szkockich przyjaciół, a z tej okazji upiekłam szybki piernik wylewany..
Dawno go nie robiłam i przyznaję, iż miło zaskoczył mnie swoim smakiem :)
Polecam!
Piernik Wylewany!
3 szkl mąki
1/2 kostki margaryny lub masła
2 jajka
słoiczek dżemu (ja skorzystałam z pysznego porzeczkowego mojej mamy!)
Duże opakowanie przyprawy do pierników
3 łyżeczki sody
2 łyżeczki kakao
szklanka mleka
Margarynę, jajka i cukier ucieramy bardzo dokładnie. Następnie mieszamy mąkę, przyprawy do pierników, sodę oraz kakao, po czym dodajemy do utartej margaryny. Mieszając dolewamy mleko. Ostatecznie do masy dodajemy dżem.
Ciasto ucieramy raz jeszcze dokładnie i z radością w sercu :)
Wylane na blaszkę, pieczemy około godzinę.
Upieczone, polewamy smakowitą czekoladową polewą... gorzką czekoladę zazwyczaj mieszam ze śmietaną kremówką, ucieram do momentu zagotowania, aż powstanie gęsta, aksamitna polewa..
Naprawdę pyszna!

...Piękno przeplatane bólem...
Mamy jednak siebie i razem możemy przetrwać wszelkie trudności..
Bardzo lubię ten utwór.. wczorajszego wieczoru, przez kilka minut moje serce zamarło w okrutnym bólu strachu.. strachu przed utratą kogoś bardzo bliskiego - był to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności, ale bardzo skutecznie, po raz kolejny uświadomił mi jak łatwo możemy utracić tych których kochamy..
Kochajmy póki czas!!!




Życzę Wam pięknego, słonecznego tygodnia,

który zaprowadzi nas prosto w ramiona zbliżających się świąt!

poniedziałek, 5 października 2009

Jesienny ogród botaniczny..

"Mimozami jesień się zaczyna,
złotawa, krucha i miła.."


Już jesień
rodzi się w moich oczach .
Króluje
przez kilka miesięcy
i odchodzi
JESTEM JAK JESIEŃ
złota ,
szczera
ciepła
zimna .
KOCHAM JESIEŃ
Kiedyś przysypie mnie
liśćmi
JESTEM JESIENIĄ...
Widzę , że przemijam
- Maria Jasnorzewska Pawlikowska

Ogród botaniczny emanuje swoistym pięknem każdej pory roku..
Ja jednak bardzo lubię jesienne spacery wśród opadających liści.. szeleszczących pod nogami przechodnia..
Lubię przyglądać się kwiatom, które wbrew jesiennym szarugom ciągle jeszcze zachwycają swoją urodą!
Lubię odkrywać nieznane dotąd rośliny, upodabniające się do małych jeżyków..


...kryjące w sobie małe kasztanki (?)..


...Opadają liście..
Czas snuje się mgliście..
Świetliście..
Anieliście..
Liście..
Liście..
Liście..


Wbrew jesiennym pejzażom...




Wśród złocistych drzew jesiennych
spaceruję godzinami..
Przeglądam w słońcu myśli utkane rudawą poświatą..
tęsknie i zachłannie zatracam się w wiejącym wietrze
unoszącym bezwiednie, tęsknoty me tam, gdzie słodycz nieznanej pieśni
koi zranione, zlęknione serce...






W moim jesiennym domu, liście rozgościły się w wazonie...

Niezmiennie zachwycająca Edith Piaf..



Dla sympatyków Jazzu...

Pozdrawiam serdecznie!!!

wtorek, 2 czerwca 2009

Być turystą..

Umówiłam się dziś z moją znajomą. Czekałam na Nią przed znanym, niemalże każdemu turyście Bobbim - sezon turystyczny w Edynburgu, zdecydowanie się rozpoczął, co było nader widoczne, podczas 15 minutowego czekania na Natalie.
Turyści pojawiali się, robili kilka zdjęć z małym bohaterem, po czym odchodzili w nieznane.
W pewnym momencie pojawiły się dwie Panie - Polki :) One również pośpiesznie pstryknęły kilka fotek, następnie odwróciły się i stwierdziwszy, iż kolejne miejsce zaliczone - niemalże odbiegły w przeciwnym kierunku..
Wiem, że nie zawsze jest nam dane dłuższe zwiedzanie miejsca do którego docieramy - przypomniało mi to również nasze wakacje wokół morza Śródziemnego - krótkie i bardzo pośpieszne.. I choć był to bardzo fajny czas, kiedy zwiedziliśmy wiele miejsc - to jednak takiej turystyki mimo wszystko nie preferuję..
Jeśli wybieramy już miejską turystykę - lubię spokojną włóczęgę wśród wąskich nieuczęszczanych przez turystów uliczki , nieśpieszne delektowanie się tym co w danej chwili mnie otacza.. lubię powracać w miejsca pachnące przeszłością i odnajdywać skrawki historii, która została zapisana na kartach minionych już lat..
Dlatego odkąd pamiętam, marzyło mi się aby wyjechać gdzieś, gdzie pracując równie dobrze będę mogła odkrywać i wędrować przez dany kraj..
Pewnie dlatego moje miejsce zamieszkania zmienia się stosunkowo często, choć tym razem przypuszczalnie zakotwiczyliśmy na troszeczkę dłużej.. choć tak naprawdę nigdy nie wiadomo - kiedy w Gdyni, wydawałoby się, że uwiliśmy sobie bardzo przyjemne gniazdo - nagle pojawiła się okazja do tego aby w końcu zrealizować moje marzenie o zamieszkaniu w innym kraju.
Z podjętej decyzji, pomimo tęsknoty, jaka czasem mnie nawiedza - jestem zdecydowanie wdzięczna - nie sądzę abym mogła sobie pozwolić na tak dogłębne zwiedzanie Szkocji - a przyznam, że zawsze kraj ten bardzo mnie intrygował i zobaczyć go bardzo chciałam.. poznać ludzi, ich zwyczaje i normalne życie..
Dzięki naszej niespiesznej turystyce :) mogę powracać wielokrotnie w miejsca, które bardzo lubię - podobnie jak wczorajszego popołudnia - kiedy wybrałam się do ogrodu Botanicznego, aby oprócz słońcem - cieszyć się kolejny raz różnorodnością kwiatów i roślin wszelakich i różnorodnych..
Z tej też okazji, znów uraczę Was zdjęciami z tego miejsca, ponieważ nie robienie zdjęć w tak malowniczym zakątku, bywa rzeczą niemożliwą :)
Pozdrawiam serdecznie i bez pośpiechu :)











LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin