Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chwila poezji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chwila poezji. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 lipca 2012

Odrobina mistyki..





..
bliscy i oddaleni

Bo widzisz tu są tacy którzy się kochają
i muszą się spotykać aby się ominąć
bliscy i oddaleni Jakby stali w lustrze
piszą do siebie listy gorące i zimne
rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty
by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało
są inni co się nawet po ciemku odnajdą
lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać
tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął
byliby doskonali lecz wad im zabrakło
bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej
niektórzy umierają - to znaczy już wiedzą
miłości się nie szuka jest albo Jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
są i tacy co się na zawsze kochają
i dopiero dlatego nie mogą być razem
jak bażanty co nigdy nie chodzą parami
można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem

- Jan Twardowski



Dobrej nocy Wam życzę...

niedziela, 29 kwietnia 2012

Powrót do przeszłości...

"Przecież istnieje to nie rzeczone, to Słowo nie wysłuchane, Słowo bez kształtu słownego
Słowo wewnątrz świata i dla świata."
- Cyprian Kamil Norwid 

Nasza rzeczywistość to słowa nieposkładane, to myśli nieujawnione, to wiersze i długie powieści..
sekrety ubrane w słowa, historie spisane przez wieszczy..
Gdyby nie słowa, o ile ubożsi bylibyśmy w swej rzeczywistości, splątani w codziennej walce o byt, o godne poczucie istnienia..
Obrazy zamknięte w kadrze, czyż nie są słowami? myślą powracającą do przeszłości..

Czesław Niemen pisał:
"W wieczystym migotaniu zdarzeń
wędrując w czasie nieskończenie
znalazłem się u progu marzeń
przed labiryntem przeznaczenia"


Codzienność nasza wypełniona marzeniami, obawami, skrawkami szczęścia, które przy odrobinie chęci, możemy ułożyć w piękną mozaikę szczęśliwości.. jednocześnie przeszłość pozwala spojrzeć z dystansem na to co przerasta nas w chwilach zwątpienia, trudności..
Przeszłość to skarbnica,
do której warto zaglądać, choćby po to aby przypomnieć sobie nasze korzenie, dotknąć tego co stanowi niepowtarzalną istotę człowieczeństwa.. odkurzyć zakamarki, które stanowią nadal perełki zatopione w głębinach cywilizacji.

W miniony czwartek zakończyliśmy nasz kolejny projekt, tym razem związany właśnie z powrotem do zamierzchłych czasów, do lat naszego dzieciństwa.
W związku powyższym odwiedziliśmy również wspominany tutaj przeze mnie już wcześniej - Lauriston Castle, położony nieopodal Cramond, zaledwie 3 mile od centrum Edinburgha.
Przyznam, iż wielokrotnie przybywałam tutaj, aby zanurzyć się w ciszy otaczającego zamek parku..z pięknym widokiem na wyspę Cramond. Jednakże do tej pory nie udało mi się zwiedzić zamku od środka, który co prawda można w większej części zwiedzić, jednakże oprócz weekendu, należy na owo zwiedzanie, uprzednio się umówić.  Tym bardziej ucieszył mnie fakt, iż zobaczę wnętrze, kryjące wiele ciekawych zakamarków.


Byli mieszkańcy zamku, byli ludźmi, którzy kochając sztukę, podróże.. oraz dobrą kuchnię (z naciskiem na kuchnię!;) stworzyli bogatą kolekcję mebli, książek, obrazów, tkanin..


Ja osobiście zatrzymałam w pamięci, kilka miejsc..
Jadalnia! Miejsce, które ponoć zajmowało główną przestrzeń życiową ówczesnych właścicieli - bowiem, oznaką bogactwa, było właśnie jedzenie. Dlatego liczne posiłki, biesiady z przyjaciółmi miały miejsce właśnie tutaj. Poczynając od śniadania, drugiego śniadania.. lunchu, podwieczorku kończąc na obfitej kolacji..


..cóż, któżby pogardził posiłkiem, przy takiej zastawie...


W tym miejscu, jednak zakochałam się...



Bogata w liczne księgi biblioteka.. wraz z takim biurkiem, gdzie rodzące się myśli, spostrzerzenia, słowa napływające z oddali, w ciszy i skupieniu przenosić można na kartki czerpanego papieru...
A do tego z takim widokiem zza okna...



To tutaj w zamku, 21 maja odbędzie się nasza wystawa, która trwać będzie 2 tygodnie.. ekscytujące doświadczenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, iż nasze poczynania artystyczne, to niemalże jak raczkowanie dziecka... to pierwsze chwile radości ale i niepewności...


Tym niemniej, prace już skończone.. z delikatną dozą niepewności, czekają na zbliżającą się dużymi krokami wystawę..

Moje prace, to powrót sentymentalny do miejsc mojego dzieciństwa.. przeniesienione na tkaninę kadry, poszarpane i spłowiałe, niczym minione już wspomnienia.. jednak nadal żywe i tchnące  nutką rozrzewnienia...








Na zakończenie nie potrafię się oprzeć, aby zacytować cały wiersz Czesława Niemena..

"Spojrzenie za siebie"

W wiecznym migotaniu zdarzeń
wędrując w czasie nieskończenie
znalazłem się u progu marzeń
przed labiryntem przeznaczenia

Aż wszedłem do Świątyni Ciała
przez Boga w drzwi otwarte
na Jego cześć na Chwałę
Ludzkości rozpocząłem kartę

i miałem być w skromności piękny
upiększać wszystkie miejsca sobą
lecz gdy za siebie spojrzę
                              jęknę
tak brzydką stałem się osobą

jak bezrozumny pasterz na pastwiskach
pasając niezliczone bydła
zdeptałem traw dywany na klepiska
aż Anioł-Stróż opuścił skrzydła

I spadłem z tryumfalnym wież patosu
misteria intryg tylko knując
fanfaron zabłąkany pył Kosmosu
oszpecam się cywilizując

I szaleństw już zatrzymać niepodobna
gigantokleptomanii świata
jak żadnej z epok co sposobna
tresować dzieje trzaskiem bata

Więc tęskno mi do Ponadwiecznych
do tych potomków Adamowych
którzy pod stropem Drogi Mlecznej
pokorni
piękne schylą głowy


...Kilku chwil zadumy Wam życzę, w to niedzielne popołudnie.
Pozdrawiam serdecznie. 




piątek, 16 marca 2012

Zagubić się w Paryżu.. dzień pierwszy.


"My mind is a bridge"..
... mój umysł jest jak most łączący dwa światy
ten, w którym kroczę aleją dogasających latarni
nad ranem, kiedy księżyc kończy swój wieczorny spacer..
nadal pełen blasku, tchnący mistyką..
ten, który natchnieniem bywa poetów. 
Ten, w którym trwać pragnę, kiedy ma dusza szuka samotności..

Nad ranem zaś, odkrywam świat pachnący jasnym blaskiem
słodyczą kwiatów i smakiem gorzkiej czekolady..
uśmiechem i płaczem
jak deszcz i rodzące się po nim słońce..
jak krople rosy o poranku..

Dwa światy, splatające okruchy mistyki z realną stroną rzeczywistości...

 

Moja przygoda z Paryżem, niespodziewanie  rozpoczęła się w pociągu, w którym to utknęliśmy chwilę po opuszczeniu lotniska. ściśnięci jak przysłowiowe ogórki w konserwie, udało nam się zaledwie pokonać dwie stacje, po czym bez wyjaśnienia pociąg stanął. Minęły niemalże dwie godziny zanim ruszyliśmy ponownie, jednak bardzo szybko pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji - w ten sposób nasza podróż z lotniska do miejsca, gdzie znajdował się nasz hotel, trwała dłużej aniżeli sam lot z Edinburgha do Paryża.
Chwile te nie należały do najprzyjemniejszej części mojego pobytu w mieście artystów, na których spotkanie jechałam.. jednakże bardzo szybko nawiązaliśmy rozmowę z dwoma mężczyznami stojącymi nieopodal nas. Zapytałam czy orientują się gdzie znajduje się dom Victora Hugo? Niestety w moim przewodniku nie znalazłam adresu, a ponieważ moja ręka  nie pozwalała mi na zapisanie potrzebnej mi informacji, pomimo internetu, adresu  nie posiadałam. Jeden z Panów, wytłumaczył mi dokładnie gdzie znajduje się dom mego mistrza , po czym po chwili, ku mojemu zaskoczeniu, zapisał dane na kartce, którą wręczył mi opowiadając o całej okolicy oraz samym domu pisarza. Nasza rozmowa była przesympatyczną częścią przedłużającej się drogi. Jednak jakże miłym zaskoczeniem było dla mnie, kiedy zapytałam czy ów człowiek słyszał kiedykolwiek o Krzysztofie Kieślowskim - oczywiście słyszał, mało tego doskonale zna większość Jego filmów. Mój rozmówca zaskoczył mnie jeszcze bardziej, kiedy zaczął opowiadać o Wajdzie, Żuławskim i oczywiście Polańskim.  Przyznam, że ów rozmowa napełniła mnie optymistyczną aurą, która zdecydowanie przyćmiła niewygody podróży.
Następnego dnia rozpoczęliśmy wędrówkę ku Operze Narodowej, która wywarła na mnie ogromne wrażenie - przepych i bogactwo potrafi porazić,  jednak spacer wśród tchnącej przeszłością przestrzeni wprawia w stan swego rodzaju zauroczenia. Oczywiście nie każdemu musi podobać się owa przestrzeń, jednakże kiedy wyobraziłam sobie  aktorów oraz muzyków, dzięki którym możemy doświadczać głębokich doznań estetycznych - popłynęłam wraz z muzyką dobiegającą z jednej z sal, w świat który daleki bywa nam w codziennym życiu.. niezwykłe doznanie. 



Po południu, po zaspokojeniu głodu przepyszną zupą oraz rozpływającą się w ustach bagietką w jednej z maleńkich uroczych kafejek, udałyśmy się w poszukiwanie domu Victora Hugo oraz muzeum miasta Paryża.
Sam spacer wąskimi uliczkami, wśród pięknych kamienic z uroczymi balkonami, licznymi latarniami, napełniał mnie  nieustannie uczuciem wielkiej szczęśliwości, bo choć z natury jestem człowiekiem lasu..gór - uwielbiam stare kamienice, miasta, które opowiadają przeszłość swoją architekturą.








Z łatwością dotarłyśmy do muzeum Paryża, jednak kiedy postanowiłyśmy wstąpić na kawę, przed dotarciem do muzeum Hugo, pomyślałam, iż chciałabym móc zagubić się gdzieś w Paryżu, podążając bez określonego planu, jedynie poddając się napływającym impulsom.
Myślę, że wielu z Was przytrafiają się takie chwile w życiu, kiedy Wasze pragnienia po prostu stają się faktem.. tak bywa często w moim życiu... przyznam jednak, iż zaskoczyło mnie jak szybko ów pragnienie  się urzeczywistniło - zaledwie po 20 - 30 minutach, w chwili kiedy fotografowałam jakiś obiekt, moje koleżanki postanowiły wejść do jednego ze sklepów, tym samym błyskawicznie znikając mi z oczu. Zaskoczona jak szybko, po prostu zniknęły, przez jakiś czas krążyłam w okolicy, wierząc, iż nawet jeśli wstąpiły gdzieś, w końcu znów je zobaczę.. niestety tego dnia nie spotkałyśmy się już ponownie, a pech chciał, iż bateria w moim telefonie, również postanowiła zastrajkować.
Zatem korzystając z okazji, pozwoliłam zagubić się gdzieś w nieznanym mi Paryżu. Zapytałam tylko o kierunek do Notre Dame, do której bardzo pragnęłam dotrzeć o zmierzchu, aby ujrzeć Ją w blasku zapalonych latarni.. nie korzystając jednak celowo z mapy, krążyłam pomiędzy cichymi uliczkami, pozostawiając tym samym zaludnione główne ulice. 
   

..oczywiście nie obyło się bez pysznej kawy wraz z małą apetycznie wyglądającą kanapką a na deser maleńką tartą jabłkowo - migdałową.. która to o zgrozo! kosztowała mnie zaledwie 17 €! Biorąc pod uwagę, iż za tę cenę można spokojnie zjeść pyszny obiad wraz 3! kieliszkami wina w typowo Francuskiej jadalni (restauracji) :) ..cena wydaje mi się bardzo wygórowana.. cóż, nie zawsze przyjemności bywają tanie..





W końcu, po około 2 godzinnym marszu (który według Pani, którą pytałam o drogę miał trwać zaledwie 15 min), dotarłam do Notre Dame - Pani, która zachwyca zarówno w blasku księżyca, jak i w świetle słońca.. którego niestety tego dnia nie uraczyłam.


Do Katedry dotarłam w porze, kiedy odbywało się nabożeństwo -  piękna chwila, niczym niezwykły dar.. śpiew, muzyka organów oraz atmosfera cichego skupienia, nadały mej wizycie podniosły, pełen mistyki charakter..


..a kiedy opuściłam wnętrze, Katedrę otulała szata mroku. Iluminacja świateł oraz dumna postawa Notre Dame przeniosły mnie w świat magii..



Rozświetlony Paryż, oraz światło to pojawiające się, to znikające na przemian z oddalonej wierzy Eiffel stało się pokusą nie do odparcia, aby kontynuować rozpoczęty spacer..
Godzina jednak była coraz późniejsza, a niestety nie miałam jeszcze pojęcia jak powrócić do hotelu. Tym niemniej, postanowiłam poddać się wieczornemu urokowi, niczym bohater z filmu Woody Allena, krocząc przed siebie, biorąc za wskazówkę jedynie blask wierzy.
Moja wędrówka trwała jeszcze co najmniej 3 godziny, jednak dotarłam wszędzie tam, gdzie pragnęłam tego dnia - co prawda przykro było patrzeć na zamknięte drzwi Muzeum d'Orsay, do którego bardzo pragnęłam dotrzeć, jednak kiedy wewnętrzny głos kazał mi iść dalej :) aż w końcu niespodziewanie dotarłam do domu Rodina - była to dla mnie ogromna niespodzianka i choć wiedziałam, że powrócę tam w czwartek, specyficzny rodzaj radości ogarnął mnie w tamtej chwili, wprawiając w stan lekkiej błogości.
Spacer mój zakończyłam tuż przy wieży Eiffel, kolejny raz uraczona miłą niespodzianką - tuż po moim dotarciu, zaledwie przez 3 minuty, wierza


Na zakończenie, po raz kolejny odczuwając delikatny głód, z przyjemnością zakupiłam czekoladowego Crepsa, zjadając go w takich oto okolicznościach przyrody :)




 
Pozdrawiam Was serdecznie... z deszczowego dziś Edinburgha.

 

sobota, 12 listopada 2011

Bliżej nieba...

Unoszę dłonie ku słońcu
powieki przymykam w zachwycie
z wiatrem unoszę się ku niebu
niczym ptak w podniebnym tańcu
o swicie..
 

...
Wąską drogą pnącą się ku górze Babadag, wspinamy się na szczyt, który niczym wyjęty ze snu obrazek - rozbudza całą plejadę uczuć..
 Delikatny dreszcz emocji, oraz piękno obezwładniające moją duszę..
Powolny krok zmieniający się w coraz szybszy bieg.. po czym..
..nade mną niebo, pode mną przepaść..
A dookoła korona majestatycznych szczytów..
wolność i poczucie przynależności do świata przenikającego mnie na wskroś..
Jestem "ptakiem"... niemalże jak w dawnych mych dziecięcych snach.. 
..lub tych znacznie bardziej realnych, kiedy "Ptasiek" zdominował moim życiem..
Tym razem jednak leciałam naprawdę!

 









 

Pięknych snów Wam życzę!!

niedziela, 2 października 2011

Barwy jesieni..

"Rumieńce lata pobladły.
Liść złoty z wiatrem mknie.."
- Maria Pawlikowska - Jasnorzewska


Piątkowy poranek niczym letni, słoneczny dzień zawirował nad Edinburghiem..
Pragnienie poczucia tych ostatnich chwil, przypominających lato a jednocześnie splatających w swych ramionach, to co najpiękniejsze w jesieni - złociste barwy liści, nasycone granaty dojrzewających jerzyn, zawiodły mnie w miejsce, które mogłabym odwiedzać o każdej porze roku..
Ciche alejki w parku XVI -wiecznego Louriston Castle, zawsze emanują spokojem i napawają pozytywną energią. Bez względu na porę roku jest to zakątek, który pozwala zapomnieć o gnającej w szalonym tempie codzienności, przenosząc się w zupełnie inny wymiar..

..mam nadzieję, że i Wy na moment przeniesiecie się ze mną w przestrzeń, w której właśnie króluje jesień..







Ku mojemu zaskoczeniu, na jednej z alejek, wygrzewały się soczyste jeżyny..








She is like the Autumn..

Pięknej Jesieni Wam życzę..
Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie!

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin