Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Detale tworzące całość... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Detale tworzące całość... Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 sierpnia 2010

Kulinarnie i nie tylko... raz jeszcze odrobina Maroka!

Pogoda nas nie rospieszcza..
Kapryśna jak młode dziewczę - słońce wynurza się zza chmur na krótkie chwile, po czym ustępuje miejsca przeraźliwej ulewie..

W Edinburghu rozpoczął się festiwal, a ja czasem nawet nie mam ochoty wyjść
z domu.. zaledwie w krótkich przerwach pomiędzy jedną ulewą a drugą, odbywam krótkie spacery do pobliskiego parku, gdzie łabędzia para zadomowiła się na dobre, z gracją opływając niewielki staw.. lubię im się przyglądać, pozwalając otaczającej mnie ciszy przenikać przez zwoje napływających myśli..

A kiedy pada -wraz z Moccą zanurzam się w kipiącą zieleń naszego balkonu.. to również miłe uczucie.. oczywiście to krótkie chwile oderwane od codzienności wypełnionej zwykłymi sprawami.. chwile mistycznej podróży w miejsca oddalone..

Tęsknota za słonecznym Marokiem powraca..

Nadal z przyjemnością odświeżam wspomnienia związane z tym niezwykłym krajem..

Pisałam już miejscach, które uwiodły mnie swym pięknem, o ludziach napotkanych w drodze.. odrobinę o smakach i zapachach..Dziś raz jeszcze odrobinę kulinarnych wspomnień... wszak podróże to jedna z najwspanialszych okazji odkrywania nowych smaków.. a ponieważ gotowanie bywa dla mnie artyzmem - sztukę tę zawsze pragnę zgłębiać, choćby smakując dania, dotąd przeze mnie nieznane..


Z kartek dziennika...


28.06.10
Jesteśmy na targu różności - zapachy, kolory, odurzające aromaty..
Przy długich stołach tłumnie zasiadają zarówno turyści, jak i sami mieszkańcy Marrakeszu, posilając się wieczorową porą..
Natalie, zamówiła zupę - w małej miseczce znajduje się mieszanka najróżniejszych ziaren, gotowana na soczystych pomidorach, którą to zajadamy dużą drewnianą łyżką.
Można w niej również, po prostu maczać chlebek pachnący i chrupiący.. ten z kolei zjadamy również z najróżniejszymi sosami - ostre, bardzo pikantne, tudzież o niesamowicie aksamitnym, delikatnym smaku świeżych pomidorów..
..kalmary, bakłażany, przeróżne mięsiwa - wszystko symetrycznie ułożone - kusząco zachęca do posmakowania.. ja wbrew tym wszystkim pokusom, zadowalam się pyszną sałatką marokańską, serwowaną zazwyczaj w duecie z tagin - w opcjonalnych wersjach - z kurczakiem, z wołowiną, jagnięciną lub też baraniną.. otulone zazwyczaj takimi warzywami jak ziemniaki, marchewka, cebula, oliwki.. doprawione najczęściej świeżą kolendrą oraz innymi aromatycznymi ziołami..
Bywa, iż tagin przygotowywany jest również z suszonymi owocami - przyznam, iż ta wersja smakowała mi najbardziej - niebywała harmonia smaków - prawdziwa uczta dla podniebienia!



Inną bardzo popularną potrawą serwowaną w Maroku była kofta - tym razem podana w naczyniu do tagin - małe pulpeciki z mięsa wołowego, duszone w pomidorach wraz z oliwkami oraz sadzonym jajkiem.. ulubione danie Damiana..


A do serwowanych potraw - oczywiście berberan whisky - pachnące listki mięty zaparzane w metalowych dzbankach, następnie podawane w niewielkich filiżankach..



..a kto nie polubi tegoż trunku - zawsze może zaspokoić pragnienie schłodzoną coca - colą..


22.06.10

Wygłodniali podążyliśmy wąskimi uliczkami, ku jednej z licznych restauracyjek..

Dotarliśmy do ukrytej pomiędzy licznymi straganami, na dachu budynku - wchodząc po schodach, dotarliśmy do miejsca owianego magiczną aurą - dyskretne światło, sączące się powolną smugą z podłużnych, owalnych lampionów kołysanych podmuchami wiatru.

Wraz z muzyką w tle wprowadzają nas w atmosferę niespiesznej adoracji - kontemplując chwilę, smakujemy chrupiące chlebki..

..zamówiłam cuscus z warzywami oraz kardamonem, posypane rodzynkami z uprażoną cebulką - przepyszna kompozycja smaków!

Do tego herbata herbata miętowa, a na deser - mus jajeczny wraz ze skarmelizowanym cukrem, tworzącym przepyszną chrupiącą skorupkę..

Mogłabym trwać w tej niezwykłej chwili niczym leciwe drzewo na zielonym wzgórzu wśród soczystych traw wraz z muzyką niesioną przez wiatr...



Oliwkowo - również kulinarnie..


Kiedy za oknem ulewne deszcze, miło zaparzyć berberan whisky, upiec smaczne jagodzianki, po czym wraz z przyjaciółmi celebrować rodzące się chwile...





A przy zdjęciach z podróży - przenieść się choćby na moment w miejsca oddalone...
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę miłego wędrowania!!




niedziela, 28 marca 2010

Przy świątecznym stole..

Do Świąt pozostało jeszcze kilka dni, jednak... kiedy wróciłam wczoraj o poranku z pracy - świat rozświetlony ciepłymi promieniami słońca, wyglądał tak optymistycznie i odświętnie..
Z żalem musiałam pogodzić się z faktem, iż przede wszystkim muszę pozwolić odpocząć memu ciału choćby odrobinę.. na szczęście, kiedy po 4 godzinach przebudziłam się - słońce nadal cudnie świeciło.
..Bratki rozświetlone ciepłym blaskiem, zainspirowały mnie do małej przedświątecznej uczty.. wizualno - fotograficznej. :)
Przystroiwszy odświętnie stół, przy asyście Mocci - odbyłam małą sesję.
Moje małe kocię, dziwiło się bardzo, dlaczego nagle na stole pojawiło się tyle różności - z zainteresowaniem dotykała, popychała, przesuwała łapką świąteczne ozdoby..
..A ozdoby, to oczywiście przede wszystkim jajka - przyznam Wam się szczerze, że od kilku lat nic nowego nie czynię w tym temacie, bowiem od kiedy zostałam obdarowana przez Damiana mamę, wszelkiego rodzaju ozdobami wielkanocnymi, które przygotowała p. Irenka (niesamowicie zdolna osoba), żal mi je najzwyczajniej w świecie zmieniać na inne!
Przyznaję, że niekiedy ulubione przedmioty towarzyszą mi przez długie lata - ich urok pobrzmiewa gdzieś głęboko, szalenie długo i za nic w świecie nie lubię się z nimi rozstawać.. podobnie jest z tymi, które zawędrowały ze mną aż do Szkocji. Lubię je bardzo i pomimo tego, iż od czasu do czasu piekę masosolne tworki (również świąteczne - najczęściej wędrują one w ręce moich znajomych, a ja sama corocznie wyciągam moje małe kartoniki z takimi oto skarbami..




..To namiastka Świąt, jednak ponieważ, czas Wielkiej Nocy spędzę w pracy, z przyjemnością celebrowałam te kolorowe, pełne radosnej poświaty chwile..

..Znużona psotami Mocca, w końcu wystawiwszy swój mały pyszczek ku słońcu, wylegiwała się słodko na naszym wspólnym ulubionym krześle :)




..Dzisiaj w pracy, poznałam nowego pacjenta - szalenie trudny człowiek, ale za to słucha bardzo dobrej muzyki!
Jedyne przejawy, Jego wrodzonej łagodności ukazywały się w chwilach, kiedy pytałam Go czy nie zechciałby napić się kawy tudzież herbaty.. w każdej innej sytuacji niestety pan traktował mnie (zresztą nie tylko mnie), jak przysłowiowego śmiecia.. ciężki orzech do zgryzienia, dla mnie dodatkowo nauka pokory - pan dowiedziawszy się, że nie jestem Szkotką, z niesamowitą perfekcją doszukiwał się w każdej mojej wypowiedzi błędu.. z satysfakcją poprawiał mnie, a kiedy odpowiadałam sensownie, odbijał piłeczkę nadśmiewczym stwierdzeniem.. przez cały dzień zastanawiałam się jak głęboką i długą drogę trzeba odbyć, aby dotrzeć do serca tego człowieka - oczywiście nie jestem kapłanem, pastorem.. nikim kto mógłby uzdrowić duszę tego człowieka - a przyznam, iż to ona przede wszystkim zdaje się być zraniona.. człowiek ów tak bardzo głęboko zabrnął w swoim osobistym cierpieniu, iż w najmniejszym stopniu nie dopuszcza, choćby iskierki życzliwości, którą pragną przesłać mu inne osoby.. a może prawda jest zupełnie inna, a ja próbuje odnaleźć odpowiedź, dlaczego tak trudno mi podarować komuś choćby odrobinę serdeczności - zazwyczaj jest to takie łatwe! Kiedyś z najtrudniejszymi pacjentami, potrafiłam nawiązać nić porozumienia.. zrozumienia - tym razem jest inaczej. Być może kubek kawy, okaże się cienką nitką wyzwalającą dobre emocje?
..Wróciwszy do domu, odszukałam wykonawcę, który to tak bardzo mnie zaintrygował dzisiejszego popołudnia.. o którym niestety wcześniej nie słyszałam, choć muzyka Jego okazała się - mi znajoma..
Dave Brubeck - to Jego mam na myśli - przesłuchując poszczególne płyty, natrafiłam na utwór, grany przez muzyka w już podeszłym wieku - Chopin Tribute - Utwór odsłuchałam kilka razy, aż w końcu postanowiłam, iż pozostanie ze mną tego wieczoru.. zresztą sami posłuchajcie!



Oby jutrzejszy dzień,wypełniony był znów jasnymi promieniami słońca!!

Tego Wam i sobie życzę!!!

czwartek, 10 grudnia 2009

Przedświąteczne przeobrażenia, część III...

Wraz z końcem moich wolnych dni nadchodzi koniec świątecznych przeobrażeń.. w mojej głowie jeszcze wiele pomysłów, ale realizacja ich jest niestety niemożliwa w dni kiedy chodzę do pracy :(

Całą środę czyściliśmy, dekorowaliśmy, zawieszaliśmy ramy, świąteczne wieńce i zawieszki - ku naszej radości w końcu zapanował ład! :)
Zrobiło się naprawdę świątecznie, pachnąco i miło..

Przyznam, iż ostatni etap naszego małego remontu, był bardzo sympatyczny - wykańczanie i dekorowanie zawsze sprawia mi ogromną frajdę a i tym razem nie było inaczej :)

...aczkolwiek cieszę się, iż jest już koniec!!
Przemiłe uczucie, kiedy w ciszy zasiadamy na kanapie wraz z ciepłą herbatą.. przyglądając się płynącym po niebie podniebnym ptakom mknącym ku nieznanej nam rzeczywistości.. która niezmiennie czeka na nas wraz z obietnicą odkrycia cząstki tajemnicy świata...



Nasza sypialnia w nowej szacie - odkąd Damian przystał na pomysł pomalowania jednej ze ścian w naszym korytarzu - w mojej głowie zaświtał pomysł aby podobnie pomalować ścianę w sypialni :)

Uwielbiam ten kolor - marokańska czerwień, dodaje mi moc i nieokreśloną siłę.. nastraja energetycznie, a wieczory stają się bardziej przytulne.. oczyma wyobraźni przenoszę się w kraje palone gorącym słońcem...

Ze względu na zbliżające się święta - również i tutaj zagościły szyszki i anioły.. na ścianie zawisł szyszkowy wieniec, a na miejscu dzwonów - szyszkowa girlanda.. moja miłość i niegasnący zachwyt szyszkami panoszy się w wielu kątach naszego mieszkania o tej porze roku - ale czyż można oprzeć się ich magicznemu urokowi??

..Ja niestety nie potrafię...

W końcu zamieniliśmy ramy ze zdjęciami - małe przywędrowały do sypialni, a duże powędrowały do salonu..


Ostatnim razem wspominałam o moich reniferkach - girlanda w roli głównej właśnie z nimi, zawisła na jednym z okien..






Nasza przystań odmłodniała :)
W prawdziwie świątecznym nastroju czekamy na ten szczególny czas... dziś jednak zupełnie nie świątecznie przygotowałam zupę kalafiorową z serem cheddar, którego tutaj w Szkocji jest pod dostatkiem (rzekłabym od wyboru do koloru!!)... zmarznięci po odbytym spacerze, z przyjemnością delektowaliśmy się jej wyjątkowym smakiem :)
Pomysł na zrobienie jej zaczerpnęłam od Liski z White Plate
Naprawdę pyszna - polecam!!


Pozdrawiam Was serdecznie życząc pięknych snów!!




wtorek, 20 października 2009

Upominkowy drobiazg..

Morskie klimaty napawają mnie niezmiennie pozytywną energią :)

Ostatnimi czasy, wolnej przestrzeni czasowej mam nie za wiele i przyznam szczerze, iż tęskno mi za chwilami, kiedy beztrosko mogłam siedzieć na kanapie czytając książkę.. lub tworzyć choćby odrobinę..


Dwa dni temu, zostałam zaproszona do mojej znajomej, a ponieważ pragnęłam podarować jej choćby maleńki upominek - upiekłam ciasto czekoladowe, a butelkę wina, udekorowałam maleńkim drobiazgiem :)

Nic skomplikowanego, jednocześnie nadające urokliwy akcent temu, jakże powszechnemu upominkowi.. Wino w ten sposób przybiera osobistego wyrazu... może nawet smakuje lepiej ;)



...Odrobina sznurka, muszle nazbierane podczas morskich spacerów, gałązka bluszczu, lawenda.. odrobina rafii.. i gotowe :)





Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i pięknych snów Wam życzę!!!



Kochani - pamiętacie o Grzesiu?!







środa, 14 października 2009

Zapach wanilii, kawy oraz słodkiej czekolady... w blasku palących się świec!


Kawa o poranku..
Ciasto czekoladowe na podwieczorek..
A późnym wieczorem, kiedy zmrok spowija nasze myśli - blask świec roztaczający czar i niezaprzeczalną magię chwili..






Inauguracja waniliowej świeczki, otulonej ziarenkami kawy...



Pięknego dnia Wam życzę kochani!!!

piątek, 9 października 2009

Jesienne smaki..

Od dłuższego czasu, nieustannie mam ochotę na wszelkiego rodzaju domowe zupy..
Pewnego dnia poszliśmy z Damianem na spacer brzegiem morza, w kierunku Cramond, gdzie mieliśmy wstąpić do mojej ulubionej kafejki, na smakowitą kawę.. spacer był dość osobliwy, bowiem od samego rana siąpił deszcz i tak naprawdę wyjątkowo dzień nie sprzyjał spacerom.. my jednak poszliśmy dla odświeżenia szarych komórek.. choć nie tylko ich!
Zabraliśmy nawet ze sobą nasz pomarańczowy parasol (którego odkąd zakupiliśmy, nigdy dotąd nie używaliśmy).
Deszcz siąpił.. a wraz z upływem czasu - zmieniał swoją intensywność, aby przerodzić się w prawdziwą ulewę :(
Idąc pomimo to przed siebie, byliśmy prawdopodobnie jedynymi istotami ludzkimi, które tego dnia wybrały się dobrowolnie na tak szalony spacer! W każdym razie w drodze do Cramond, byliśmy zupełnie sami!
Do kafejki doszliśmy zupełnie zmoczeni - a kiedy przywitało nas przyjemne ciepełko oraz niezgorsze aromaty - pomyślałam, iż zamiast kawy, jedyne czego pragnę to ciepłej zupy!
Zupa dnia serwowana wówczas - była bardzo podobna w smaku do naszej grochówki (bardzo lubię sama ją przyrządzać, ponieważ składa się z mieszanki ziaren, grochu, fasoli...) a kiedy dodaję do niej koreańską pastę sojową - naprawdę smakuje wyśmienicie!
Do zamówionej zupy otrzymałam również ciepłą jeszcze, pieczoną w ów kawiarence bułeczkę!
Nie jestem pewna czy była to zasługa deszczu, który skutecznie wyostrzył moje zmysły smakowe - jednakże zarówno zupa, jak i ciepła bułeczka, smakowały wyśmienicie!

Dzisiaj od samego rana towarzyszyła nam pochmurna aura. Słońca jak na lekarstwo, a i ziąb przenikał człowieka w nieprzyjemny sposób..
Pomyślałam , iż w taki dzień przyjemnie będzie posilić się ciepłą, rozgrzewającą zupą.
I gdyby nie fakt, iż zupa wyszła naprawdę pyszna (przyrządziłam ją pierwszy raz - stąd moje radosne nastawienie), nie zawracałabym Wam głowy zupami, które przyrządzam.

Zupa, którą tak się zachwycam - to zupa marchewkowa z delikatną nutą imbiru..
Przepis nie jest skomplikowany, raczej bardzo prosty - ja wzbogaciłam ją słodkimi ziemniakami (których smak odkryłam dopiero tutaj w Szkocji, a które szczerze polubiłam).


ZUPA KREM Z MARCHEWKI!
400g marchwi
2 cebule (ja dałam tylko jedną)
2 ząbki czosnku
1 łyżka oleju
600 ml bulionu warzywnego ( cóż, aż tak dokładna nie jestem, ilość wywaru dodałam wg uznania)
2 liście laurowe
1 łyżeczka startego imbiru
sól, pieprz
cukier
200ml śmietany
Obraną marchewkę oraz ziemniaki (ja dodałam 2 duże), mogą być również zwykłe ziemniaki.
umyć i pokroić w małe kawałki. Cebulę i czosnek pokroić w kostkę. W garnku rozgrzać olej, następnie zeszklić na niej cebulę i czosnek. Dodać warzywa i chwilę dusić. Wlać bulion, całość doprowadzić do wrzenia. Do zupy dodać liście laurowe oraz imbir. Doprawić solą, pieprzem oraz szczyptą cukru.
Zupę gotować pod przykryciem około 15 min.
Wyjąć liście laurowe, zupę lekko ostudzić, następnie zmiksować warzywa z wywarem. Dodać śmietanę. Doprawić do smaku, jeśli jest to konieczne.
Podawać np.: z ciepłymi, pachnącymi bułeczkami!
Życzę smacznego!!

Jesienne smaki - to pachnące lasem grzyby - te nazbieraliśmy podczas wspomnianego przeze mnie wcześniej spaceru... zasuszone, w lnianej saszetce, czekają na świąteczny czas...


Na koniec jeszcze kilka drobiazgów.. sprezentowanych przez Damiana mamę!
Butla z grubego szkła - słabość mam ogromną do różnego rodzaju butelek - ta jest cudna! Wyśmienita na zimowe nalewki!
Również szklana pokrywa, bardzo mi się spodobała - przydaje się zwłaszcza, kiedy zostaje ostatni kawałek szarlotki, a brzuchy niezdolne do przyjęcia ani krzty więcej słodyczy..




Miłego wieczoru Wam życzę!!!

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin