"We have stretched our arms towards him,
We have longed to draw him down,
Sought to raise him from the frozen heart of stone,
We have searched the rocky passes with our sisters and our brothers,
We have raced through shadowed valleys of our own.
And our fingertips have touched him,
Though we move before his touch can slow us down,
How we grieve that in our turning,
The eternal moment passes,
As our newly floating hopes begin to drown.
And we long for when we rise with him,
Beyond this place of searching,
Moving effortlessly through the new - made sky,
Where the blue could not be deeper,
And a child's sun is smiling,
On the citizens of Heaven as they fly.
Then the rising will not lift us, nor the falling
bring us down,
And the springs`will ring with echoing delight,
But until we spread our wings in the company of angels,
Dancing is the nearest thing to flight."
- Adrian Plass
Moje pragnienie latania często przypomina pragnienie Ikara. Choć, żyjemy w takich czasach kiedy nie tak trudno spełnić, choćby namiastkę marzeń o locie ponad kłębiącymi się chmurami, w pobliżu nieba - niemalże na wyciągnięcie ręki.
Odkąd mieszkam w Szkocji, moje marzenie w ów namiastce - a może tak naprawdę w całkiem dużej części, spełnia się każdorazowo podczas kolejnych lotów, a przyznam, iż w przeciągu 7 lat troszkę ich już było.. Jednak najbliższe lotu ptaka, którym to chciałabym być, choćby jeden dzień - był lot paralotnią. Pamiętam 5 lat temu, kiedy byliśmy po raz pierwszy w Mayrhofen, gro ludzi, po kończącym dniu na stoku, szykowali się do lotu, po czym szybowali nad słoneczną doliną, otoczoną koroną gór. Jakaż była moja cicha rozpacz :) kiedy powiedziawszy Damianowi, że chciałabym polecieć, postukał się po czole.. a dziś - On zamierza zrobić kurs, a ja, najzwyczajniej nie mam odwagi, choć przeżyty po raz kolejny lot, był jednym z piękniejszych momentów mego życia. Cóż, lot z pilotem, to zupełnie co innego, aniżeli samodzielne wystartowanie, jak i samo wylądowanie...
"Leonardo nie ograniczał się tylko do projektowania latających maszyn z mechanicznymi skrzydłami, zaprojektował także spadochron. Lotnik miał się go trzymać za pomocą rąk. Projekt został pomyślnie przetestowany 26 czerwca 2000 przez brytyjskiego skoczka spadochronowego, Adriana Nicholasa. Nicholas zgodnie z wskazówkami wynalazcy przypiął 187-funtowy spadochron w kształcie piramidy, wykonany z sosnowego drewna. Jednakże zamiast bawełnianego użył lnianego płótna. Ważąca 90 kg czasza była 40 razy większa od obecnie używanych. Skoczył z pokładu balonu z wysokości 10 000 stóp w Parku Narodowym Krugera w Południowej Afryce. Opadał łagodnie i na wysokości 2000 stóp otworzył nowoczesny spadochron, by wylądować." (wg. wikipedia.pl)
A to już kilka zdjęć z naszego lotu do Austrii oraz lotu paralotnią..
Właśnie powitaliśmy astrologiczną wiosnę - w Edinburghu widać i czuć ją coraz bardziej.. po powrocie z zimowej Austrii, powitały mnie krokusy, które tak naprawdę od dawna stroją tutejsze parki, jednak ja dopiero teraz miałam możliwość nacieszyć nimi oczy..
..a dziś - odbyłam cudowny spacer, przepełniony wiosennymi perełkami..ale to już następnym razem, mam nadzieję jeszcze przed moim kolejnym wyjazdem. :)
Wraz z nadejściem wiosny, od dłuższego czasu odczuwałam wewnętrzną potrzebę opuszczenia mojej księżycowej przestrzeni - z jakim efektem? hm, sami ocenicie - tymczasem niechaj pozostanie tutaj jasność.. : )
Wraz z nadejściem wiosny, od dłuższego czasu odczuwałam wewnętrzną potrzebę opuszczenia mojej księżycowej przestrzeni - z jakim efektem? hm, sami ocenicie - tymczasem niechaj pozostanie tutaj jasność.. : )
Pozdrawiam Was cieplutko!





















