niedziela, 11 września 2011

A niebo nieustannie się zmienia..


Nie było mnie już od tak dawna..
W głowie mej jednak myśli kołaczą prosząc o odrobinę wolności, dni ulatują niczym ptaki powracające do ciepłych krajów, a ja odpływam poddając się podniebnym pejzażom..
Świat dookoła mnie krzyczy i woła o pomoc, a ja  doświadczam bolesnej ulotności naszego jestestwa.. jak niemy obserwator spoglądam na życie, które powolnym krokiem dobiega końca swej drogi, jeszcze nabiera powietrza w wątłe swe płuca, jednak za chwilę podąży drogą nikomu z nas nie znaną..
Po niebie płynie zanurzony w blasku księżyc, otaczające go kłębiaste chmury, tworzą magiczną aurę, emanującą odwieczną tajemnicą..
Kiedy opuściłam dziś szpital, powolnym krokiem kierowałam się ku tylnej bramie, cichej i pokornej w swej niewątpliwej wielkości. Nagle z mroku wyłonił się długowłosy męższczyzna, zadając pytanie jak się miewam? Pomimo cichych podszeptów "zdrowego rozsądku", po dokonaniu błyskawicznego osądu sytuacji, zrodziła sie we mnie chęć rozmowy z tym, jakże tajemniczym człowiekiem.
Mój nieznajomy, był bezdomnym - stosunkowo nie często zdarza się tutaj takowowego człowieka spotkać, a ja odkąd zamieszkałam w Edinburghu widuję może dwóch, trzech, z coraz dłuższymi dredami, przemierzających ulice w  nieznanym kierunku..
Nasza rozmowa, błyskawicznie potoczyła się ku temu co pierwotne i niezmienne w życiu każdego z nas. Pan zapytał mnie, czy wiem, iż Edinburgh jest najsmutniejszym, najbardziej nieszczęśliwym miastem w całej Wielkiej Brytanii? Kiedy zapytałam, czy On jest szczęśliwy, odpowiedział, że nie. Dlaczego? Ponieważ wie zbyt wiele o tym mieście.. Zapytałam go, czy nasze szczęście przypadkiem nie istnieje w naszych sercach? zależy od naszego wewnętrznego postrzegania świata? Odpowiedział, że dotknęłam sedna sprawy, ale rzeczywistość wygląda inaczej.. niestety..
Podczas krótkiej naszej rozmowy, usłyszałam skróconą opowieść, Jego tułaczego życia.. o tym, iż pragnałby spotkać kobietę, która tańczy, bowiem tylko taka wypełni pustkę, jaką odczuwa.. wspomniał o przynależności i postrzeganiu innych z perspektywy posiadania - opowiadał mi o swoim rowerze, cieszył się, że go odzyskał, bowiem on daje mu owe poczucie przynależności, pomimo tego, iż śpi pod drzewami, (tylko zimą, kiedy ziąb doskwiera mu zbyt bardzo, zgłasza się o pomoc), dzięki swemu rowerowi, nie czuje się wyobcowany.
Z Jego ust płynęło tak wiele słów, zupełnie jakby nie rozmawiał przez długie dni z kimkolwiek, ja jednak musiałam w końcu się  pożegnać.  
..a książyc nadal płynął wśród wzburzonych chmur, emanując tajemnicą, pięknem, ale i niepokojem.. pozostawiając w mej duszy zarówno skrawek szczęścia  jak i smutku..

Zatapiam swój wzrok w grafitowym niebie, unosząc swe niewidoczne dla swiata skrzydła, by wzbić się niczym ptak ponad światem.. lawiruję pomiędzy tym co realne, a tym co wypełnia skołataną przestrzeń mego umysłu.

Podczas naszej rozmowy, zadałam sobie i memu nieznajomemu pytanie, jakie miejsce na świecie będzie tym, które emanuje i gwarantuje nam poczucie szczęścia? W odpowiedzi usłyszałam, że żadne! Szczęście krąży wokół nas, przedzierając się pomiędzy tym co bolesne i trudne, i prawdopodobnie tylko od nas zależy, czy potrafimy je dostrzec, dotknąć.. poczuć każdą komórką naszego ciała, aby pozwolić mu ponownie odfrunąć niczym odlatujące ptaki, które zawsze powracają na wiosnę..

Podczas naszego ostatniego pobytu w Polsce, zrodził sie sponataniczny pomysł, aby wybrać się wspólnie na jednodniową wycieczkę. Popłynęłiśmy stateczkiem na Hel, a stamtąd, pozostawiajac za sobą zatłumioną, niewielką przestrzeń plaży, podążyliśmy w kierunku Jastarni. Po wielu deszczowych dniach, jakie tego lata doświadczyliśmy, ten dzień przepełniony był ciepłem i blaskiem. Wystawiając ku słońcu, spragnione jego promieniom twarze, maszerowaliśmy kilka godzin, pozostawiając daleko za sobą pośpiech i zgiełk.. Zaskoczyła i oczarowała mnie rozciagająca się przede mną plaża - w cichości poddająca się delikatnym porywom morskiej bryzy..  Nigdy dotąd nie miałam okazji tam spacerować. Jednakże wszechobecne pustkowia, zawładnęły bezgranicznie moim sercem. Magiczne miejsce...
Takież też okazało się, następnego dnia - Wydma Łącka, która jest nierozerwalną częścią Słowińskiego Parku Narodowego, a które to odwiedziłam  również po raz pierwszy.
Wydma jest przepięną częścią naszego polskiego krajobrazu, choć niestety tym razem ogromny obszar, przesuwających się piasków, niedostępny dla spacerowiczów, pozwala zaledwie posmakować i rozsmakować się w tym co przenosi mnie w odległe rejony Maroka.. bo choć kolor rozległych wydm, różni się znacząco od Marokańskich pustyni, a tłumy ludzi, pragnących podobnie jak ja, zobaczyć to wyjątkowe miejsce, zagłuszają wszeobecną ciszę,  to  jednak łatwo zatracić się w rozciągających się dookoła złocistych piaskach..czego życzę wszystkim, którzy nie mieli jeszcze okazji doświadcyć tego uczucia.






Dobrej nocy Wam życzę..

 

niedziela, 7 sierpnia 2011

Przez góry.. doliny...


W minioną środę wraz z Viki oraz Renatą, wybrałyśmy się na wędrówkę po pobliskich dolinkach. Pentlandy to urocze pasmo górskie, o którym niejednokrotnie wspominałam. Wystarczy wsiąść w autobus miejski 44, następnie kierując się w stronę Balerna, podążać cierpliwie, zachwycając się  bajecznymi domkami, w zadumie spoglądając na oddalone niewysokie, jednak przyjazne szczyt.. aby  ostatecznie dotrzeć do końcowego przystanku. Stamtąd podążamy z rzadka uczęszczaną drogą, wśród krzaków pełnych słodyczy malin, ku łące prowadzącej prosto w ramiona gór..
Przyjemna to i malownicza okolica, będąca zachętą do wędrówki zarówno po targanych wiatrem szczytach, jak i cichych dolinkach, po których zazwyczaj hasają okoliczne owce - niezmienna uciecha mych oczu.
Biorąc pod uwagę, iż dzień wcześniej, od samego rana, naszą rzeczywistość wypełniały strugi deszczu - dzień w którym odbyła się nasza wycieczka, emanował optymistyczną aurą, ciepłymi promieniami słońca oraz plejadą zjawiskowych chmur, kłębiących się na błękitnym niebie.
Był to piękny i niezapomniany dzień.. również dzięki mym niezawodnym towarzyszkom drogi : )  .
To już nasza druga wspólna wędrówka, jednakże o pierwszej opowiem Wam po powrocie z kilkudniowej wędrówki po najstarszym szlaku prowadzącym przez Szkockie góry (West Highland Way), razem z Damianem wyruszamy z samego rana, aby przez kolejne 5 dni wędrować wśród gór, dolin, potoków i jezior.. okraszeni odrobiną słońca, deszczu i wiejącego z Północy wiatru ;)
Pozostało mi niewiele godzin snu, zatem pozostawiam Was kochani wraz z kilkoma zdjęciami z minionego spaceru, a po powrocie, zabiorę Was w majestyczne, pozbawione cywilizacji piękno Szkockich gór.

 





 



 

 
..W Edinburghu rozpoczął się festiwal - jak już wiecie, to czas muzyki, tańca, książki, filmu.. oraz wielu innych rozrywek - jednym słowem, dla każdego coś dobrego!!!
Niestety, niewiele skorzystam z tegorocznego festiwalu, jednakże, dla posmakowania - kolejny raz - twarze, ulubiony temat moich festiwalowych poszukiwań...





Pozdrawiam Was serdecznie, życząc pięknego, pełnego wielu pozytywnych wrażeń tygodnia!

ps. Renatko, Viki - dziękuję raz jeszcze za wsólną wędrówkę!  

wtorek, 2 sierpnia 2011

Ścieżkami mego dzieciństwa..


Za oknem znów siąpi sierpniowy deszcz..
..no właśnie, sierpniowy! Czas łomocze skrzydłami, umykając z prędkością trudną do poskromienia. Odkąd wróciliśmy z trzytygodnowego pobytu w Polsce, pogoda w Edinburgu zaskakuje nadzwyczaj nadmierną częstotliwością słońca oraz ciepłego, przyjemnego wiatru.. zadziwiające to, choć niezmiernie pozytywne, biorąc pod uwagę, iż w Polsce zaznałam więcej deszczu, aniżeli wyczekiwanego ciepła letnich promieni..
Dziś jednak sennie i deszczowo, czas wymarzony na zatopienie się w przyjaznych pejzażach, Toskańskiej krainy.. znów tam powracam, aby poczuć słodycz i smak tamtejszej zmysłowości, ukrytej w cyprysowych wzgórzach, smakowitym jedzeniu, oraz słońcu rozgrzewającym zbolałe serca.. oraz winie, kryjącym w sobie to co najlepsze "złożone smaki, zapewniające wyrafinowany bukiet".
Życie wędrówką jest, bez względu na to, czy dane jest nam przemierzać świat osobiście, czy za sprawą innych.. w tak deszczowy dzień, nic przyjemniejszego, jak powolne wtapianie się w słowa przenoszące człowieka tam gdzie dusza pragnie zawędrować.. nigdy nie byłam w Toskanii, ale wiem dobrze, iż jest to miejsce, w którym chciałabym spędzić, choćby krótki okres mego życia.. snuję plany i ciągle powracam do kolejnych książek mających cokolwiek związanego z tym miejscem...
Tymczasem jednak sama zabieram Was na krótki spacer ścieżkami, które szczerze uwielbiam.. niewielu ludzi, chodzi tamtejszymi drogami, a szkoda.. a może po prostu, to ja tak rzadko tam bywam, a kiedy rodzi się we mnie pragnienie samotności, to miejsce najzwyczajniej na mnie czeka..
To nie Toskański krajobraz, jednak równie piękny i warty cichej zadumy.. poprzez zielone łąki, pachnące igliwiem ścieżki, zielone mokradła, droga prowadzi dookoła jednego ze skockich jezior - tych, które w dawnych dziecięcych latach, chłodziły moje rozgrzane lipcowym słońcem ciało.. smak chleba nasączonego, roztapiającym się w gorących promieniach masłem, to wspomnienie, które przypomina o beztroskich upalnych dniach, o długich godzinach spędzonych w jeziornych toniach, by zgłodniałym, sycić się smakiem takiegoż właśnie przysmaku.. wiele było takich dni, niezapomnianyh i wyjątkowych, chwil kiedy rodziła się we mnie miłość do miejsc, w których dorastałam.. a mimo to pewnego dnia zapragnęłam ujrzeć świat, posmakować go tak jak smakowałam rozgrzanych kromek chleba, które wówczas stanowiły symbol szczęścia - a może dziś spoglądam na to w ten sposób, choć oczywiście były to chwile szczęśliwe.
Poniższe zdjęcia, to skrawki szczęścia, które kryję głęboko w sercu, aby za każdym razem, kiedy jestem w rodzinnych stronach, jeśli pozwala mi na to czas - odświeżyć, aby żyły wraz ze mną, gdziekolwiek  podążam w mojej zwykłej codzienności..
Wciąż leje jak z cebra, na naszym balkonie przycupnęły małe jaskółki, świergoczą radośnie każdego rana, a trzy małe ptaszyny wyglądają z maleńkiego gniazda w nadziei na kolejny posiłek. Mocca przygląda im się z krztą intrygującej ciekawości, te jednak najwyraźniej,nie odczuwają leku, przed potencjalnym zagrożeniem.. dzień toczy się własnym torem..
A ja w nadzieii na odrobinę słońca jutrzejszego dnia, ślę Wam wszystkim serdeczne pozdrowienia. Tak dawno nie było mnie tutaj, jednak mam głęboką nadzieję, iż znajdzie się choć kilka dusz, które ponownie zagoszczą w moim świecie..










 




 
Na zakończenie muzyka - wybaczcie, jeśli powtarzam się - tyle w niej słońca i optymizmu, zresztą to jeden z moich ulubionych utworów w Laya Project, który szczerze polecam tym wszystkim, którzy nie mieli jeszcze okazji obejrzeć!

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin