Odkąd wróciłam z Polski, pogoda niemalże rozpieszcza nas swoim ciepłem, blaskiem słońca rozświetlającym otaczający mnie świat..
Jest już chłodniej, aniżeli 4 dni temu, jednak wbrew zapowiedziom o zmianie pogody - nadal świeci słońce..
Nawet wieczory spowite jasną poświatą, zachęcają do jazdy rowerem przed siebie, w nieznane..
I choć po całym dniu pracy, pierwsze myśli mkną w stronę domu - tak naprawdę rodzą się pragnienia jak najdłuższego obcowania z przyrodą - zwłaszcza, iż 13 godzin w szpitalnych murach, przez kolejne 4 dni, nie pozostawiają wiele chwil do cieszenia się ciepłymi promieniami muskającymi spragnioną słońca twarz..
Zaledwie podczas krótkich chwil podczas przerwy, wsłuchana w śpiew ptaków, chłonę zapach rodzącego się lata..
Zaledwie podczas krótkich chwil podczas przerwy, wsłuchana w śpiew ptaków, chłonę zapach rodzącego się lata..
Czasem wraz z D. (moim pacjentem, o którym wspominałam wcześniej), siadamy na jednaj z ławek w ogrodowym zaciszu, rozmawiając o życiu.. lubię te chwile, pozwalające spojrzeć głębiej w zakamarki teraźniejszości w jakiej mam szczęście obcować, na skrawki tego co szczęściem nazwać należy!
Kilka dni temu, D. powiedział mi, iż jest szczęściarzem - żyje w pięknym kraju, miał możliwość podróżowania, poznał wielu dobrych i ciekawych ludzi.. a teraz otaczają go osoby, które opiekują i troszczą się o Niego.. natomiast gdzieś w oddali nadal giną ludzie, toczą się wojny, niespodziewane powodzie zabierają cały dobytek rodząc ból i cierpienie..
Tak, jesteśmy szczęśliwcami - los, który daje i odbiera - dziś obdarza nas tym co najlepsze!
Pomimo przemijalności i pożegnań, które bolą - nadal otacza nas piękno, dobrzy ludzie i przyjaciele!!
To bardzo wiele...
Trzy dni temu, skończyłam pracę o 15 - pomimo pochmurnego poranka, dzień przerodził się w piękną, słoneczną zachętę do wędrówki wśród polnych bezdroży..
Zaopatrzywszy się w szybki prowiant, wyruszyliśmy w kierunku Queensferry, gdzie królują dwa znane prawdopodobnie większości - mosty.
Droga wiodąca wśród drzew, łąk, pastwisk, nad brzegiem morza łączy w sobie tęsknotę za lasem, beztroską i szumem fal rozbijających się o brzeg..
To pagórki i stare posiadłości, zamek przycupnięty na skraju plaży, który pokazywałam już wcześniej oraz majestatyczny Dalmeny House, zbudowany przez angielskiego architekta Wiliama Wilkinsa w 1815 roku. To pierwsza w Szkocji rezydencja w stylu neogotyckim. (wg przewodnika Pascal).
Po dotarciu, nad brzeg morza, gdzie naszym oczom ukazały się wspomniane wcześniej mosty, zakotwiczyliśmy na dłuższą chwilę, schronieni przed wiatrem, wygłodniali zajadaliśmy się chlebem z czarnymi oliwkami, hummus, aby ostatecznie zakończyć ucztę pysznym sernikiem..
W drodze powrotnej, znów wsłuchana w szum potoku, powracałam myślami do Słowackiego Raju - zawsze kiedy jestem w tym miejscu, moje wspomnienia związane ze Słowacją, nabierają wyrazistości i mocy..



