wtorek, 8 września 2009

Magiczny świat Tomiego..

"Wszechświat to zgodne współdziałanie wszystkich elementów i sił, które tworzą równowagę i harmonię.
Słowo wszechświat - universe - znaczy dosłownie
"
jedna pieśń".
W tej pieśni, harmonii jest pokój, śmiech, radość i szczęście."
Kiedy byliśmy w odwiedzinach u Damiana Kuzynki - Kasia zapytała, czy poznaliśmy już ich przyjaciela -Tomiego.
Słuchając opowieści o Nim, pomyślałam, że bardzo chciałabym poznać tego człowieka.. nie minęło wiele czasu a moje maleńkie pragnienie zostało spełnione..
Wraz z Michelem, pojechaliśmy w odwiedziny do Jego domu.
Czytając słowa, napisane powyżej, dotyczące wszechświata - nieustannie nasuwa mi się na myśl właśnie postać Tomiego, dlatego też wspominając czas spędzony w Danii - pomyślałam, iż chciałabym abyście i Wy, choćby w wirtualny sposób Go poznali.
Tomi, dawno temu był buddyjskim mnichem - nie jestem pewna, czy ma to związek z Jego niezwykłą aurą - być może, poniekąd tak.. Tym niemniej emanował On niezwykłą harmonią - wewnętrzna cisza i równowaga z ogromną dozą serdeczności..



Kiedy zostaliśmy zaproszeni do środka Jego maleńkiego domku - który notabene sam buduje od 2000 roku - poczułam iskierki zachwytu.. Choć prace wykończeniowe ciągle jeszcze trwają i tak naprawdę panował tam wszechobecny nieład - ponad tym wszystkim emanowało piękno, które zachwyciło mnie po kres mojej duszy :)

A będąc tam - niemalże namacalnie można było odczuć artyzm płynący z duszy Tomiego!
Ugoszczeni winem zrobionym przez naszego gospodarza - siedzieliśmy w ciszy kontemplując tę niezwykłą chwile..
Tomi z nieśmiało tlącą się fajką, uśmiechał się do nas i z tajemnicą przyglądał naszym twarzom - a ja zachłannie przyglądałam się wszystkim szczegółom - bo to właśnie w szczegółach kryła się owa niezwykłość!
Centralnym punktem domu jest długi, drewniany stół, przy którym można spędzić niekończące się godziny, chociażby przyglądając się wpadającym promieniom słońca, opadającym z magiczną poświatą na poszczególne przedmioty..


..Przyjaciel Tomiego...






Tomi, pokazał nam kilka szkiców, Jego prac - które ostatecznie przenosi na ściany wnętrza swego domu..

Po długiej przyjemnej kontemplacji, wybraliśmy się aby poobcować chwilę wśród całego zwierzyńca, którym opiekuje się Tomi - ja sfotografowałam tylko małe koźlaki oraz ponownie Tomiego - którego, przyznam, iż na początku krępowałam się straszliwie - ale pragnienie uwiecznienia w kadrze Jedo twarzy wraz z maleńką cząstką Jego świata, zdecydowanie zwyciężyła, a kiedy zapytałam czy mogę zrobić kilka zdjęć - Tomi oczywiście odpowiedział z uśmiechem, iż On rozumie i mogę robić zdjęć tyle ile zapragnę..

Tomi na swojej farmie miał małe prosiaczki (które doprawdy były przeurocze!), małe kurczęta, a przede wszystkim - te słodkie kózki!

..którym zdecydowanie nie potrafiłam się oprzeć...

Dobrze jest móc powrócić na moment w miejsca, które kojarzą nam się z dobrem, radością i uśmiechem.. zwłaszcza, kiedy za oknem straszliwa szaruga, a wiatr ponownie szarga moje biedne rośliny - zupełnie jakby zamierzał wywiać je daleko w nieznane przestrzenie..
Pozdrawiam Was serdecznie życząc miłego, pełnego słońca dnia!!

sobota, 5 września 2009

Odrobina wspomnień część II - Dania..

Uwielbiam skanseny - gdziekolwiek jestem a znajduje się tam skansen, zawsze muszę koniecznie go zwiedzić.. uwielbiam zaglądać w stare mury domów, pamiętających jakże odległą historię. Przedmioty wyeksponowane w ich wnętrzach przybliżające życie naszych przodków..
Kiedy po raz pierwszy zawitaliśmy w Danii - nie mogłam uwierzyć - cały kraj usłany jest skansenowskimi chatami, pokrytymi niejednokrotnie strzechą, z zewnątrz wyglądające zupełnie jak te w odwiedzanych przeze mnie skansenach. Różnica polega na tym, iż wnętrza zazwyczaj bywają znacznie bardziej ucywilizowane :)
Będąc w okolicy - odwiedziliśmy oczywiście również tamtejszy skansen (który z zewnątrz nie wyróżniał się jakoś nadzwyczajnie od domów napotykanych w drodze), jednak wnętrza zachwyciły mnie bardzo (wówczas zdjęcia robił głównie Damian.. jeśli macie ochotę, zapraszam na naszą stronę foto-album).
Bardzo interesującym dodatkiem byli ludzie, ubrani w tradycyjne stroje, kobiety tkające, gotujące, wyszywające.. można spędzić cały dzień, w tym jakże interesującym miejscu, mając wrażenie, iż nagle przenieśliśmy się w czasie..
Tego roku, nie odwiedziliśmy skansenu, jednak ku mojej ogromnej radości - Michel zabrał nas na wycieczkę po okolicy, zatrzymując się niemalże za każdym razem, kiedy zapragnęłam sfotografować jakiś dom.. a było ich naprawdę wiele :)
Zapraszam Was zatem do wędrówki duńskimi bezdrożami, gdzie pięknych domów wraz z kwiatami, donicami oraz wszelkiego rodzaju dodatkami tworzącymi harmonię absolutną - napotkać można niemalże za każdym zakrętem...














Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie!!!

czwartek, 3 września 2009

Odrobina wspomnień część I - droga do Amsterdamu..

Lato mija, a ja dopiero teraz robię porządek ze zdjęciami z naszego wyjazdu do Polski.
Jesień coraz bliżej i choć bardzo lubię tę porę roku - z dużą przyjemnością powracam do obrazów uchwyconych w kadrze przypominających letnie zachwyty..
Zdjęć tym razem będzie dużo.. mam nadzieję, że nie zanudzę Was - a wręcz przeciwnie na moment przeniesiecie się oczyma wyobraźni w miejsca, które jeszcze nie tak dawno mogłam podziwiać i chłonąć w najgłębsze zaułki mojej duszy..
..Dotarłszy do promu - wyruszamy na drugi brzeg.. ku malowniczej Francji, Belgii, aby ostatecznie dotrzeć do Amsterdamu..


..Ostatnie zachwyty białymi klifami.



Nieopodal Amsterdamu, rozbiwszy namiot w gęstwinie traw otoczeni cykaniem świerszczy oraz szczebiotem ptaków - ułożyliśmy do snu zmęczone podróżą ciężkie głowy..



A nazajutrz, o poranku powędrowaliśmy ku wodom morza północnego..


Puste plaże, świeża morska bryza to znakomity początek kolejnego dnia..


W końcu dotarliśmy do Amsterdamu..



Będąc w tym miejscu, niestety nie mając zbyt wiele wolnego czasu, postanowiliśmy wybrać podróż jedną z łodzi pływającą wzdłuż kanałów..



Nie ukrywam, iż chciałabym również powędrować niespiesznie wąskimi uliczkami, tego malowniczego miasta, jednak rejs, który odbyliśmy, pozwolił mi nasycić oczy obrazami równie malowniczymi..



Amsterdam to przede wszystkim rowery.. a że rowery bliskie memu sercu zawsze były i są nadal - niejednokrotnie bywały wdzięcznym obiektem mojego fotografowania..
Każdy rower jednak, zazwyczaj ma właściciela - dlatego często i oni bywali obiektem mojego zainteresowania.





Jeśli kanały - to również barki - kolorowe, często bajeczne, malowane barwnym kwieciem..





Na zakończenie - drzemiący w słońcu kocurek - dokładnie taki, jakiego chciałabym mieć.. :)
Kolorowych snów Wam życzę!!!

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin