środa, 12 sierpnia 2009

Welcome to Festival... part II

Tym razem zabieram Was za kulisy teatru..
Niedawnym naszym gościem, była nasza dobra znajoma, która w zasadzie, głównie przyleciała do Edinburgha na premierę przedstawienia swojej przyjaciółki.. jednak będąc tutaj, musieliśmy i my się spotkać :)
Ostatecznie razem spędziliśmy kilka dni, przy czym dwa ostatnie - dominował w prawdziwie "babskie" celebrowanie...
Pierwszego dnia, uczestniczyliśmy w przedstawieniu jak przystało na powszechnie przyjęty wizerunek widza... Zaskoczył mnie fakt, iż spektakl okazał się tanecznym show, przedstawiającym historię Wenezueli..
Nasza nowo poznana znajoma, grała rolę królowej, która wysyła Krzysztofa Kolumba na podbój nowych ziem, który ostatecznie dociera do tego pięknego, przesyconego tańcem kraju..
Zdjęcia pojawiające się na wielkim telebimie, muzyka grana na żywo wraz z niezwykłym tańcem pięknych wenezuelskich dziewcząt - tworzyła pełną elektryzującej niezwykłą energią atmosferę..
Kocham taniec, a możliwość uczestniczenia w jakimkolwiek przedstawieniu, w którym odgrywa on główną rolę, jest dla mnie czymś niezwykłym.. zawsze!
Tym razem zważywszy na fakt, iż nie mając konkretnych informacji na temat przedstawienia - spodziewałam się zupełnie czegoś innego!
Moje zaskoczenie było ogromne, ale też radość z tak miłej niespodzianki była niezmierna :)
W sobotę - doświadczyłam jeszcze większej niespodzianki - od rana zwiedzałyśmy z Magdą Edinburgh, w końcu spotkałyśmy się z Anią, która zabrała nas po raz kolejny na spektakl.. tym razem jednak za kulisy teatru - nigdy w życiu za kulisami nie byłam i przyznam, że cieszyłam się z tej możliwości, jak małe dziecko!! Jeszcze teraz czuję dreszczyk emocji!!
Zafascynowana, pełna podziwu zaglądałam zza ciężkiej kotary na wybiegające w pośpiechu tancerki, przyglądałam się z jaką finezją poruszają się ich ciała.. ale też im zmęczonym twarzom z odległości wyjątkowo bliskiej..
przywitana z dużą serdecznością mogłam odbyć, choć krótkie jednak przesympatyczne rozmowy z dziewczynami.
Był to moment mego życia, wypełniony dogłębnie poczuciem szczęśliwości.. jednocześnie po raz kolejny ogromną tęsknotą za tańcem..
Tymczasem jednak, powracając myślami do tak wyjątkowych wspomnień - zapraszam i Was na chwile sentymentalnej podróży, przesyconej barwną ekspresją, emocjami i pełnym żaru tańca..
Niestety nie zabrałam statywu, w związku z czym moje zdjęcia nie należą do najlepszych jakościowo, choć przyznam, że kiedy przeglądam je po raz kolejny - pomimo wszystko, wywołują we mnie same pozytywne odczucia :)











Ostatnie wspólne chwile w gronie tancerek, tuż po spektaktu...


Mała princesa..

Dnia pełnego słońca i pozytywnej energii Wam życzę!!!

Welcome to Festival... part I

Festiwal w Edinburghu rozpoczął się i rozbrzmiewa w wielu zakątkach miasta..
To muzyka, poezja, książki, teatr, taniec... uliczne performance oraz parady..
To ludzie o nietuzinkowych twarzach.. różnorodność przyprawiająca o miły zawrót głowy :)
To czas, kiedy lubię spacerować uliczkami starego miasta, aby w samotności przyglądać się emanującym pozytywną energią ludziom.. artystom, dzielącym się swoją częścią piękna.. twórczą pasją przetwarzania rzeczywistości...
Lubię zaglądać w ciche wnętrza małych galeryjek, gdzie nieme obrazy, zdjęcia.. czekają na swoich widzów..
Jest to czas bardzo wdzięczny na zatrzymanie w kadrze kilku migawek świata, odbiegającego od codzienności w jakiej żyjemy...
Dziś zapraszam Was na spacer ulicami Royal Mile, gdzie festiwalowe życie tętni intensywnością wszelakiej twórczości.. w moim kadrze zatrzymałam kilka twarzy...
Już wkrótce zabiorę Was za kulisy przedstawienia - miłym zbiegiem okoliczności (dla mnie!), mającym związek z tańcem!!
Ale o tym następnym razem...











Pozdrawiam serdecznie i słonecznie!!

wtorek, 11 sierpnia 2009

Wszystkie drogi prowadzą w góry..

Nasz kolejny gość opuścił naszą przystań...
Pozostały jednak wspomnienia oraz zdjęcia, przypominające nam miejsca piękne i bliskie sercu..
Kolejny raz mieliśmy okazję wyruszenia w krótką wędrówkę po Szkockich bezdrożach..
Tym razem wybraliśmy podobną trasę do tej, którą przemierzaliśmy w kwietniu - z tą różnicą, iż droga powrotna wiodła nas przez nie odkryty jeszcze przez nas teren Glen Shee, jednej z dolin Angus - prawdopodobnie najrozleglejszy teren narciarki w Szkocji.
Droga malowana pięknymi krajobrazami - zawiodła nas początkowo do zamku Dunnottar, położonego na wysokiej skarpie, otoczonej wodami morza północnego.


Spędziwszy uroczy czas, leżąc na trawie wygrzewając się w ciepłych promieniach słońca, wyruszyliśmy ku wąskim malowniczym drogom, otoczonych z wszech stron - mistycznymi górami..
Krajobraz zmieniał się wraz ze zmieniającą się pogodą - niebo o trwożnie spozierającym wizerunku, ukazywało swój dramatyzm, wzbudzając uczucia zachwytu..





Po raz kolejny, piękna to była podróż - krótka, jednak pełna niezapomnianych obrazów, napełniających duszę pozytywną energią..
A na koniec podróży - cudowny zachód słońca - magia barw, splatających się w ognisty obraz nieposkromionego artysty...



LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin